fbpx

Last Month, Luty 2019

Jak na tak krótki miesiąc jakim jest luty, zostaliśmy przez niego porządnie przeciorani. W tym wszystkim jest jednak światełko w tunelu i gdybym wciąż była w swojej fazie religijnej, to może bym stwierdziła, że te wszystkie trudne wydarzenie prowadziły do pozytywnej końcówki i teraz możemy się cieszyć Bożym błogosławieństwem. Ewentualnie uprawiałabym jakieś mantry pełne wdzięczności i wysyłała je w stronę Kosmosu, bo w końcu rozwiązał nasz problem. Po latach bycia nadmiernie “duchową” zamierzam się po prostu cieszyć tym, że pewne sprawy się rozwiąły i mam nadzieję, że wraz z nadchodzącą wiosną ten spokój zostanie z nami na dłużej.

Spora część lutego była nadal mocno zimowa.

W lutym napisałam tylko jeden wpis (Last Month i innych podsumowań nie liczę) i jestem z niego całkiem dumna: Gdy internety dają ci doła. Przez większą częśc ostatnich tygodni cierpiałam na wieczny niedoczas i nie wyrabiałam się na zakrętach z pracą, praniem, o wpisach nawet nie wspominając. Troszkę nam się zmieniła sytuacja i musieliśmy szybko zdecydować, co zrobić z Leosią – niestety nie mam tego komfortu życiowego, że mogłabym rzucić robotę i zostać mamą na pełen etat, bo nikt mi dolarów za to by nie wysyłał. Spróbowałam więc najgorszej rzeczy, jaką mogłam zrobić, czyli połączyłam robotę i opiekę nad dzieckiem. Miało być “win-win”, skończyło się na tym, że nikt nie wygrał. W pracy nie byłam skupiona i rozkojarzona zapominałam o różnych rzeczach lub zwyczajnie się myliłam. Do tego doszło poczucie winy, że dziecko podrzucam tylko do babci lub do cioci lub i tak najczęściej siedzi ze mną w biurze i zbywam ją bajkami na telefonie. Nie idźcie tą drogą. Ja wiem, że chcemy być we wszystkim świetne, ale tak się nie da – u mnie zaczęło się sypać zdrowie fizyczne i emocjonalne, a i tak nie poczułam jakiegoś magicznego spełnienia.

Chyba w żadnym roku nie było mi tak obojętne rozdanie Oscarów – ale przynajmniej wiem już całkiem sporo o tej nagrodzie.
Weekend w Tomaszowie na lodach
Mój “święty” czas – te cotygodniowe zajęcia znów mi ratują dupę, bo ostatnio balansowałam na depresyjnej krawędzi. To nie musiała być salsa, ale tak się złożyło, że jest 🙂
Nastrajamy się wiosennie w łódzkiej palmiarnii
Z Babcią Edwina (Prabcią) – udało się ją namówić na małą wycieczkę.
Wiosna puka do drzwi!
No i sprawa się rozwiązała: mamy w domu przedszkolaka! Młoda jest zachwycona i nie chce wracać do domu 😉 Póki co wszystko wskazuje na to, że było to najlepsze wyjście z sytuacji dla nas ale przede wszystkim dla Leosi.

2 książki | 2 seriale

W lutym udało mi się przeczytać dwie książki. Po styczniowym szaleństwie książkowym, sami widzicie jak wykańczający musiał być ostatni miesiąc. W lutym przeczytałam Powrót do Howards End, które mnie zlekka znudziło i Oscary. Sekrety największej nagrody filmowej – napisane przez Kasię Czajkę-Kominiarczuk (pewnie kojarzycie jej bloga Zwierz Popkulturalny)

Za to znów do łask wrócił Netflix i tak któregoś weekendu wciągneliśmy cały sezon nowości od tej platformy, czyli “The Umbrella Academy”. O, jakie to było cudne, chociaż niepozbawione wad. Przede wszystkim serial jest ciut za długi, ale poza tym ma ciekawą fabułę, troszkę przypomina X-menów, bohaterowi są zabawni i ma jedną z lepiej dobranych ścieżek dźwiękowych. Polecamy.

Drugi serial to właściwie nie nowość, chociaż 3 sezon niedawno pojawił się na Netflixie – my jednak zaczęliśmy go oglądać dopiero teraz. “One day at a time” to sympatyczny rodzinny sitcom z niejednym przesłaniem. W tle słychać kubańską salsę i ogólnie ten serial robi dobrze, gdy życiowe smutki trochę za bardzo nas przygniatają.

Mam nadzieję, że w marcu będę tu bywać częściej i w końcu zrobię porządek z moją listą tematów do napisania.

Dodaj komentarz

avatar
 
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
Powiadom o
Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest