fbpx

Lifestyle

Dzień 6: Trstenik i co wegetariańskiego można zjeść w restauracji w Chorwacji

Odsypiamy wieczorną imprezę. Powoli się budzimy i zbieramy do śniadania. Maja nie może wytrzymać – ciągnie ją do plaży. Ciocia z wujkiem litują się i zabierają nad wodę. Przy okazji mają kupić chleb w piekarnii. My jeszcze chwilę guzdrzemy się w mieszkaniu. Pijemy kawę i dopiero po niej zbieramy się z Leosią do auta. Podjeżdżamy blisko plaży i zabieramy resztę ekipy do miasteczka Trstenik. To malutka, spokojna mieścina z kilkoma restauracjami i małym sklepem. W 2005 roku w okolicach miasteczka wybuchł pożar i niestety dużo winorośli w wyniku tego spłonęło. Na naszej kwaterze rośnie kiwi! Tu musisz uważać, żeby nie…

Dzień 5: Orebić i impreza nad morzem

Miałam ambitny plan by na tych wakacjach wstawać wcześnie rano i iść pobiegać albo poćwiczyć jogę, ale okazało się, że śpię jak zabita. Nie walczę z tym. W końcu mam wakacje. Dzisiaj na śniadanie jemy jaglankę z owocami, a po kawie jedziemy do największego miasta na półwyspie Peljesac. Jedziemy zrobić zakupy w Orebic i wypłacić gotówkę, bo nawet zwykłego chleba tu nie kupimy bez kun w portfelu. Swoją drogą moja miłość do Chorwacji zdecydowanie nie obejmuje tutejszego chleba. Widoki po drodze Sam Orebic to zdecydowanie nie mój klimat, chociaż spacer po miasteczku był bardzo przyjemny. Nie chciałabym jednak w takim…

Dzień 4: odpoczywamy i poznajemy Sreser

Budzą mnie pierwsze promienie wschodzącego słońca wpadające przez okno i zdziwiona Leosia, która obudziła się w zupełnie obcym dla niej miejscu. Chwilę zajmuje mi przekonanie jej, że nie musimy jeszcze wstawać. Ostatecznie ląduje między nami w łóżku i udaje nam się jeszcze pospać do 8. Dzisiaj mamy dzień lenia i zdecydowanie musimy odpocząć od jazdy. Na liczniku już 1800 km plus ogromne zmęczenie, na które na pewno wpłynęło też opóźnienie spowodowane zdarzeniem ze środy (Patrz: Dzień 0 ). Rozpakowujemy spokojnie walizki, poznajemy mieszkanie, znosimy ubrania do prania i pijemy jedną kawę za drugą. Jedząc biszkopty śpiewamy “Sto lat” Leosi, która…

Dzień 3: Morze Nowigradzkie, Szybenik, przejście przez Bośnię.

Wreszcie cała noc przespana. Mam wrażenie, że dopiero teraz puszcza nas stres związany z wydarzeniami ze środy. Spokojnie jemy śniadanie i szykujemy się do drogi. Kilka słów o pakowaniu: rzeczy, których nie potrzebowaliśmy na teraz zapakowaliśmy do bagażnika na dachu. Specjalnie uszykowałam jedną torbę sportową, do której włożyłam ubrania, bieliznę i kosmetyki na przebranie się – dzięki temu nie musieliśmy rozbrajać całej skomplikowanej konstrukcji bagażowej ( a jeszcze w tym roku zabraliśmy wózek). Ogólnie polecam jechać do Chorwacji z noclegiem po drodze jeśli macie taką możliwość. Wiadomo, że dużo zależy od tego jaką trasą jedziecie i jak daleko macie do…

Dzień 2: wreszcie Chorwacja i Jeziora Plitwickie.

Po północy zamieniamy się z Edwinem miejscami i prowadzę w Austrii do Graz. Potem ja też zaczynam odpadać więc znów robimy zamianę. Pewnie gdyby nie wydarzenia ze środy i braki w śnie, to ta trasa poszłaby nam znacznie sprawniej. Całkowicie przesypiam Słowenię i budzę się dopiero po wjeździe do Chorwacji. Dziwne uczucie: wyjść o 4 rano, gdy jest jeszcze ciemno do pierwszej z brzegu stacji benzynowej i czuć się trochę jak w domu. Mam wrażenie, że wszyscy czujemy podekscytowanie i przypływ energii, bo wreszcie dojechaliśmy do kraju, który był celem naszej podróży. Chorwacji świt Znów robimy szybką zamianę miejsc. Zwykle…

Dzień 1: wreszcie sprawa się wyjaśnia.

Wstajemy wykończeni napędzani zegarem biologicznym. Edwin o szóstej rano wychodzi by dowiedzieć się co z samochodem. Jeździ od mechanika do gumiarza i mamy nadzieję, że dziś uda nam się wyjechać. Jestem ciągle wykończona i nie umiem się ogarnąć. Dzieci też są w jakimś dziwnym stresowym stanie, ale to nie znaczy, że brak im energii. Ostatecznie mechanik mówi, że możemy jechać i o 15 ruszamy. Lekki stres towarzyszy nam aż do granic Polski. Wiem, że to głupie i irracjonalne, ale mam obawy, że znowu coś się wydarzy. A przecież specjalnie wybraliśmy dłuższą trasę omijajacą felerną drogę w budowie. Na pierwszej stacji…

Dzień 0: prawdziwa katastrofa.

Chciałam w tym roku zrobić inaczej. Zazwyczaj z wyjazdów robiłam dwa, trzy wpisy z wyjazdów. W tym roku wymyśliłam sobie coś innego. Jeżdżę wszędzie z notesem i prowadzę dziennik. Mam wrażenie, że dzięki temu wszystko głębiej przeżywam. Po cichu liczę, że taka telenowela też da wam trochę przyjemności. Dziś wracamy do dnia, w którym mieliśmy wyjechać… Obudziłam się z mocnym bólem ręki. Zawsze przed wyjazdem się stresuję. Myślę o trasie, o tym, czy nic nam się nie stanie, czy będziemy bezpieczni. Prawdopodobnie za dużo analizuje, ale z drugiej strony dzięki temu nie wyobrażam sobie nie wykupić ubezpieczenia. Nie mam za…

Last Month, Czerwiec 2019

Zamykam już w głowie ten czerwiec. Jeden z moich ulubionych miesięcy, ale przez upały i stres zwyczajnie nie miałam siły się nim cieszyć. Nie dość, że źle znoszę wysokie temperatury to w dodatku taki stan rzeczy wpływa na mnie bardzo przygnębiająco. No, cóż…to jednak materiał na dłuższą rozmowę, bo nie tak łatwo z myśli “będzie piękny raj na ziemii” przejść do stanu “kurdę, w jakim klimacie będą żyły moje dzieci”. Ale idźmy w pozytywy! W czerwcu wzięliśmy udział w pierwszym biegu! A nasza Leosia dzielnie pobiegła jako najmłodszy uczestnik. Jeśli chodzi o mnie, to wreszcie przełamałam swoją niechęć do tego…

Realne korzyści z prowadzenia bloga

Ach, te cudne niewinne czasy, gdy zakładało się bloga te 10 lat temu! Kierowała nami pasja, to jasne, ale gdzieś tam w głowie majaczyła się myśl, że może zostaniemy odkryci i od dziś żegnaj nudna roboto przy biurku! Teraz będę żyć z pasji pisania/robienia zdjęć/podróżowania! Czas pokazał, że jednak utrzymanie się tylko z bloga nie jest takie proste do osiągnięcia. A skupiając się tylko na szukaniu sponsorów, łatwo stracić tę pasję, która kazała nam blog założyć. Dziś wyjątki utrzymują się tylko z blogowania, a i oni zamiast w cudownym, romantycznym wpisie o miłości zamieszczać na końcu wzmiankę o maści hemoroidy…

Plany na wakacje 2019

Trudno nie myśleć o wakacjach, gdy gorąco i upały skutecznie odciągają nas od wszystkiego, co produktywne. Już i dzieci szkołę sobie odpuściły. Już czuć smak swobody na języku. Nasze wakacje w tym roku wyszły wyjątkowo spontanicznie. Zazwyczaj pierwsze rezerwacje robiłam w okolicach lutego lub marca. Tym razem wszystko się przesuwało. Już myślałam, że wylądujemy w mojej rodzinnej wsi nad rzeką, a tu jednak nie! Przez to pierwsze pół roku naprawdę ciężko pracowaliśmy i potrzebujemy morza, słońca i doznań innych niż siedzenie w biurze. A gdzie my moglibyśmy jechać, tak żeby klepnąć całą organizację w 3 tygodnie i nie stresować się…

Navigate

Daj lajka a dostaniesz babeczkę muffinkową!

Wpisy na blogu pojawiają się średnio 3-4 razy w tygodniu... Na facebooku posty publikuję kilka razy dziennie. Jeśli nie chcesz aby omijało się móstwo newsów.... wystarczy, że zalajkujesz... nic cię to nie kosztuje!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest