fbpx

Lifestyle

Powolutku w nowy rok.

Ktoś mógłby założyć, że jako maniaczka planowania pewnie weszłam w ten 2020 z rozpędem, werwą i energią. Sami wiecie: nowy rok, nowa ja. Miliony postanowień, jak to schudnę te 4 kilogramy nadwagi, znów zacznę grać na gitarze i będę codziennie pisać kilkanaście stron książki. Tak? Otóż, nie, bo poza tym, że uwielbiam planery to jestem też dużą dziewczynką i coś tam już o życiu wiem. Po moich znajomych widzę, że też już mają inną świadomość. Może poruszam się w jakiś dziwnych kręgach towarzyskich, ale nie widziałam stereotypowych list z postanowieniami i rzucania się na głęboką wodę. Panuje luz (hej, to…

No i znowu zwycięstwo. I znowy nie my. Podsumowanie 2019.

Bardzo lubię wszelkiego rodzaju zestawienia i podsumowania. Zaspokaja to jakąś moją dziwną potrzebę, która każdego ranka każe mi przesuwać okienka w kalendarzu i wykreślać minione dni. Z prawdziwą przyjemnością patrzę, co się działo u moich znajomych. Czytam też artykuły pełne list najlepszych seriali, najdziwniejsznych porażek czy najczęściej wyszukiwanych haseł w Google. Sama też robię swoje podsumowanie chociaż nie łudzę się, żeby ktoś przeczytał je z taką ciekawością z jaką ja klikam inne artykuły. To zestawienie jest dla mnie. By spojrzeć z dystansu na to, co się działo, co było fajne, a co poszło nie tak. I wiecie co? Z perspektywy…

Last Month, Grudzień 2019

Czy wy też czujecie niewyjaśniony smutek związany z tym, że święta się skończyły? Chociaż po drodze złapałam zapalenie zatok, to w tym roku święta wyjątkowo się nam udały – nie było idealnie (w zeszłym roku jedzenie lepiej doprawiłam), ale było tak jak chcieliśmy. I aż żal się żegnać z tą świąteczną atmosferą. Te ostatnie dni grudnia to trochę trwanie w zawieszeniu. Nie bardzo wiem jaki jest dzień tygodnia, dzieci snują się po domu nie pozwalając na produktywność, czekam na nowe i czystą kartkę. Zrobię jeszcze podsumowanie całego roku, ale zacznijmy od grudnia. Pełne zanurzenie w świąteczny klimat przyszło w wieczór…

Zderzenie ze ścianą. Co się zmienia, gdy prawie umierasz.

Jakby tu nie przesadzić z dramą? Bo przecież dzisiaj tego przerażenia, tej dramaturgii już nie czuję. Biorę leki, wykluczyliśmy chorobę genetyczną. Jest spora szansa, że gdy w maju powtórzę badanie, wszystko wyjdzie dobrze, a dla mnie będzie to tylko jednorazowe doświadczenie. Oby. Co jednak nie zmienia faktu, że pewnej środy, tak jak prawie każdego dnia, poszłam sobie do firmy. I czułam się dobrze. Po południu poszłam odebrać Leosię z przedszkola i wróciłam z nią do domu. Pół godziny wcześniej rozmawiałam jeszcze z Edwinem i ciocią. Było ok. Ale jak tylko przekręciłam klucz w drzwiach i zemdlałam. Kilka godzin później leżałam…

Jak spędzić święta bez spiny?

Gdy dzielę się z innymi swoją radością ze świąt, często słyszę, że moi rozmówcy mają już dość. Są zmęczeni, zestresowani, przebodźcowani. Przestali lubić ten czas a stoją za tym lata gorączkowego porządkowania mieszkania, godziny spędzone w kuchni i odwiedziny u tych, których być może wcale by się nie chciało odwiedzać. Poprzedza to gorączkowa gonitwa po dyskontach za zakupami i ból głowy spowodowany myśleniem, co komu kupić na prezent. Jak to z Edwinem często mówimy: nie ma obowiązku. W tym wypadku nie ma obowiązku cieszyć się i przeżywać świąt. Można sobie spokojnie pomarudzić, że co te ludzie tak wariują i po…

Navigate

Pin It on Pinterest