fbpx

Lifestyle

Miłość nigdy nie zawodzi? – kongres Świadków Jehowy 2019

Miałam nie pisać na ten temat. Raz, że ostatnio zmotywować się do napisania czegokolwiek nie mogę. Dwa, że jeśli chodzi o ŚJ to teraz wolimy coś nagrać niż pisać. Jednak moja koleżanka Kasia z Warszawy wyraziła prośbę, żeby powiedzieć coś więcej na temat ostatniego weekendu – a skoro Kasię znam już ponad 10 lat, a ona woli czytać niż oglądać, to specjalnie dla niej otworzyłam edytor tekstu. W miniony weekend w Warszawie i innych miastach w Polsce odbył się kongres Świadków Jehowy pod hasłem “Miłość nigdy nie zawodzi”. Takie wydarzenie odbywa się raz do roku ( na wiosnę i jesień…

Last Month, Lipiec 2019

Początek lipca spędziliśmy na urlopie i naprawdę miałam wielką nadzieję, że obejdzie się bez kaca powakacyjnego. Niestety, różne okoliczności sprawiły, że przez większość miesiąca byłam spięta, nerwowa i zaczęły się jazdy depresyjne. Podziękować mogę tylko życiu i temu jak dziwacznie się toczy. Zbyt często pod górkę. Postanowiłam więc cieszyć się sierpniem w jak najpełniejszej mierze i dostrzegać piękno i dobro blisko siebie. Mam nadzieję, że Last Month w następnym miesiącu będzie znacznie radośniejszy. Wpisów z wakacji jest dużo, a ja osobiście jestem mega zadowolona z naszych wojaży, chociaż nie będę ukrywać: jest niedosyt. W czasie naszego pobytu na Chorwacji miałam…

Jak akceptacja złości pomogła mi w nauce asertywności?

Jestem ciepłą kluchą, kluseczką. Naiwna, podatną na manipulację i poczucie winy. Nawet ciało mam raczej mięciutkie niż kanciaste 😉 Skąd mi się to wzięło nie wiem, chociaż przypuszczam, że powtarzane 3 razy w tygodniu na zebraniach teksty, że mam być uległa, posłuszna i ustępliwa, mogły mieć na mnie jakiś wpływ. Odkąd więc pamiętam trudno było mi odmawiać. Przez to często godziłam się na udzielanie pomocy lub branie udziału w projektach, z którymi nie chciałam mieć nic wspólnego. Potem chodziłam przez kilka tygodni z nerwowym bólem brzucha, bo przecież nie chciałam tego robić, ale się zgodziłam. Jak tu żyć? Nawet jeśli…

Dzień 10: czy warto zatrzymać się w Zagrzebiu?

I już koniec naszych wojaży. Rano pakujemy wszystko do auta i zastanawiamy się jak zabezpieczyć butelki z rakiją, oliwą i winem (spoiler: przy rozpakowywaniu się w domu okazało się, że jedna butelka z oliwą się stłukła). Żegnamy się z gospodarzami i opuszczamy półwysep Peljesac – miejsce, o którym czytałam, że to najpiękniejszy region w Chorwacji. I wiecie co? Moje serce w pełni się z tym zgadza. Do tej pory miałam tak, że po każdych wakacjach chciałam jechać w nowy region. Tym razem wiem, gdzie chcę wrócić! Postanawiamy jak najdłużej nie zjeżdżać na autostradę by wciąż cieszyć się widokiem morza. Nasz…

Dzień 9: Ston, czyli najdłuższe mury w Europie.

Pominę dzień 8, bo to był kolejny dzień lenia. Odpoczywaliśmy po wycieczce do Królewskiej Przystani, a wieczorem pojechaliśmy na plażę do Zuljany. Poniżej kilka zdjęć z tego dnia. Zuljana Następnego dnia wybraliśmy do miasteczka Ston, które jest znane ze swoich murów obronnych. To najdłuższe mury obronne w Europie, dłuższy jest tylko Wielki Mur w Chinach. Mury robią wrażenie już z dołu – i nawet jeśli nie macie siły/ochoty by na nie wejść, to i tak warto odwiedzić to miasteczko. Znane jest też między innymi z hodowli ostryg (jeśli je jecie, to na pewno znajdziecie fajną knajpkę) oraz z warzelni soli…

Dzień 7: Dubrownik, czyli z wizytą w Królewskiej Przystani.

Wstaję o 6, szykuję śniadanie i dopiero budzę resztę. Nie lubię jak kręcą mi się zaspane dziewczyny pod nogami, gdy zależy mi na czasie. Po śniadaniu wchodzimy jeszcze na chwilę do piekarni, a Edwin zaczyna szukać parkingu. Niby mamy jakieś 100 km do Dubrownika, ale ceny za parking są zawrotne: w 1 strefie jest to jakieś 1500 kun za dzień (ponad 800 zł). Szukamy czegoś w strefie 3 (130 kun za dzień). Na szczęście jest możliwość wykupienia parkingu na godziny i wszystko fajnie działa z aplikacją mobilną, którą możesz płacić za parking w całej Chorwacji. Wstępnie ustalamy na jaką ulicę…

Dzień 6: Trstenik i co wegetariańskiego można zjeść w restauracji w Chorwacji

Odsypiamy wieczorną imprezę. Powoli się budzimy i zbieramy do śniadania. Maja nie może wytrzymać – ciągnie ją do plaży. Ciocia z wujkiem litują się i zabierają nad wodę. Przy okazji mają kupić chleb w piekarnii. My jeszcze chwilę guzdrzemy się w mieszkaniu. Pijemy kawę i dopiero po niej zbieramy się z Leosią do auta. Podjeżdżamy blisko plaży i zabieramy resztę ekipy do miasteczka Trstenik. To malutka, spokojna mieścina z kilkoma restauracjami i małym sklepem. W 2005 roku w okolicach miasteczka wybuchł pożar i niestety dużo winorośli w wyniku tego spłonęło. Na naszej kwaterze rośnie kiwi! Tu musisz uważać, żeby nie…

Dzień 5: Orebić i impreza nad morzem

Miałam ambitny plan by na tych wakacjach wstawać wcześnie rano i iść pobiegać albo poćwiczyć jogę, ale okazało się, że śpię jak zabita. Nie walczę z tym. W końcu mam wakacje. Dzisiaj na śniadanie jemy jaglankę z owocami, a po kawie jedziemy do największego miasta na półwyspie Peljesac. Jedziemy zrobić zakupy w Orebic i wypłacić gotówkę, bo nawet zwykłego chleba tu nie kupimy bez kun w portfelu. Swoją drogą moja miłość do Chorwacji zdecydowanie nie obejmuje tutejszego chleba. Widoki po drodze Sam Orebic to zdecydowanie nie mój klimat, chociaż spacer po miasteczku był bardzo przyjemny. Nie chciałabym jednak w takim…

Dzień 4: odpoczywamy i poznajemy Sreser

Budzą mnie pierwsze promienie wschodzącego słońca wpadające przez okno i zdziwiona Leosia, która obudziła się w zupełnie obcym dla niej miejscu. Chwilę zajmuje mi przekonanie jej, że nie musimy jeszcze wstawać. Ostatecznie ląduje między nami w łóżku i udaje nam się jeszcze pospać do 8. Dzisiaj mamy dzień lenia i zdecydowanie musimy odpocząć od jazdy. Na liczniku już 1800 km plus ogromne zmęczenie, na które na pewno wpłynęło też opóźnienie spowodowane zdarzeniem ze środy (Patrz: Dzień 0 ). Rozpakowujemy spokojnie walizki, poznajemy mieszkanie, znosimy ubrania do prania i pijemy jedną kawę za drugą. Jedząc biszkopty śpiewamy “Sto lat” Leosi, która…

Dzień 3: Morze Nowigradzkie, Szybenik, przejście przez Bośnię.

Wreszcie cała noc przespana. Mam wrażenie, że dopiero teraz puszcza nas stres związany z wydarzeniami ze środy. Spokojnie jemy śniadanie i szykujemy się do drogi. Kilka słów o pakowaniu: rzeczy, których nie potrzebowaliśmy na teraz zapakowaliśmy do bagażnika na dachu. Specjalnie uszykowałam jedną torbę sportową, do której włożyłam ubrania, bieliznę i kosmetyki na przebranie się – dzięki temu nie musieliśmy rozbrajać całej skomplikowanej konstrukcji bagażowej ( a jeszcze w tym roku zabraliśmy wózek). Ogólnie polecam jechać do Chorwacji z noclegiem po drodze jeśli macie taką możliwość. Wiadomo, że dużo zależy od tego jaką trasą jedziecie i jak daleko macie do…

Navigate

Pin It on Pinterest