fbpx

Rodzicielsko

Jak przestać złościć się na dzieci?

Nie chcę i nie lubię się złościć na moje córki. Niechlubnie jednak przyznaję, że mi się to zdarza: warknąć, powiedzieć coś w emocjach, zagrozić karą (chociaż wiem, że to nie ma sensu). Jestem pewna, że każdy rodzic ma takie momenty i nie ma znaczenia jak długo by się nie przygotowywał do rodzicielstwa. I chociaż te emocje są normalne, nie znaczy to, że nasze dzieci nie cierpią. Postanowiłam więc trochę zrozumieć cały proces i zdobyć kolejne skille w byciu trochę lepszą mamą. Dlaczego rodzice się złoszczą na dzieci? Wychowanie dzieci to praca na pełen etat, a nawet więcej, bo pewnie niejeden…

Co mogą moje dzieci?

Jest kilka rodzajów stereotypowych mam. Mama domowa, ta co robi perfekcyjne obiady, ale nie realizuje się poza macierzyństwem. Mama pracująca, która zdobywa awanse, ale zaniedbuje dzieci. Mamy wózkowe w dresach i niedbałym koczku i mamy idealne, z perfekcyjnymi paznokciami i dziećmi, które nigdy nie rzuciły się na płytki w markecie. Osobiście uważam, że każda z nas jest w pewnym momencie jedną lub kilkoma z tych stereotypowych postaci: czasem mamy wszystkiego dosyć i w piżamie odwozimy dzieci do szkoły, czasem wkładamy rajstopy i liczymy, że rzepy z bucików tym razem nie spowodują oczkowej katastrofy, bo właśnie czeka nas celebracja urodzin seniorki…

Zupełnie inna planeta

Był taki moment w naszym życiu, gdy mieliśmy częsty kontakt z innymi rodzicami. Minimum dwa razy w tygodniu, a zazwyczaj częściej, mogłam pogadać z innymi matkami i wymienić nasze doświadczenia. Akurat byliśmy w dość obfitym w dzieci zborze świadków Jehowy, w którym były dzieci starsze od moich, rówieśnicy, a także młodsze maluchy. Pod tym kątem to był piękny czas. Można było liczyć na wsparcie, zrozumienie i dobrą, ale nie natrętną radę. Inny rodzic nie patrzył na ciebie z obrzydzeniem, gdy słyszał, że musisz wyciągnąć gluty odkurzaczem. Gdy młode epicko rzucało się na podłogę nie byłaś chodzącą matczyną porażką – zamiast…

Mamo, nie bój się dać dziecka do przedszkola.

Robi się jesiennie. Niby został nam jeszcze miesiąc kalendarzowego lata, ale nie oszukujmy się. To koniec wakacji tak naprawdę wyznacza nam zmianę. Wracamy znad morza, żegnamy góry, stoimy w korkach i zaczynamy myśleć o szkole, albo o przedszkolu, bo być może wasze młode zacznie od września adaptację w wybranej placówce. Sama już ładnych kilka lat temu byłam w podobnej sytuacji. Z moją starszą córką bardzo długo rozmawiałam o przedszkolu i wszystko tłumaczyłam, mimo to nie obyło się bez początków płaczów. Za to Leosia, chociaż młodsza niż Maja, gdy zaczynała przygodę z przedszkolem, zaakceptowała wszystko od razu i całym sercem. A…

Obym nigdy nie powiedziała “zapomnij, dopóki mieszkasz pod moim dachem”.

Ćwiczę. Wprawiam się na przyszłość. Bo moja starsza córka już nie jest małym dzieckiem, przedszkolakiem. Bo już zaczynają się pytania. Czasem zabawne, czasem szokujące, czasem przerażające, bo poruszające już całkiem dorosłe tematy. Tak, te związane z seksem i dojrzewaniem też. Wpływ ma na to pewnie wiek i naturalna kolej rzeczy, jaką jest dorastanie. Nie bez znaczenia są też zmiany w systemie edukacji i fakt, że obecne siedmiolatki dzielą przestrzeń szkolną z nastolatkami. A nastolatki to już i makijaż, i związki, i używki. A młodsze dzieciaki to widzą i potem pytają. Ostatnio przyszła i skomentowała coś na temat apelu w szkole.…

Navigate

Pin It on Pinterest