fbpx

Dzień 4: odpoczywamy i poznajemy Sreser

Budzą mnie pierwsze promienie wschodzącego słońca wpadające przez okno i zdziwiona Leosia, która obudziła się w zupełnie obcym dla niej miejscu. Chwilę zajmuje mi przekonanie jej, że nie musimy jeszcze wstawać. Ostatecznie ląduje między nami w łóżku i udaje nam się jeszcze pospać do 8.

Dzisiaj mamy dzień lenia i zdecydowanie musimy odpocząć od jazdy. Na liczniku już 1800 km plus ogromne zmęczenie, na które na pewno wpłynęło też opóźnienie spowodowane zdarzeniem ze środy (Patrz: Dzień 0 ). Rozpakowujemy spokojnie walizki, poznajemy mieszkanie, znosimy ubrania do prania i pijemy jedną kawę za drugą. Jedząc biszkopty śpiewamy “Sto lat” Leosi, która dzisiaj kończy trzy latka! Dostaje od wujka w prezencie gotówkę, ale biedna nie wie, co z tym zrobić.

-Co się mówi, Leosiu?

-Do widzenia!

Dopiero po wytłumaczeniu jej, ile lizaków jest warty “ten papierek” załapała do niego o wiele większym entuzjazmem.

Jela, nasza gospodyni przynosi nam figi z jej ogródka. Tegoroczna kwatera nie jest żadnym “instagramowych” miejscem. Jeśli to jest waszym priorytetem, to przygotujcie się, że będziecie musieli zapłacić naprawdę sporo pieniędzy za mieszkanie lub domek. My organizowaliśmy wyjazd na początku czerwca, więc zdecydowanie na ostatnią chwilę i po prostu braliśmy co było dostępne w wybranym terminie i w naszym budżecie. Meble może nie są najnowsze, ale mamy wszystko co potrzeba: sprzęty kuchenne i 3 łazienki, co przy takiej ekipie zdecydowanie ma znaczenie. Plus przesympatycznych gospodarzy, którzy częstują nasz figami i gdy mamy ochotę rozmawiają z nami o tym, jak się żyje w Chorwacji.

A z balkonu mamy widok na morze

Po obiedzie wybieramy się na jedną z plaż w Sreser. Ta ma nazwę Rat. Woda jest cieplutka i czysta, na brzegu są drobne kamienie – drobne, ale nie zapominajcie o odpowiednich butach! Niełatwo po nich chodzić. Edwin z Mają pływają i nurkują. Wcale nie czuć tych 34 C! Jestem też pod ogromnym wrażeniem tego, jak rozwinęły się umiejętności Mai. Jeszcze rok temu pływała w rękawkach. Przez cały rok szkolny uczęszczała na zajęcia i teraz zachowuje się w wodzie jak mała syrenka pływając “bez wspomagaczy”. Oczywiście, zawsze ktoś jest z nią w wodzie, ale i tak cudownie patrzeć jak pięknie się rozwinęła pod tym względem i jak dużo jej dały te zajęcia.

Wracamy do domu, zmywamy z siebie sól i zastanawiamy się, czy nie iść na spacer. Nic jednak z tego nie wychodzi, bo większość ekipy się pospała! Pozostało mi siedzenie na balkonie i pilnowanie naszych śpiochów.

Wieczorem ostatecznie udaje nam się z Edwinem wyjść na krótki spacer. Mieliśmy zjeść kolację w restauracji, ale okazało się, że nie przyjmują płatności kartą a w Sreser nie ma bankomatu. Jutro mamy w planach podjechać do najbliższej większej miejscowości po zakupy więc przy okazji wypłacimy pieniądze. Zrobiliśmy jednak zdjęcia menu i cen – to jedyna restauracja w Sreser. Poza nią jest jeszcze mały bar z drinkami i lodami.

Trochę zastanawiałam się czy wstawiać ten dzień na bloga, bo nie dzieje się nic niesamowitego i zdjęć też nie ma za dużo. Wybrałam jednak taką formę pisania o tych wakacji, bo sprawia mi ona frajdę i tego chcę się trzymać.

Dodaj komentarz

avatar
 
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
Powiadom o
Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest