fbpx

Zwierzaku, zwierzaku.

Gdy wchodzę na Focha, rzadko kiedy decyduję się na czytanie tekstów pani Rączkowskiej, bo z większością z nich nie zgadzam się już u samych podstaw teoretycznych więc po co mam się denerwować? Przypadkiem przeczytałam jednak list oburzonej czytelniczki, komentarze do niego i tak trafiłam na tekst, który wzbudził takie oburzenie na portalu. Po zapoznaniu się z wszystkimi materiałami stwierdziłam, że nie wiem o co ta cała wojenka. Owszem, nie zgadzam się, jak zwykle, z redaktorką ale przypuszczam, że po prostu nie udało jej się za dobrze wyrazić wszystkich myśli, przez co czytelnicy odebrali ją jako hejterkę zwierząt. Zostawię jednak Focha Fochowi, bo po to mam bloga by być subiektywną i pisać o tym, na co mam ochotę. A dziś będzie o zwierzakach.

Ashampoo_Snap_2014.10.21_09h47m47s_001_
Lubię zwierzęta. Odkąd pamiętam, zawsze przynajmniej jedno było w domu. Z reguły wzięte z ulicy lub ze schroniska. Przygarnialiśmy psiaki a one odwdzięczały się ogromną porcją szczerej, psiej miłości. Wkrótce po ślubie zaadoptowaliśmy kota – szwendał się młody kociak po wsi, szukał jedzenia w śmietnikach ale miał coś takiego w sobie, że poza doraźną pomocą postanowiliśmy wziąć go do siebie.

Odwiedził weterynarza; został odrobaczony i podano mu antybiotyk na przeziębienie. Pozbawiliśmy go męskości, bo początkowo wychodził z domu a nie chcieliśmy a) znaczenia terenu w mieszkaniu, b) płodzenia przez niego kolejnych kociaków na osiedlu, o które nie wiadomo czy ktoś zadba. Dostał szlachetne imię Watson i stał się czwartym członkiem naszej rodziny.

Zazwyczaj go bardzo lubimy. Łasi się i cudnie mruczy. Przytula się w nocy a w dzień obserwuje ptaki na parapecie. Jest miłym towarzyszem chociaż mieliśmy kryzys. Po naszym powrocie z wakacji kot strzelił focha. Mimo że nie zostawiliśmy go samego, Watson obraził się a pokazywał nam to wyjątkowo irytujący sposób, bo załatwiając się poza kuwetą. Martwiłam się, że to może kwestia zdrowotna jednak tylko kupa lądowała poza kuwetą i to zazwyczaj pod naszym łóżkiem. Nerwy miałam straszne i ze złością mamrotałam, że oddam go na wieś. Sumienie nie pozwoliłoby mi zostawić go gdzieś samego albo oddać do schroniska ale samo gadanie, że dam go dziadkowi przynosiło ulgę, gdy wracałam do domu po całym dniu pracy i już od progu czułam (dosłownie!), że czeka mnie sprzątanie.

Tu muszę podziękować Mamie Marcinka, bo pokazała mi światełko w tunelu i wyjaśniła, że kot po prostu w ten sposób pokazuje swoją tęsknotę za nami. Watson dostał więc specjalną bonusową dawkę miziania za uszkami i pod brodą i nasz problem wkrótce się skończył. Zaskoczyło mnie jednak to, że kot może tak tęsknić. Do tej pory miałam większy kontakt z psami i byłam przekonana, że Watson, owszem, jest zadowolony, bo ma co jeść i są ludzie, którzy go głaszczą ale poza tym nie sprawiłoby mu różnicy, gdyby mieszkał z kimś innym. A tu, proszę jak przeżywał nasz wyjazd…

W fochowym tekście czytelników najbardziej oburzył fragment o leczeniu zwierząt; przez większość zrozumiany w ten sposób, że lepiej zwierzaka uśpić, żeby było na wakacje. Nie będę tłumaczyć autorki, bo sama napisała, że napisze drugi felieton na ten temat ale po części ją rozumiem. Biorąc jakiegolwiek zwierzę do domu, stajemy się za nie odpowiedzialni a w to wlicza się też leczenie. Niestety, w pewnym momencie może się okazać, że choroba jest już za bardzo rozwinięta i dalsza terapia nie przyniesie poprawy a przysporzy tylko dalszych cierpień. W takich wypadkach, chociaż z bólem serca, rozumiem, że uśpienie jest rozwiązaniem. Przeżywałam to kilka razy w przypadku naszych dwóch psiaków. Nowotwory, początkowo leczone, nawet przeprowadzano kilka razy operacje, w końcu wygrały i za radą weterynarza trzeba było podjąć trudną decyzję. To nie jest miłe i przyjemne. To boli a o zwierzaku pamięta się nawet po wielu latach ale czasem jest to jedyne rozwiązanie…

No, dobra: macie zwierzaki? Jakie? Jak bardzo są dla was ważne?

9
Dodaj komentarz

avatar
 
5 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
PromykSaraEwelinaDominikaAgniecha Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Promyk
Gość
Promyk

Mieliśmy to samo z Tygrysem – pochorował się z tęsknoty (miał problemy z siusianiem), kiedy zostawiliśmy go pod dobrą co prawda i znaną mu opieką – ale aż na 10 dni. Jak widać, wiele z tego co mówi się o kotach, to stereotypy.:)

Ewelina
Gość
Ewelina

Js uważam, że tekst był bardzo dobry. Najwyraźniej też jestem nieczułym człowiekiem 🙂

Dominika
Gość

Moim pierwszym kotem była Zulka. Pojawiła się w naszym domu gdy miałam… 4? Może 5 lat. Była ze mną przez prawie 20 lat. Gdy umarła, to było tak, jakby umarł członek rodziny. I nigdy, przez całe jej życie, nie przyszłoby mi do głowy, żeby ją uśpić, bo nie mogę wyjechać na wakacje… Od niedawna mieszka ze mną Shanks. Jest zupełni inny, niż Zulka, ma zupełnie inny charakter, zachowania. Nie ma zastępować Zulki, bo jej żaden inny kot nie zastąpi. Shanks jest po prostu kolejnym członkiem rodziny. Ja rozumiem, że nie każdy lubi zwierzęta, jego święte prawo. Próbowałam przeczytać zalinkowany przez… Czytaj więcej » / Read more

Agniecha
Gość

Jak byłam mała rodzice przygarnęli kociaka z osiedla. Był cudny. Niestety po 9 latach odszedł. Dokładnie rok później przybłąkała się do rodziców suczka. Dzisiaj ma już 9 lat. (Właśnie sobie to uzmysłowiłam…). My w domu mamy 3letnią labradorkę. Czasem jej strasznie nie znoszę, wkurza mnie i irytuje. Ale bez niej na dłuższą metę byłoby smutno. Do tego Mati ją uwielbia.

Magda
Gość

Nawet nie wiesz jak sie ciesze,ze problem minal ;);) my w czw nbierzemy trzeciego kota….na tymczas 😉 moj ulochany staruszek ze schroniska Miecio 😉 ma chyba z 18 lat ale jest cudowny mam nadzieje,ze tylko ze moje dwa szalence nir beda zbyt zazdrosne 😉

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest