fbpx

Team Mama i Tata

Praktycznie w każdym podręczniku dotyczącym wychowania dziecka pojawia się myśl dotycząca współpracy rodziców. Nieważne coby się działo mama i tata mają trzymać ten sam front. Choćby nawet się ze sobą nie zgadzali i w danym momencie nie wypracowali jeszcze wspólnego poglądu na którąś z kwestii wychowawczych – bo mama powiedziała, że słodyczy dziś nie ma i nawet jeśli tata się nie zgadza, to nie powinien tego kwestionować. Oczywiście, łatwo to się pisze, gdy w małżeństwie trwa sielanka a nad głowami unoszą się serduszka i amorki.  A co jeśli już nie jest tak różowo?

Każde małżeństwo musi co jakiś czas radzić sobie z konfliktami. Czasem szybciej dochodzimy do porozumienia, czasem wolniej. Niektórzy potrafią usiąść i rozwiązać problem na spokojnie, za to inni muszą się jeszcze tego nauczyć, bo póki co rzucają talerzami w złości. Bez względu na to, jaki jest nasz sposób kłócenia się, może się zdarzyć, że trudno nam będzie stanąć po jednej stronie ze współmałżonkiem, gdy w środku wszystko buzuje.

Trudno trzymać ten sam front z mężem, gdy wciąż jestem zła, bo przed chwilą się pokłóciliśmy. Trudno, bo czuję ogromną złość i mam straszną ochotę się buntować. Chwilami wręcz zaciskam zęby, by móc powiedzieć KoCórce: “Tata ma rację”, bo coś spociła i dziś nie będzie oglądać bajek. Oczywiście, tekst piszę z perspektywy kobiety ale panowie też mogą się wykazać i stawać po stronie swych partnerek.

Z reguły jednak konflikty u nas nie trwają długo, bo przywiązujemy dużą uwagę do szybkiego ich rozwiązywania. Czasem może się jednak zdarzyć, że pozostała w nas uraza i całkiem nieświadomie możemy podważać autorytet drugiego rodzica w oczach dziecka:

Przychodzi młode z rozwiązanym butem:

-Ta mama/ ten tata nic nie zrobi porządnie. W ogóle o ciebie nie dba – mamroczemy pod nosem przekazując dziecku myśl, że jedno z rodziców jest gorsze, że nie można na niej/ na nim polegać.

Specjalnie nie piszę tu o rodzicach samotnych. Mogę sobie jedynie wyobrażać jaki wysiłek wkładają w wychowanie dziecka. Wysiłek, który zazwyczaj jest rozłożony na dwie osoby.

Oczywiście, gdy rodzice trzymają jeden front łatwiej przychodzi im nauczenia dziecka pewnych zasad, bo potomek wie, że jak z jednym się nie uda, to u drugiego też nic nie ugra. Pozostaje jeszcze jedna kwestia, może nawet ważniejsza od tej pierwszej. To, jak traktujemy siebie i jak rozwiązujemy konflikty, będzie wzorcem, na podstawie którego nasze dziecko będzie w przyszłości budowało własne relacje.

Czy zdarzają nam się ciche dni? Strzelamy focha i wyjeżdżamy do mamusi? Czy obrzucamy się wyzwiskami? A może, i to już jest poważny problem, dochodzi do przepychanek? Koleżanka przychodzi na kawę a my równo obsmarowujemy męża i wszystkie jego wady?

Dziecko jest bardzo dobrym obserwatorem i świetnie wyczuwa emocje. Nie chodzi tu o to, by bagatelizować konflikty tylko by umieć je rozwiązywać. Jeśli nasze dziecko widzi, że nasze kłótnie nie trwają długo, umiemy się przeprosić i nie żywić do siebie urazy, to uczy się tego samego. To od nas zależy czy dziecko będzie umiało zaufać drugiej osobie i czy będzie w stanie być dobrym przyjacielem albo partnerem w przyszłości.

Wiem, że dużo zawdzięczam moim rodzicom. Przez ponad 20 lat małżeństwa zdarzało im się kłócić. Jednak nigdy nie trwało to długo a ja nie zapamiętałam strachu przed ich rozwodem. Jako dziecko byłam pewna, że zawsze do siebie wrócę i że się kochają. I co najważniejsze: przede mną i moim bratem, ale też przy innych, zawsze byli drużyną – wspierającą się bez warunkowo.

To zapamiętałam z domu rodzinnego i wychodząc za mąż, jedną z zasad, które ustaliłam z mężem było: swoje brudy pierzemy w domu. Do naszych konfliktów nie mieszamy znajomych, nie narzekam na męża koleżance. Mogę powiedzieć mamie, że jest zła, bo się pokłóciłam z nim ale nie wdaję się w szczegóły i nie rzucam oskarżeń. Odkąd pojawiła się KoCórka staramy się nie kłócić przy niej – nie zawsze to wychodzi, ale dbamy o to by to nie trwało długo i powtarzamy jej, że chociaż mama z tatą nie zawsze się zgadzają ze sobą, to bardzo się kochają i mimo wszystko, zawsze dochodzą do porozumienia.

 A Wy jaką jesteście drużyną?

-1754

5
Dodaj komentarz

avatar
 
3 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
alaSaraniomikaMałeSzczęścia Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ala
Gość
ala

Ajj. Ja to czasami (na szczęście rzadko) muszę się w język gryźć. A najlepiej to wyjść na chwilę :)) Ale autorytetu męża nie podważam. Uważam, że jeżeli rodzice są drużyną, to łatwiej jest później egzekwować od dziecka pewne rzeczy. No i między nami nie ma o to kłótni. Czasem musimy później porozmawiać na dany temat, ale jest w miarę ok. Już na etapie planowania naszego potomstwa ustaliliśmy sobie wiele ogólnych zasad wychowania (chociaż jakiegoś tryliarda sytuacji, jako bezdzietni nie przewidzieliśmy :P). Jesteśmy zwolennikami Rodzicielstwa Bliskości, oraz tego, żeby już od małego dzieci oswajać z kulturą i sztuką. Na razie z… Czytaj więcej » / Read more

niomika
Gość

My kierujemy się deweiza, że trzeba walczyć z problemami a nie z sobą. I chociaż nie jest to czasem łatwe- sprawdza się niezawodne

MałeSzczęścia
Gość

Myślę, że jesteśmy zgranym duetem i mamy w rodzinie bardzo dobry przykład jak taka współpraca w wychowaniu dzieci owocuje. Kuzynka z mężem, choćby nie wiem jak się pokłócili lub mieli inne zdanie nt. wychowania, zawsze popierali to co jeden rodzic powiedział dziecku – czy był to nakaz, zakaz, kara czy pochwała. Teraz patrzę na nastolatka, który jest tak poukładanym młodym człowiekiem, że chciałabym aby i mój syn taki kiedyś był.

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest