fbpx

Dzień 10: czy warto zatrzymać się w Zagrzebiu?

I już koniec naszych wojaży. Rano pakujemy wszystko do auta i zastanawiamy się jak zabezpieczyć butelki z rakiją, oliwą i winem (spoiler: przy rozpakowywaniu się w domu okazało się, że jedna butelka z oliwą się stłukła). Żegnamy się z gospodarzami i opuszczamy półwysep Peljesac – miejsce, o którym czytałam, że to najpiękniejszy region w Chorwacji. I wiecie co? Moje serce w pełni się z tym zgadza. Do tej pory miałam tak, że po każdych wakacjach chciałam jechać w nowy region. Tym razem wiem, gdzie chcę wrócić!

Postanawiamy jak najdłużej nie zjeżdżać na autostradę by wciąż cieszyć się widokiem morza. Nasz dzisiejszy cel to Zagrzeb, w którym mamy nocleg. Ze stolicy Chorwacji mamy do domu troszkę ponad 900 km więc jest to dla nas optymalne miejsce na postój. Za Brelą zjeżdżamy w kierunku Zadvarje i dzięki temu możemy podziwiać kanion rzeki Cetiny.

Na 17 dojeżdżamy do Zagrzebia. Odbieramy klucze do mieszkania (tym razem nie AirBnb tylko Booking), a na stole czeka na nas talerz z serami, pomidorami i jakąś suchą chorwacką kiełbasą – tę sobie darujemy, ale mamy w ekipie mięsożerców więc luz. Do tego rakija i jakaś tutejsza warzywa zupa. Pochłaniamy wszystko i postanawiamy się jeszcze wybrać tramwajem do centrum Zagrzebia.

Zagrzeb mnie…rozczarował. Kocham Chorwację miłością wielką i chyba spodziewałam się niewiadomo czego po stolicy kraju. A tymczasem…no, taki Radom tu mamy, nie Warszawę (bez obrazy dla Radomia). Owszem, jest dużo knajp ale całe to turystyczne centrum nie robi specjalnie wrażenia. Do tego sklepy zamykane są przed 21 i w wielu miejsach nie można płacić kartą. Dobrze, że znaleźliśmy jakąś dłużej otwartą piekarnię i mogliśmy kupić chleb na rano! Gdybym przewidziała taki scenariusz, to oczywiście zakupy zrobiliśmy zaraz po przyjeździe, no ale wiecie – po stolicy spodziewałam się znacznie bardziej rozwiniętego nocnego życia.

Nie będę się tu za bardzo rozpisywać o Zagrzebiu, bo na to zwiedzanie poświęciliśmy tylko kilka godzin. Następnego dnia reszta naszej wycieczki znów udała się pod katedrę, a my pojechaliśmy rozwijać się towarzysko 😉 Coś mi więc mówi, że przystanek w Zagrzebiu będzie dla nas obowiązkowy przy każdych następnych wakacjach w Chorwacji – właśnie ze względu na ludzi. I kto wie? Może polubię go następnym razem?

A to ser, który kupiliśmy w Neum w Bośni (tak, wiem, że folia to zło). Jakie to było pyszne!

Mówiłam wam już o tym na Instagramie, pisałam na FB, ale powtórzę jeszcze raz, bo Edwin dodał polskie napisy: mieliśmy niesamowitą okazję spotkać się z jednym z bardziej znanych aktywistów na świecie, któremu sami dużo zawdzięczamy. Aktywizm i świadkowskie sprawy to jedno, ważniejsze dla nas jest to, że po prostu “kliknęło”. Macie czasem tak, że spotykacie kogoś i czujecie, że należycie do tego samego gatunku? Mam nadzieję, że tego doświadczyliście, bo to cudowna sprawa. Żałuję tylko, że Dijana, Lloyd i ich dzieci nie mieszkają bliżej! A film przy okazji też nagraliśmy, a co!

Dodaj komentarz

avatar
 
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
Powiadom o
Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest