fbpx

Nie powiem ci czy masz odejść od świadków.

Chociaż ostatni raz postawiłam stopę na sali królestwa świadków Jehowy ponad rok temu, wciąż dostaję wiadomości związane z wiadomym tematem. Jestem wzruszona i wdzięczna ludziom, którzy są gotowi obdarzyć mnie zaufaniem i podzielić się swoimi, często przerażającymi, historiami. Niektóre z nich zostały za zgodą autorów opublikowane na tym blogu ( znajdziecie je pod tagiem świadkowie Jehowy), inne pozostały prywatne. Nad wieloma opowieściami płakałam i towarzyszyły mi gorzkie myśli, jak to organizacja potrafi ludziom zniszczyć życie. Staram się odpowiadać i dać tym ludziom jakieś wsparcie (chociaż wiadomości często trafiają do spamu lud folderu “inne” – weźcie proszę pod uwagę, że niejedna wiadomość zaczynająca się od niepozornego “dzień dobry” kończyła się hejtem i wyzwiskami – nie mam siły, czasu i ochoty by wystawiać się na nieustanne ataki). Jest jednak jedna rzecz, której nie mogę zrobić – nie mogę komuś napisać, czy ma odejść od świadków czy ma zostać w tej grupie.

A pytanie pada co jakiś czas i najczęściej są to osoby, które już głęboko wątpią albo nawet same uświadomiły sobie w jakim bagnie tkwiły i z jakiegoś powodu nie mogą się zdecydować na ostateczny krok.

Nie mogę za nich decydować, bo to zwyczajnie nie moje życie. Nie mam do tego prawa, kwalifikacji i to nie mnie będą dotyczyły konsekwencje tej decyzji.

Wydać by się mogło, że jako osoba, która w jakimś tam stopniu była aktywistką i udzielała się w mediach mówiąc o problemach wewnątrz grupy, powinnam głośno i wyraźnie krzyknąć: uciekaj stamtąd jak najprędzej. Można by się pokusić o taki komunikat do osoby, która jeszcze nie jest po chrzcie 😉 Dla ochrzczonego świadka Jehowy sprawa nie jest taka prosta.

Tu muszę wam się przyznać do tego, że tuż po odejściu, ujarana swoją wolnością uważałam, że odejście to jest mega prosta sprawa, raz dwa i po krzyku. Nawet się trochę ścinałam z osobami, które wolały pozostać świadkami na papierze i mieć spokój, “no, bo jak to tak żyć w zakłamaniu”. Na szczęście przez ten czas trochę dojrzałam, zetknęłam się wreszcie z różnymi ludźmi, którzy mają różne poglądy i już wiem, że nie ma jedynej słusznej wizji odejścia bądź nieodejścia. A już na pewno nie mam prawa się wywyższać, że skoro mówię głośno o swoim odejściu, to jestem lepsiejsza. Brakowałoby mi tylko kanału na YouTubie, w którym głosiłabym jakąś nowo odkrytą prawdę i wyzywała każdego, kto żyje inaczej. Borze Szumiący w Bieszczadach – uchowaj mnie od tego!

No i bądźmy szczerzy: jak już przestałam chojrakować, co to nie ja, to sobie przypomniałam, że przez blisko dwa lata unikałam starszych, bo nie mogłam sobie pozwolić na oficjalny wypad. A po roku odkąd jestem poza zborem mogę stwierdzić, że upadłam na cztery łapy (jak to zrobić niżej).

No dobra, ale dlaczego odejście od świadków może nie być takie łatwe? Przede wszystkim ze względu na ostracyzm i bardzo zgraną, ale w złym sensie tego słowa, społeczność.

Załóżmy więc, że pracujesz u kolegi ze zboru i w sumie lubisz swoją pracę, ale zacząłeś czytać o ukrywaniu pedofilii plus te ciągłe zmiany świateł też ci jakoś nie pasują. Najchętniej byś się ulotnił ze zboru, ale twój szef-świadek będzie ci suszył głowę i przypominał o zebraniach. Jeśli cię wywalą lub sam odejdziesz z organizacji, jest spora szansa, że będziesz musiał pożegnać się również z pracą.

Prowadzenie firmy, w której zatrudnieni są świadkowie też nie jest takie łatwe. Pominę już to, że na wszystkie zgromadzenia, pamiątki i najlepiej obsługi to by wolne chcieli – a jak nie dasz, to będą mówić, że nie myślisz po Bożemu. Gdy zmieniają ci się poglądy, możesz pożegnać się z pracownikami – sami zwieją, zostawiając cię w szoku z hukiem roboty, bo przecież nie mogą skalać się pracą u odstępcy #truestory.

Z rodziną też może być różnie. Współmałżonek może odejdzie razem z tobą (oby!), a może to on na ciebie nakabluje w zborze. Smutne jest to, jak często okazuje się, że zborowe małżeństwa łączyła tylko Strażnica. Niektórzy się rozwodzą i wreszcie układają sobie życie. Niektórzy wolą żyć w tej złudnej miłości i udawać przed partnerem – nie mnie to oceniać. Zwłaszcza, gdy w grę wchodzą jeszcze dzieci.

No właśnie, dzieci. Maluchy można jeszcze jakoś ukształtować i nie zachęcać do chrztu, nie demonizować studiów. Co jeśli wychowałeś sobie gorliwego pionierzynę zaliczającego kolejne fuchy w zborze? Czy w takiej sytuacji lepiej oficjalnie odejść i uwolnić się od tego czy może pozostać nieczynnym głosicielem ale w zamian mieć kontakt z synem i wnukami? To nie są proste decyzje, bo nigdy nie wiadomo jak świadkowska rodzina zareaguje. Niestety trzeba się liczyć z możliwością całkowitego zerwania kontaktu – sytuacja najmniej zrozumiała i najsmutniejsza, ale niestety możliwa. Może też być tak, że kontakt będzie ale tylko sporadyczny. Możliwe też, że zdecydują się na utrzymanie z wami relacji, o ile nie dowie się o tym reszta zboru. Dużo zależy od “poziomy duchowego” członków waszej rodziny. Im bardziej zaangażowani w sprawy zborowe, tym bardziej prawdopodobne, że spełni sie najczarniejszy scenariusz.

No, a co robić, żeby w miarę przetrwać ten skok i wylądować na czterech łapach? Mogę tylko powiedzieć, co się sprawdziło u nas i paradoskalnie możliwie spokojne wycofywanie się ze zbiorowej społeczności jest często dobrym rozwiązaniem. Ludzie powoli o tobie zapominają, masz spokój od wizyt i tylko co roku zaproszą cię na Pamiątkę. Jeśli w planach masz wyjazd do innego miasta albo jeszcze lepiej za granicę, to świetnie – układasz sobie życie po swojemu i znikasz ze świadkowskiego radaru.

Niestety, nie każdy z nas właśnie dostał rewelacyjną ofertę pracy w Londynie i nie każdy ma cierpliwość na realizację pięcioletniego planu zanika ze zborowego życia. Zwłaszcza, gdy bierze cię odruch wymiotny, bo właśnie całą noc spędziłeś na czytaniu źródeł i porównywaniu przekładów Pisma Świętego, a tu na zebranie trzeba iść. My byliśmy właśnie w takiej sytuacji i praktycznie z mocno zaangażowanych członków zboru staliśmy się martwymi duszami 😉 Co oczywiście wywoła więlką ciekawość i próby ratowania naszego “zdrowia duchowego”. W sumie dobrze, że akurat wtedy zdiagnozowano mi depresję i miałam na wszystko wywalone, więc wszystkie rozmowy zaliczał Edwin, który miał siłę na różne dyskusje. Zapewniliśmy sobie jednak dwa lata życia na zborowym marginie, pewnie byłoby tego nawet więcej gdybym w marcu zeszłego roku nie stwierdziła, że mam już dość życia w ukryciu. Przez ten czas zdążyliśmy sobie zbudować miękką poduszeczkę, która trochę nas zaamortyzowała (ja i tak zaliczyłam duży kryzys egzystencjonalny, ale Edwin zniósł to wszystko na znacznie większym luzie). Skupiliśmy się na relacjach z rodziną, która nie należy do organizacji. Odnawialiśmy kontakty ze znajomymi ze szkoły. Zapisaliśmy się na kurs tańca. Poznawaliśmy nowych ludzi i pozwoliliśmy sobie na polubienie ich – zdjęliśmy świadkowie okulary oceniające każdego wybór życiowy. Nie zawsze było wesoło, nieraz były samotne wieczory i łzy, ale ostatecznie wyszliśmy na tym dobrze. Czasem tylko przyśni mi się koszmar, w którym muszę iść na zebranie 😉

Chciałabym, żeby odejście od świadków Jehowy było jak pstryknięcie palców Thanosa: pstryk, i zapominasz o całym tamtejszym życiu – niektórym to się uda, ale dla większości temat będzie się ciągnął jeszcze przez wiele miesięcy, może lat. Mogą pojawić się stany depresyjne i różne nieciekawe myśli. Zwłaszcza, gdy byliście mocno zaangażowani i dużo straciliście odchodząc. To całkowicie normalne i nie świadczy o waszej słabości. Ostatecznie odkrycie prawdy o prawdzie to dopiero początek. Reszta życia przed wami i wy zdecydujecie jak je przeżyć.

15
Dodaj komentarz

avatar
 
3 Comment threads
12 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
AgnieszkaLeszekSaraEmeraldgreenIwona Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Leszek
Gość
Leszek

Dużo ułatwia sprawę gdy zadamy sobie pytanie: CO JA Z TEGO MAM ??? W moim przypadku pamięć od razu przywołuje wtedy poczucie tego ile straciłem w życiu nic nie robiąc dla siebie tylko wciąż słuchając przez lata organizacji która zwodniczo blokowała moje życie przed rozwojem . No bo wkrótce, już niebawem, tuż, tuż koniec itd.. Czyli nic już nie ma sensu robić prócz finansowania organizacji oddając w jej poczet wszystko co tylko się da – mieszkania, polisy, często ciężko uciułane kwoty pieniężne z kont oraz wszelkie inne zasoby pieniężne lub materialne – ze swojego majątku a do czego organizacja oficjalnie… Czytaj więcej »

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Leszku, wyrażę swój punkt widzenia w odniesieniu do tego co napisałeś. Kiedy uczęszczałam kiedyś na zebrania jako nastolatka, dwudziesto – paro latka z żalem i litością patrzyłam na ubogie rodziny, nieraz dzieci ubrane zimą na tzw. “cebulkę” bo porządnych kurteczek zimowych nie miały, odpowiednich bucików na zimę itp. Teraz z perspektywy czasu patrzę inaczej…. dalej szkoda mi jest takich dzieci ale już nie rodziców. Wiesz dlaczego? Bo choć uważam, że większość z nas ulega manipulacji w tym również i ja dając się nabrać nieraz np. na jakiś rzekomo super produkt który okazał się nie taki super , zostałam też kiedyś… Czytaj więcej »

Leszek
Gość
Leszek

Dołącz do dyskusji…To tak nie działa. Bo w przypadku organizacji to albo jesteś świadkiem na sto procent oddanym w pełni całej tej sprawie i ideologii albo nim nie jesteś. I jeśli naprawdę nim jesteś to traktujesz serio na sto procent wszystkie zalecenia organizacji. A jak jestes świadkiem takim na pół gwizdka to wówczas sobie zyjesz jak to określiłaś ,,normalnie” czyli stawiasz na pierwszym miesjcu najpierw swoje życie, swoje potrzeby itd. a potem sprawy organizacji. Ale my tu rozmawiamy o autentycznych prawdziwych świadkach którzy poważnie w tą organizację się zaangażowali. Zaś organizacja przecież naucza że najpierw: sprawy królestwa a potem cała… Czytaj więcej »

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Leszku , wybacz – nie chcę Cię urazić….. Piszesz: “Dlatego moim zdaniem największą winę ponosi tu przede wszystkim organizacja.Bo to ona manipuluje na różne sposoby ludzmi….” A ja uważam , że “do tanga trzeba dwojga”. Czy uważasz np. , że zmanipulowany nożownik jest bez winy, niektóre ugrupowania islamistyczne które też manipulują ludźmi każą zabijać. Kto jest winny i kto jest fanatykiem? Czy tylko ten zmanipulowany? Wybacz ale rodzice którzy tylko głoszą a swoim dzieciom na obiad gotują makaron który podają z kethupem (nie mówię, że od czasu do czasu nie można zaserwować takiego dania jak się lubi) nie są odpowiedzialni.… Czytaj więcej »

Agnieszka
Gość
Agnieszka

P.S. A gdzie stopień wrażliwości rodzica?
W takich przypadkach aż prosi się aby powiadomić socjal.

“Religijny fanatyk to człowiek, który tak ukochał Boga, że zapomniał o bliźnim”.
Homer

Jak znajdę w wolnym czasie cytaty z publikacji świadków Jehowy odnoszące się to tego o czym piszesz to wkleję tutaj.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Można wpisać w wyszukiwarkę: Rodzice zaspokajajcie potrzeby swoich rodzin. I tu artykuł. M.in. taka treść: “Zaspokajanie potrzeb materialnych” “4. Kto zgodnie z wolą Jehowy ma zaspokajać potrzeby dzieci? 4 Apostoł Paweł napisał: „Doprawdy, jeśli ktoś nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, ten wiary się zaparł i jest gorszy niż człowiek bez wiary” (1 Tymoteusza 5:8). Kogo Paweł miał tu na myśli? Tego, kto przewodzi rodzinie — zazwyczaj robi to ojciec. Kobiecie Bóg wyznaczył zaszczytną rolę pomocnicy męża (Rodzaju 2:18). W czasach biblijnych kobiety często dopomagały mężom w zaspokajaniu potrzeb domowników (Przysłów 31:13, 14, 16). Obecnie przybywa rodzin niepełnych.*… Czytaj więcej »

Agnieszka
Gość
Agnieszka

P.S. Zawsze można wziąść też przykład z przedsiębiorcy firmy Black Red White – świadka Jehowy. https://www.pb.pl/zagadka-tadeusza-chmiela-526107 Jeszcze drobna korekta do wcześniejszego mojego wpisu. Napisałam : Kto jest winny i kto jest fanatykiem? Czy tylko ten zmanipulowany? Powinno być: Czy tylko ten co manipuluje / manipulator? Ja rozumiem, że nieraz ciężko jest przyznać się do błędu albo…. bo to przecież moi rodzice….. dlatego większość winy przerzuca się na tych co manipulują bo ciężko jest spojrzeć na siebie samokrytycznie dlatego się usprawiedliwia…. Ostatnio rozmawiałam z znajomą która jest długoletnim świadkiem Jehowy i na prawdę , uogólnie to – wierzy w to wszystko….… Czytaj więcej »

Leszek
Gość
Leszek

O co chodzi z moim pytaniem: ,,A CO JA Z TEGO MAM???”
Chciałem tylko powiedzieć w kontekście artykułu Sary że odejście dla niektórych faktycznie nie jest takie proste stąd żeby ułatwić im sprawę przemyślenia odnośnie tego co dalej w sytuacji gdy poczuli się z jakiegoś poważnego powodu
ze strony / z winy organizacji zawiedzeni, rozczarowani warto żeby wówczas zadali sobie właśnie, dokładnie takie pytanie. Gdyż tylko takie konkretne podejście do problemu może ich skłonić do sensownych refleksji.

Leszek
Gość
Leszek

I dla jasności wcale nie mam tu na myśli stawiania pytania w celu szukania jakichkolwiek konkretnych korzyści finansowych. czy materialnych ze strony organizacji bo nie o to tu mi chodziło. Bowiem czy jesteśmy w tej organizacji czy też nie to nadal nas wszystkich dotyczą te same zmartwienia jak choroby, problemy egzystencjalne i śmierć. A jeśli tak wygląda faktyczna rzeczywistość życia to warto wówczas się skłonić do takiej a nie innej refleksji i poważnie nad tym zastanowić jaki to ma sens jeśli nic konkretnego z tego nie wynika. Dlatego czytaj proszę Agnieszko na przyszłość ze zrozumieniem czyjeś wpisy zanim odniesiesz się… Czytaj więcej »

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Leszku , zatem przeczytaj proszę sam jeszcze raz swój pierwszy wpis. Każdy z nas może różnie zrozumieć np. książkę i gdybać co autor miał na myśli, co chciał przekazać odbiorcy , tak samo jest z reszta z Biblią….. ci medrkujacy mają rację a tamci czytają bez zrozumienia. Moje rozwodzenie się jak piszesz….. – odbierz to proszę jako poszerzenie tematu. P.S. Wydaje mi się, że sam piszesz nie na temat artykułu Sary i rozwodzisz się nad kwestiami materialnymi….. – więc ja odniosłam się do Twojego komentarza i podzieliłam sJ na różne grupy bo uwierz proszę, że wielu dobrze czuje się w… Czytaj więcej »

Leszek
Gość
Leszek

W kontekście moich wypowiedzi i jako wyłącznie uzupełnienie do moich wypowiedzi dodam tylko iż jak najbardziej naturalną rzeczą jest to że każdy człowiek potrzebuje jakiegoś pocieszenia, jakiejś nadziei. To zrozumiałe bo my ludzie myślimy nie tylko o dniu dzisiejszym ale także o tym co będzie w naszej przyszłości. Lecz nadzieja ma sens tylko wtedy, podkreślam – tylko wtedy gdy jest prawdziwa. Organizacja zaś która zawsze dawała oficjalnie do zrozumienia że jest kanałem informacyjnym od Boga jednocześnie na przestrzeni minionych dekad zapowiadała już siedemnaście razy koniec ,,świata”. Zaś pod koniec tych zapędów w latach osiemdziesiątych w bardzo spektakularny sposób na szumnych… Czytaj więcej »

Emeraldgreen
Gość
Emeraldgreen

Ja właśnie tak zrobiłam- przez parę miesięcy budowałam sobie poduszkę bezpieczeństwa, po czym kompletnie zniknęłam z radaru. Nie ma mnie już tam rok, praktycznie już nie myślę o swiadkach ale nadal jeszcze mam koszmary, że jestem na zebraniu.

Iwona
Gość
Iwona

Trzeba znaleść w sobie odwage żeby odejść To jest pewnie cièżkie nie każdy jest na to gotowy Mam parè osob w rodzinie ze ŚJ i to jest bardzo cièżki temat

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest