fbpx

Lifestyle

Dzień 2: wreszcie Chorwacja i Jeziora Plitwickie.

Po północy zamieniamy się z Edwinem miejscami i prowadzę w Austrii do Graz. Potem ja też zaczynam odpadać więc znów robimy zamianę. Pewnie gdyby nie wydarzenia ze środy i braki w śnie, to ta trasa poszłaby nam znacznie sprawniej. Całkowicie przesypiam Słowenię i budzę się dopiero po wjeździe do Chorwacji. Dziwne uczucie: wyjść o 4 rano, gdy jest jeszcze ciemno do pierwszej z brzegu stacji benzynowej i czuć się trochę jak w domu. Mam wrażenie, że wszyscy czujemy podekscytowanie i przypływ energii, bo wreszcie dojechaliśmy do kraju, który był celem naszej podróży. Chorwacji świt Znów robimy szybką zamianę miejsc. Zwykle…

Dzień 1: wreszcie sprawa się wyjaśnia.

Wstajemy wykończeni napędzani zegarem biologicznym. Edwin o szóstej rano wychodzi by dowiedzieć się co z samochodem. Jeździ od mechanika do gumiarza i mamy nadzieję, że dziś uda nam się wyjechać. Jestem ciągle wykończona i nie umiem się ogarnąć. Dzieci też są w jakimś dziwnym stresowym stanie, ale to nie znaczy, że brak im energii. Ostatecznie mechanik mówi, że możemy jechać i o 15 ruszamy. Lekki stres towarzyszy nam aż do granic Polski. Wiem, że to głupie i irracjonalne, ale mam obawy, że znowu coś się wydarzy. A przecież specjalnie wybraliśmy dłuższą trasę omijajacą felerną drogę w budowie. Na pierwszej stacji…

Dzień 0: prawdziwa katastrofa.

Chciałam w tym roku zrobić inaczej. Zazwyczaj z wyjazdów robiłam dwa, trzy wpisy z wyjazdów. W tym roku wymyśliłam sobie coś innego. Jeżdżę wszędzie z notesem i prowadzę dziennik. Mam wrażenie, że dzięki temu wszystko głębiej przeżywam. Po cichu liczę, że taka telenowela też da wam trochę przyjemności. Dziś wracamy do dnia, w którym mieliśmy wyjechać… Obudziłam się z mocnym bólem ręki. Zawsze przed wyjazdem się stresuję. Myślę o trasie, o tym, czy nic nam się nie stanie, czy będziemy bezpieczni. Prawdopodobnie za dużo analizuje, ale z drugiej strony dzięki temu nie wyobrażam sobie nie wykupić ubezpieczenia. Nie mam za…

Last Month, Czerwiec 2019

Zamykam już w głowie ten czerwiec. Jeden z moich ulubionych miesięcy, ale przez upały i stres zwyczajnie nie miałam siły się nim cieszyć. Nie dość, że źle znoszę wysokie temperatury to w dodatku taki stan rzeczy wpływa na mnie bardzo przygnębiająco. No, cóż…to jednak materiał na dłuższą rozmowę, bo nie tak łatwo z myśli “będzie piękny raj na ziemii” przejść do stanu “kurdę, w jakim klimacie będą żyły moje dzieci”. Ale idźmy w pozytywy! W czerwcu wzięliśmy udział w pierwszym biegu! A nasza Leosia dzielnie pobiegła jako najmłodszy uczestnik. Jeśli chodzi o mnie, to wreszcie przełamałam swoją niechęć do tego…

Realne korzyści z prowadzenia bloga

Ach, te cudne niewinne czasy, gdy zakładało się bloga te 10 lat temu! Kierowała nami pasja, to jasne, ale gdzieś tam w głowie majaczyła się myśl, że może zostaniemy odkryci i od dziś żegnaj nudna roboto przy biurku! Teraz będę żyć z pasji pisania/robienia zdjęć/podróżowania! Czas pokazał, że jednak utrzymanie się tylko z bloga nie jest takie proste do osiągnięcia. A skupiając się tylko na szukaniu sponsorów, łatwo stracić tę pasję, która kazała nam blog założyć. Dziś wyjątki utrzymują się tylko z blogowania, a i oni zamiast w cudownym, romantycznym wpisie o miłości zamieszczać na końcu wzmiankę o maści hemoroidy…

Plany na wakacje 2019

Trudno nie myśleć o wakacjach, gdy gorąco i upały skutecznie odciągają nas od wszystkiego, co produktywne. Już i dzieci szkołę sobie odpuściły. Już czuć smak swobody na języku. Nasze wakacje w tym roku wyszły wyjątkowo spontanicznie. Zazwyczaj pierwsze rezerwacje robiłam w okolicach lutego lub marca. Tym razem wszystko się przesuwało. Już myślałam, że wylądujemy w mojej rodzinnej wsi nad rzeką, a tu jednak nie! Przez to pierwsze pół roku naprawdę ciężko pracowaliśmy i potrzebujemy morza, słońca i doznań innych niż siedzenie w biurze. A gdzie my moglibyśmy jechać, tak żeby klepnąć całą organizację w 3 tygodnie i nie stresować się…

Wege Wtorek # 1 plus przepis na wegański Pad Thai

Dawno, dawno temu zafascynowała mnie idea i korzyści płynące z meatless monday, czyli bezmięsnego poniedziałku. To były czasu, gdy mój mąż ledwo tolerował brak mięsa w jedzeniu. Wymyśliłam więc wege wtorki, które miały zmienić nasze nawyki żywieniowe. O mojej inicjatywie zapomniałam, bo od ponad dwóch lat nie jemy mięsa wcale. Nawet przez pewien czas byliśmy całkowicie na diecie roślinnej i nadal często tak jemy. Niestety kwestie zdrowotne niektórych członków rodziny wymusiły powrót do nabiału. Jeśli więc mam nam dać etykietę, to jesteś wegetarianami. Staramy się za bardzo nie moralizować. Siedzimy na rodzinnym obiedzie u babci, a obok nas reszta rodziny…

W tym roku zdjęć z wakacji nie będzie! Przytyło mi się.

Przytyło mi się. Mówią mi o tym lustra, którymi mam pokryte szafy. Mówią mi o tym moje ubrania. Na przykład taka sukienka, mała czarna, klasyk, kupiona sześć lat temu. Nadal się w nią mieszcze, ale jest ciasno i po kilku godzinach noszenia mam ochotę ja podrzeć na kawałki. Mówią mi o tym wspomnienia z Fejsa i Instagrama. No, nie oszukujmy się, dwa lata temu byłam szczuplejsza. Co prawda dwa lata temu byłam też w najgorszym momencie życia z nieleczoną depresją i myślami samobójczymi, ale hej, grunt że wyglądałam “zdrowo”. No i gdyby nie te wszystkie lustra, ubrania i wspomnienia to…

Jak być trochę bardziej #lesswaste tego lata?

Lato! Długie wieczory i ciepłe dni spędzone na plaży nad jeziorem. Lody i gofry pochłoniete na spacerze po mieście i zimne piwko na koniec upalnego dnia. Czas radości i beztroski, ale też czas, gdy dość łatwo naprodukować śmieci. Pomyślałam więc sobie, co mogę zrobić, żeby tego lata żyć trochę bardziej w stylu less waste. I o tym właśnie będzie ten wpis. Rozmawiałam kiedyś ze znajomą na temat pewnej akcji ekologicznej promowanej przez celebrytkę. Koleżanka rozmieniała się na drobne atakując gwiazdę portali plotkarskich, bo przecież na pewno ona nie żyje tak eko-sreko i coś ma na sumieniu. No, pewnie ma. Mam…

Last Month, Maj 2019

Dziwny był ten maj. Raz dłużył się w nieskończoność, inne dni za to mijały błyskawicznie. Winię pogodę. Zamiast spacerów i lodów na deptaku, dostaliśmy zimno, deszcz i zamartwianie się powodzią. Aż nieswojo było nam w ostatni weekend, gdy wreszcie przyszło słońce, ciepełko i trzeba było wyciągnąć sandały z szafy – już zapomnieliśmy jak to jest. Co się działo w maju No, oczywiście była Majówka, na którą nie pojechałam. Tak wyszło, trudno. Przynajmniej Edwin polubił łażenie w górach, więc kartę “Ale miałeś mnie zabrać w Bieszczady” skrupulatnie chowam do kieszeni. A mogło być tak ładnie. To już nie Bieszczady, tylko moje…

Navigate

Pin It on Pinterest