fbpx

Po powrocie z Chorwacji czułam, że nie wykorzystaliśmy tego lata w pełni i zaczęłam urabiać Edwina by chociaż na kilka dni pojechać do Rumunii. Na początku plany miałam ambitne – marzyła mi się Transylwania, Braszów, a nawet Morze Czarne. Okazało się jednak, że mamy do dyspozycji tylko kilka dni, więc skupiliśmy się na jednym regionie, położym blisko Polski Maramureszu.

Wjazd do Rumunii – dokumenty, ubezpieczenie, covid, wrażenia na granicy

Rumunia od 2007 roku jest członkiem Unii Europejskiej, nie należy jednak do Strefy Schengen. Czyli podróżując tak jak my, przez Słowację i Węgry, możecie do tego górzystego kraju wjechać po prostu na dowód osobisty. Trzeba się jednak nastawić na kontrolę przy granicy rumuńsko-węgierskiej, która według naszych subiektywnych obserwacji jest znacznie bardziej skrupulatna niż ta przy wjeździe lub wyjeździe z Chorwacji. Jadąc w stronę Polski staliśmy w korku około 40 minut, mimo że samochodów przed nami było zaledwie kilka.

Do Rumunii nie potrzebujecie dodatkowych ubezpieczeń, my jednak zawsze wykupujemy ubezpieczenie, gdy wyjeżdżamy za granicę. Te kilkadziesiąt złotych to opłata za spokój, a przynajmniej tak to sobie tłumaczę.

Jeśli chodzi o covid-19, to w sierpniu 2021 mogliśmy swobodnie przejechać przez Słowację i Węgry oraz bez problemu wjechać do Rumunii. Co ciekawe na Węgrzech można było się poruszać bez maseczki w punktach handlowym, za to w McDonald’s w Baia Mara nie tylko było ograniczona liczba osób w obiekcie, ale też mierzono temperaturę przy wejściu i należało podać numer kontaktowy, gdyby okazało się później, że ktoś jest zarażony.

Bloki w Baia Mare

Drogi w Rumunii – winieta, stan dróg

Jedną z rzeczy, które pozytywnie zaskoczyły nas w Rumunii, to drogi. Jeśli tylko były, to ich jakoś była bardzo dobra i nawet serpentyny przez góry były porządnie zabezpieczone barierkami. Często wystarczy jednak zjechać z głównej drogi, by okazało się, że droga dopiero powstanie w najbliższej przyszłości. My na szczęście mamy wysokie zawieszenie i nawet dojazd do Ocna Șugatag (znane uzdrowisko) nas nie odstraszył.

Co ważne: w Rumunii obowiązują winiety na wszystkie drogi. Na szczęście nie są drogie. My zapłaciliśmy 14,76 lei za tydzień. Winietę można bez problemy kupić online na oficjalnej stronie: https://www.roviniete.ro/en/

Rumuńska kuchnia okiem wegetarian

Kusi napisać, że się rozczarowałam, ale czy byłoby to fair wobec kuchni rumuńskiej? Ostatecznie byliśmy tam tylko kilka dni i to w jednym regionie – to jednak trochę za mało by w pełni poznać kuchnię danego kraju. Niestety, chyba trafiliśmy do jakiś ferelnych miejsc, bo opcji wegetariańskich było mało i trzeba było dokładnie czytać i tłumaczyć sobie menu (w jednej z restauracji kanapka wegetariana podawana była z szynką), a i zdarzały się takie wtopy jak podanie zimnej i wyjątkowo tłustej mamałygi z serem. Nie zrażam się jednak i mam nadzieję, że następnym razem spróbuję zachwalanych smakołyków!

A na osłodę dodam, że przywiozłam z Rumunii pyszne czerwone wino! W Lidlu spokojnie kupimy produkty wegetariańskie i wegańskie, a w piękne owoce i warzywa spokojnie zaopatrzymy się nawet po drodze – praktycznie w każdej wiosce stoi kilka straganów z bakłażanami, papryką i innymi sezonowymi produktami.

Krem z brokułów, wyjątkowo bez smaku – praktycznie zielona woda.
Puree z ziemniaka i selera plus grillowane warzywa. Przyzwoite.
W Chorwacji nauczyliśmy się, żeby komponować sobie obiad ze strony z dodatkami, gdy brak wegetariańskich dań głównych.

Czy w Rumunii da się dogadać w języku angielskim?

I znów, bazuję tu tylko na swoim krótkim doświadczeniu, ale było ciężko 🙂 Właściwie lepiej wychodziliśmy na tym, gdy nie sięgaliśmy po angielski a próbowaliśmy się po prostu dogadać po polsku, podpierając się gestami i kiwaniem głowy – ludzie nam odpowiadali po rumuńsku i jakoś to szło. Na jednym z noclegów spotkaliśmy sympatyczną rodzinę z Bukaresztu i z nimi przegadaliśmy cały wieczór po angielsku – może Maramuresz z racji swojego położenia i kultury, to wciąż taki “dziki” region po prostu.

Ceny w Rumunii 2021

Mieliśmy już za sobą wakacje w Chorwacji, więc śmiało mogę napisać, że Rumunia jest znacznie tańsza! W porównaniu z Polską powiedziałabym, że ceny są na podobnym poziomie, może ciut taniej będzie w Rumunii.
Większość noclegów mieliśmy na dziko, więc za darmo, ale:

  • mieszkanie na 1 noc w Baia Mara w bloku (dobry standard i szybki internet) – 158 zł
  • pokój w pensjonacie w Moisei, niedaleko Borsy (internet słaby, ale cudowne widoki i plac zabaw dla dzieci) – 150 zł
Kostka tofu – 3,49 lei
Paczka wegańskiego mici – 9,99 lei

Mam w telefonie aplikację Lidla, więc wystarczy przestawić w ustawieniach kraj i język i już możemy korzystać z ewentualnych promocji – prosta sprawa, a często można nieco zaoszczędzić.

Czy czuliśmy się bezpiecznie?

Tuż przed wyjazdem skończyłam czytać książkę o Rumunii, której nie polecam – autor połączył reportaż ze swoją baśniową wizją tego kraju. W jednym z rozdziałów opisuje, jak to przepowiadzonu mu porwanie, jeśli nie posłucha rady wróżącej mu Cyganki. I chociaż brałam poprawkę na takie opowieści, to jednak w noc przed wyjazdem męczyły mnie sny, że przebiją nam opony w naszym Citroenie (jak na złość, autor książki też podróżował Citroenem i to właśnie miało go spotkać). Dostałam też wiadomość, żebym uważała, bo kogoś okradnięto w mieście, w którym my też mieliśmy być.

Pojechaliśmy jednak i na szczeście okazało się, że strachy, jak to często bywa, są tylko w głowie i żywią się fałszywymi wyobrażeniami i stereotypami. Gdy rano szłam po Baia Mare w poszukiwaniu bankomatu z ciekawością obserwowałam mijających mnie i spieszących się do pracy ludzi. Żyją sobie normalnie i nie wiedzą, że jakaś Sara z Polski przez chwilę bała się o stan opon swojego samochodu. Oczywiście zakładam, że można trafić również w bardziej szemrane dzielnice lub po prostu na szemranych ludzi, ale nie ma co panikować – równie dobrze kieszonkowiec mógłby mnie okraść w Warszawie czy w Krakowie.

Spaliśmy na dziko, w pobliżu wiosek lub miasteczek, ale jednak w pewnym odosobnieniu. Wieczorem lub rano mijali nas jadący do pracy rolnicy lub pasterze i spotykaliśmy się z miłymi reakcjami, czasem zaciekawieniem. Czasem po prostu trzeba się uśmiechnąć i dać znać, że te dziwaki z namiotem, to są spoko ludzie :).


Sara

Na co dzień szczęśliwa żona i mama Mai i Lei, które są uczestniczkami wielu wydarzeń z tej strony. Zawodowo spełnia się jako account manager i copywriter. Na swoim blogu uchyla wam rąbka tajemnicy swojego prywatnego życia oraz dzieli się tym co powinno was zainteresować.

Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

0
Przejdź do komentarzy i proszę zostaw swój.x
()
x