fbpx

wakacje

7 Posts Back Home

Jakie to było pyszne! Co jedliśmy w Chorwacji.

Pora pożegnać się z Chorwacją. Już definitywnie zamykam foldery ze zdjęciami.  Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na czysty Adriatyk, błękitne niebo i kamienistą plażę. Na szczęście mogę w każdej chwili wrócić nad Zatokę Kvarnerską dzięki smakom i zapachom. Zapraszam na krótką opowieść o tym, co nam smakowało na wakacjach. Do jedzenia w czasie naszego wyjazdu podeszli ekonomicznie. Chcieliśmy połączyć poznawanie nowych smaków z oszczędnością. Tym sposobem, kilka obiadów gotowaliśmy sami a w pozostałe dni jedliśmy na mieście. Szczególnie spodobała nam się jedna restauracja, do której notorycznie wracaliśmy. Na początek zdecydowaliśmy się spróbować cevapcici – mięsne danie pochodzenia bałkańskiego. Jest to nic…

Włoskie klimaty

Gdy wróciliśmy z wakacji, pierwszą rzeczą jaką chciałam zrobić, to jak najszybsze przerobienie zdjęć i wspomnień na wpisy na blogu. Brak czasu i oswajanie się z nową rzeczywistością zawodowo-przedszkolną zrobiły jednak swoje. Teraz myślę, że dobrze się stało. I tak w połowie października, gdy blaknie już myśl o wakacjach a już rodzi się chęć by znowu gdzieś pojechać ( niestety, weekend listopadowy najprawdopodobniej nie wypali w tym roku ), ja otwieram zdjęcia i przypominam sobie promienie słońca na mojej skórze, smak najlepszych lodów na świecie i zapach cudownego espresso. Witajcie we włoskim Trieście! Włochy od dawna były moim marzeniem i…

Tak musiał wyglądać Raj – Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie od początku były naszym must see jeśli chodzi o wyjazd na Chorwację. Przed wyjazdem podziwialiśmy zdjęcia w zbiorach Google i napaliliśmy się na kąpiel w jeziorach – na jakimś blogu znaleźliśmy informację o tym, że można się kąpać. Błąd, nie można ale i tak warto tam jechać. Pierwsze wrażenie: ile tu ludzi! Myśląc o Jeziorach spodziewałam się raczej ciszy i spokoju a nie jednego autobusu za drugim i to w poniedziałek nie w sezonie. Mimo tłumów dostaliśmy swoją porcję podziwiania natury w spokoju chociaż zauważyłam, że dobrze jest nie iść blisko wycieczki. Albo ich przepuście albo wyprzedźcie. Standardowo…

Migawki z wakacji. Plaża, Crikvenica, winnica i Maribor.

Pomęczę was jeszcze zdjęciami z Chorwacji, bo nie będę ukrywać, zakochałam się w tym miejscu i chętnie do niego wracam. Chociażby myślami, a zwłaszcza w taką pogodę jaką mamy dziś. Na początek kilka zdjęć z kamienistej plaży w Novi Vinodolski. Jak widać nie opaliłam się za bardzo. Nie spiekłam się, nie schodziła mi skóra a skóra delikatnie muśnięta słońcem idealnie mi odpowiada i pasuje do moich założeń napisanych TU. KoCórka też ładnie i zdrowo opalona, niestety pogryzły ją zmutowane chorwackie komary i chodziła z dużymi bąblami przez kilka dni. W pewien pochmurny dzień zrobiliśmy wycieczkę do leżącej niedaleko ale za…

Spacer w chorwackim miasteczku – Novi Vinodolski.

Miasteczko, w którym się zatrzymaliśmy nie należało do największych. We wrześniu minął też już turystyczny szał i mogliśmy w spokoju delektować się naszymi wakacjami. Pewnego popołudnia postanowiliśmy przejść się do winnicy. Do tej ostatniej ostatecznie nie doszliśmy ale spacer nie okazał się stratą czasu. Obejrzeliśmy chorwackie miasteczko od innej strony – nie od pełnej sklepików plaży, nie od deptaka z restauracjami i straganami z pamiątkami. Tak wygląda prawdziwy Novi Vinodolski. W górę i w dół. Po schodkach a czasem po skarpach. To mnie zachwyciło najbardziej. Figi i granaty, winogrona i zioła rosną sobie pięknie i bujnie w każdym ogrodzie. Odwiedziliśmy…

W drogę – jedziemy na wakacje!

Gdy ten post zostanie opublikowany, może właśnie będziemy przekraczać granicę Czech z Austrią. Gdy go będziecie czytać do późnej kawy, może właśnie dojedziemy na miejsce. Żegnamy zimną, deszczową Polskę i ruszamy na wakacje. Chwila odpoczynku jest potrzebna każdemu. Zwłaszcza gdy, właściwie od marca, żyjemy na pełnych obrotach. Pracy i stresów nie ubywa, mi też przybyło zajęć, które nałożyłam na siebie dobrowolnie ale mają dla mnie duże znaczenie a zmęczenie rośnie. Właśnie na przełomie marca i kwietnia pojawiła się myśl o Chorwacji i od tego czasu dopieszczamy szczegóły i dokładnie planujemy nasz wyjazd. Właściwie on już trwa, bo wyjechaliśmy wczoraj w…

Wskakuj na konia mała!

Konie, kucyk, trawa, komary i muchy, kiełbaska z grilla i przejazd bryczką. A w tym wszystkim KoCórka szalejąca i dokazująca jakby przyjechała z Teksasu a nie z Piotrkowa. Jupi Ja Jej I Ha – jedziemy na ranczo. Tydzień temu, tuż po spotkaniu drogowym i mojej pierwszej w życiu kolizji ale o tym innym razem, zapakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy 30 km za miasto w stronę Koluszek do Colorado Ranch. Ledwo co zdążyliśmy wysiąść z auta a KoCórka, która dostrzegła “konika” pomknęła w stronę wybiegu. Dostała lekcję cierpliwości, bo inne dzieci już czekały w kolejce a moje sfochowanego dziecko ledwo…

Navigate

Pin It on Pinterest