fbpx

Mówią, że nie warto? Kłamią!

Razem z Big Muffinem jesteśmy złymi rodzicami. Sadzamy KoCórkę w ławce i karzemy się uczyć. Nie ma bajek, nie ma zabawy dopóki nie wyrobi dziennej normy. Co z tego, że płacze, że nie chce, że woli iść układać klocki. Ma się uczyć, bo czym ja się biedna, matka pochwalę w internetach. Bardzo prawdopodobne, że właśnie taką wizję ujrzało kilka osób, którym powiedziałam, że uczymy młodą a one mi na to: “przecież to jeszcze dziecko!”.

toddler-puzzle

Nie obraziłam się. Po pierwsze marny to był powód do obrażania. Po drugie, te osoby same nie miały dzieci i jedyny rodzaj edukacji, które pamiętały to własny, szkolny z zakazami i nakazami. Nie były więc świadome jednej podstawowej rzeczy: dziecko najlepiej uczy się przez zabawę i tylko gdy ma na to ochotę. A to oznacza, że nawet jeśli jako matka chciałabym nauczyć młodą literek ale ona nie ma na to ochoty i niezbyt ją ten temat interesuje, to muszę to uszanować. Na literki przyjdzie jeszcze czas. Mam okazję na żywo i w Internecie obserwować jak rodzice dbają o rozwój swoich dzieci nie wywierając tym samym na nich presji. Niektóre zaczynają czytać w wieku 4 lat, inne szybko uczą się pisać. Mojej pierworodnej, mimo moich chęci i zapędów, świat liter jeszcze nie interesuje więc skupiam się na razie na tym, co ją ciekawi.

Czym się więc interesuje KoCórka i jak rozwija dane umiejętności?

Na pierwszy ogień niech idą cyferki. Zaczęliśmy niezobowiązująco. Za każdym razem, gdy korzystaliśmy z jakiejkolwiek klatki schodowej, liczyliśmy stopnie. Mieliśmy wrażenie, że KoCórka nasz nie słucha, że to do niej nie dociera. Aż tu nagle sama z siebie liczy stopnie 5, potem do 10. Od kilku tygodni fascynuje ją bajka Supercyfry – wszystko dostępne na YouTube – każdy odcinek trwa około 15 minut i dotyczy jakiegoś matematycznego problemu. Dzięki temu programowi nasza córka zaczęła rozpoznać cyfry. Widzi wiec w gazecie numer strony i powtarza: trójka i piątka. Powtarza numery z rejestracji samochodowych i próbuje wykręcać numery telefonów. Na fazie fascynacji Supercyframi ma ochotę do rysowania bohaterów bajki i powoli wprowadzam ją w ślad rysowania po szlaczkach. Czy to jest jakoś dla niej męczące? Prędzej dla mnie, gdy po raz kolejny muszę rysować Dwójkę i Trójkę i nie mogę zapomnieć o dorobieniu im oczu.

KoCórka ma pewną umiejętność, z której jestem najbardziej dumna i którą wciąż rozwija – zresztą tak samo jak ja ale podejrzewam, że prześcignie mnie i zostawi daleko w tyle. Nieświadomie zaczęliśmy jej naukę angielskiego jeszcze gdy przebywała w brzuszku. Praktycznie wszystko co oglądaliśmy i słuchaliśmy było po angielsku. Sporo też rozmawialiśmy w tym języku. Dopiero jednak po roczku KoCórki rozpoczęliśmy świadomą edukację językową. Zdecydowaliśmy, że już może oglądać krótkie bajki więc czemu by nie połączyć tego z nauką angielskiego. I tak poznaliśmy Peppa Pig. Parę miesięcy później przydały się karty z obrazkami CzuCzu – po prostu zamieniłam “co to jest” na “what is it” i odpowiadałam po angielsku.

Nie jestem pedagogiem i nie musicie mnie słuchać ale przez ponad dwa lata obserwuje jak moje dziecko uczy się drugiego języka. Z przykrością stwierdzam, że szkoły państwowe w większości wypadków robią to źle. Dlaczego? KoCórka zaczęła naukę od otoczenia się i osłuchania z językiem. Najpierw zaczęła używać rzeczowników. Potem doszły przymiotniki, na początek kolory. Później pierwsze czasowniki a w wieku trzech lat zaczęła składać pierwsze zdania. Mam tu na myśli, że nie powtarza utartych zwrotów a sama z siebie pyta: “what daddy like” a po chwili odpowiada sobie: “daddy like bananas”. W podobny sposób uczyła się języka polskiego – od pojedynczych wyrazów, do całych zdań. Nawet nie możemy przy niej porozumiewać się w konspiracji po angielsku, bo wszystko rozumie.

Big Muffin do mnie: How about buying some ice cream.

KoCórka: Yes, daddy. Ice cream! I like ice cream.

W szkołach niestety kładą mały nacisk na mówienie a skupiają się raczej na regułkach i gramatyce. Zapomniałabym, także na tym by zapamiętać słówka z danego działu i zdać je na sprawdzianie. Nie przypominają podstaw, nie uczą swobody wypowiedzi i tak mamy licealistów ze zdaną maturą, którzy nie zapytają o drogę za granicą…Nie mówię, że każda szkoła taka jest. Ja angielskiego zaczęłam się uczyć w wieku 13 lat i owszem, tłumaczono nam gramatykę w sposób techniczny ale dziecko w gimnazjum już raczej powinno rozumieć czym jest podmiot a czym orzeczenie. Poza tym stawiono nam ogromny nacisk na mówienie – tłumaczyliśmy słówka z angielskiego na angielski i na koniec roku mieliśmy do zdania ustny egzamin. Ale to była szkoła prywatna: dwa razy w tygodniu 1,5 godziny lekcji, grupy do 15 osób, ponad 1500 zł rocznie.

Ale, ale nie chciałam tu narzekać na nauczycieli z państwowych szkół – przeciwnie, mi się trafili dobrzy i ich serdecznie pozdrawiam. Jednak coś musi być na rzeczy, skoro tyle osób w tym ja sama, udziela korepetycji z języka obcego. Przypadek? Nie sądzę. Zostawię jednak system szkolny sobie, bo dziś chciałam wam pokazać, że można uczyć dziecko nowych, praktycznych umiejętności. Można to robić wykorzystując jego naturalne zdolności. Oczywiście, KoCórka ma językowe ( po mamusi, he he he) ale może twoje dziecko świetnie układa puzzle i rozwija dzięki temu logikę? Może interesuje je świat przyrody i rozpoznaje różne gatunki ptaków? Znam takich agentów osobiście i mogę się schować ze swoim wróblem, gołębiem i sikorką. Chciałam wam też pokazać, że dziecko może się uczyć poprzez naturalny dla niego sposób: przez zabawę. Nam bardzo pomogły bajki, po polsku i po angielsku, a także zabawy z kartami CzuCzu. Także nie marnujcie czasu! Zobaczcie co lubi robić wasze dziecko i pomóżcie mu się rozwinąć!*

A Wy jak uczycie dziecko?

*Oczywiście, wyścigowi szczurów mówimy nie.

Grafika:http://setonmontessori.org/

 

8
Dodaj komentarz

avatar
 
5 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Matka PracującaJolanta KuryłoMuffin CaseMatka ProwincjonalnaMamy się dobrze Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Matka Pracująca
Gość

Jeśli chodzi o angielski, to w naszym domu zawsze było go aż za wiele z racji mojego anglistycznego wykształcenia i starszy syn bardzo wzbraniał się przed oglądaniem bajek po angielsku czy przed słuchaniem piosenek. Dlatego też postanowiłam, że dam mu czas. Zero naciskania na naukę, przepytywania na siłę ze słówek, nie posłałam go również na dodatkowe zajęcia (chodzi tylko na te w przedszkolu) i to podejście zaczęło w końcu przynosić rezultaty. Kuba sam prosi mnie o czytanie bajek po angielsku, oglądanie ilustrowanego słownika, a wręcz popisuje się tym, czego się dotychczas nauczył i chce więcej! Co do innych umiejętności, to… Czytaj więcej » / Read more

Jolanta Kuryło
Gość

Ja jako maluch uwielbiałam uczyć się nowych rzeczy. W wieku 3 lat umiałam się podpisać pod przedszkolnymi pracami, a w wieku 4 lat już czytałam. Oczywiście nie super płynnie, ale proste książeczki dawałam radę sama ogarnąć 😛 Największą radość sprawiały mi prezenty od rodziców w postaci książeczek z zagadkami, szlaczkami, cyferkami. Ale ja to lubiłam. Jako mama pozwolę dzieciom rozwijać się w swoim własnym tempie. Jeśli nie będą chciały sięgać po takie książeczki,trudno – przemycimy to albo w inny sposób albo w swoim czasie 🙂 Twoje podejście jest bardzo rozsądne i przemyślane. Nie rozumiem rodziców, którzy bawią się w ten… Czytaj więcej » / Read more

Matka Prowincjonalna
Gość

bardzo podoba mi się Twoje podejście, popieram i podpisuję się pod tym, co napisałaś

Muffin Case
Gość

Widzę, że nie jestem osamotniona 😀

Mamy się dobrze
Gość

Są dzieciaki, które garną do książek. Są takie które garną do klocków. I jedno, i drugie – uczy. Nic na siłę. Można zachęcać, ale tak, aby dzieciństwo nie traciło uroku 🙂 Dużo zależy od rodziców, fajnie, że Ty masz tyle chęci, by pokazywać KoCórce uroki języków:) Ja mam roczniaka i widzę wielkie zamiłowanie do książek u syna. Uwielbia jak mu opowiadam, co jest na obrazkach. Trzymaj się!

Muffin Case
Gość

Powiem Ci szczerze, że nie spotkałam jeszcze malucha, który by nie lubił jak mu się pokazuje książeczki, opowiada co jest na obrazkach itp. To potem bardzo łatwo przerodzić w miłość do książek, tylko trzeba chęci.

Mamy się dobrze
Gość

Staram się wzniecić takową miłość 🙂

Niunioki Katarzyna Anc -Szczep
Gość
Niunioki Katarzyna Anc -Szczep

Zgadzam się z Tobą w 100% nie lubię wyścigów szczurów – każde dziecko rozwija się inaczej.

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest