fbpx

Droga Saro!

Niedawno odeszłam od świadków Jehowy. Zbliżają się moje urodziny. Bardzo chciałabym je świętować, ale trochę się boję. Masz jakieś rady dla początkującej światuski?

Kasia.

Tak mniej więcej brzmiała jedna z ostatnich wiadomości, które dostałam a przez ostatnie trzy lata wpadło do mojej skrzynki odbiorczej wiele podobnych. Mniej więcej, bo wycięłam duży fragment, w którym autorka opisuje swoje życie w organizacji świadków Jehowy, powody odejścia a także mniejsze i większe dramaty temu towarzyszące. Czytam takie zwierzenia ze ściśniętym sercem, ale rozumiem, że nie każdy ma chęć, ochotę lub możliwości by się nimi dzielić z szerszym gronem.

Dlaczego boimy się świętowania?

Pomyślałam, że Dzień Dziecka to w sumie dobra okazja by poruszyć temat świętowania. Pewnie “Kasia” i inne dzieciaki wychowane w organizacji świadków Jehowy nie obchodziły tego święta, a tym samym żyjąc w ciągłym strachu przed Armagedonem i robiąc za małych dorosłych zbyt szybko zapomniały o byciu dzieckiem. Mam tu na myśli wskakiwanie w mały garnitur lub gryzące rajstopki i spódniczkę (w zależności od płci) i dreptanie 3 razy w tygodniu na zebranie, gdzie należało siedzieć cicho i grzecznie, bo inaczej groziło wyprowadzenie na korytarz lub do toalety i strzelenie upokorzającego i doprowadzającego do porządku klapsa w tyłek. Ja na przykład byłam dość grzecznym i cichym dzieckiem i jedno z moich największych przestępstw to pokazanie na sali języka rówieśniczce. Och, jak mnie wtedy jakaś “ciocia” (starsza kobieta ze zboru) zgromiła wzrokiem i jeśli dobrze pamiętam naskarżyła na mnie moim rodzicom. Podobno teraz są już inne czasy i nawet rodzice świadkowie Jehowy brzdąkają o wysokiej wrażliwości i terapii, ale temat chyba nie doleciał do ich przedstawicieli. Zobaczcie, jaką presję wywiera się na kilkulatka, którego kolega obchodzi urodziny.

Mamy więc niedosyt świętowania (tu lista wszystkiego, czego nie obchodziliśmy) i cichą chęć uczestniczenia w tym procederze, którą hamują lęki. Lęk, że jesteśmy już za starzy, więc po co teraz wydziwiać. Lęk, że nie wiemy jak. Lęk, że może jednak Jehowa nas ukarze za ten tort ze świeczkami i pączka zjedzonego w Tłusty Czwartek. Lęk, co powiedzą świadkowscy znajomi (którzy się zapewne odwrócili od nas, więc w teorii powinniśmy mieć na nich wywalone, ale w praktyce to nie takie proste).

Z perspektywy czasu powiem wam, że mimo ogromnej chęci rzucenia się w celebrację wcale nie przeszło mi to łatwo. I wcale nie obchodzę wszystkiego jak leci, tylko po to by obchodzić. Sporo się nauczyłam od znajomych “ze świata”, którzy pokazali, że jako dorośli często są zmęczeni urodzinami i innymi okazjami. Postanowiłam więc uniknąć tego etapu i wkroczyć od razu w celebracje 2.0 🙂

Jak świętować, gdy nie masz o tym pojęcia?

Po pierwsze: nie ma obowiązku. Uwielbiam tę frazę, bo zdejmuje nam ciężar z barek i zostawia to, co chcemy i lubimy. Na przykład nie ma obowiązku urządzać wielkiego przyjęcia z tortem i dużym gronem znajomych, którzy zaśpiewają “sto lat”. Jeśli bym właśnie w taki sposób miała spędzić moje pierwsze urodziny (licząc od odejścia), to bym zraziła się do imprez na kilka lat.

Nie ma więc obowiązku świętować Walentynek, Halloween lub Dnia Matki. Z najróżniejszych powodów możecie stwierdzić, że nie czujecie tej czy innej okazji i to, że odeszliście z organizacji nie znaczy, że musicie teraz zaliczyć wszystkie aktywności światusowe. Zwłaszcza, że same światusy wszystkiego nie obchodzą (“bo amerykańskie”, “bo pogańskie”, “bo kiepska relacja z rodzicem”). Ja na przykład nawet nie podchodzę do imienin, bo kompletnie tego nie czuję – ale jeśli mnie ktoś zaprosi, to pójdę 🙂

Po drugie, małe kroczki. No, chyba, że jesteście ekstrawertycznymi zwierzami imprezowymi i macie już z głowy całą tą balladę o Jehowie rzucającym gromami za pogańskie zwyczaje. Moje pierwsze urodziny spędziłam z Edwinem w Atenach i pozwoliłam sobie przyjąć życzenia od innych. Drugie urodziny to znów Edwin, nasz przyjaciel oraz muzeum i łażenie po knajpach w Warszawie. Tym razem dołożyłam jeszcze okazjonalne wideo na naszym kanale na YouTube. Dopiero w zeszłym roku zdecydowałam się na tort! I zaprosiłam kilka osób do domu, chociaż nadal było to bardzo małe, zaufane grono. Bo pandemia, ale też nie będę was mącić: jestem typem, który może zrobić dużą imprezę raz na kilka lat, a tak to woli właśnie przeżycia z bliskimi (podróże, teatr, knajping).

Małe kroczki pozwoliły mi odkrywać powoli, co lubię i jak chciałabym spędzać urodziny lub inne dni. W międzyczasie przerabiałam w głowie i na terapii poczucie winy oraz analizowałam pochodzenie doktryn świadków Jehowy by dojść do wniosku, że nie muszę się bać tortu 🙂

Śmiem nawet twierdzić, że tworzenie tych zwyczajów w życiu dorosłym ma pewne zalety 🙂 Nie mamy na barkach oczekiwań i założeń wyniesionych z rodzinnych domów. Nie mamy koszmarów związanym z tym, że ojciec zabija karpia, a zmęczona matka krzyczała, że nie pomagamy w sprzątaniu. Wygrałam tu na loterii – jeśli chcemy możemy urządzić rodzinną Wigilię, a jeśli jesteśmy zmęczeni i nie mamy nastroju, to możemy przez 3 dni czytać książki, oglądać Netflixa i spacerować po lesie i nikt nam focha nie strzeli, że nie przyszliśmy na makowca. Warto spojrzeć też na to z tej strony 🙂 I tu nie chodzi tylko o wychowanie w organizacji, bo ludzie spoza tej grupy też dochodzą do takich wniosków, ale potrzebują czasu i przerobienia pewnych rzeczy z dzieciństwa. My zaczynamy świętować jako dorośli, więc mamy już to za sobą, ale wciąż możemy się cieszyć dziecięcą radością.

I wracając do Dnia Dziecka – nie ma obowiązku świętować w wymyślny sposób. Ale może uda wam wybrać się na lody, wyjść wcześniej z pracy i pospacerować po parku. Zjeść watę cukrową lub obejrzeć bajkę w kinie (polecam “Co w duszy gra”). Z takich cichym, wewnętrznym przyzwoleniem i ukochaniem tego dziecka w środku, które spragnione jest radości.


Sara

Na co dzień szczęśliwa żona i mama Mai i Lei, które są uczestniczkami wielu wydarzeń z tej strony. Zawodowo spełnia się jako account manager i copywriter. Na swoim blogu uchyla wam rąbka tajemnicy swojego prywatnego życia oraz dzieli się tym co powinno was zainteresować.

Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

0
Przejdź do komentarzy i proszę zostaw swój.x
()
x