fbpx

Przebłyski szpitalne, część I

Jest godzina 5.45 rano a ja piszę ten wpis. Piszę go, bo i tak zazwyczaj się budzę o tej godzinie. Poza tym budzi się szpital i już zapolono światła, więc trochę trudno złapać jeszcze resztki snu. Po trzecie, zwyczajnie się nudzę. Mam zakaz jakiekolwiek ruchu, nawet mówić za bardzo nie powinnam, więc mój telefon, dłoń i klawiatura, to w tej chwili moi najlepsi przyjaciele.

Nie powiem wam dlaczego jestem w szpitalu. Przynajmniej jeszcze nie, bo wiadomo jak to ze mną bywa: jak już coś robię to wycisnę z tego wartość dla społeczeństwa. Najpierw jednak trzeba wyzdrowieć, a potem dokładnie poczytać zapiski na mojej karcie.

Co więc wam tu dzisiaj napiszę? Ot, takie tam przebłyski ze szpitala.

Oczywiście do szpitala nie chciałam jechać, bo co to nie ja i zaraz przejdzie. Mój mąż wzywając pogotowie, no nie chcę tu dramatyzować, ale prawdopodobnie uratował mi życie. Nie wiem czy to jakaś przywara młodych ludzi, że zakładamy, że będziemy żyć wiecznie. Za to u starszych nagle się to zmienia i z naszej perspektywy z każdą pierdółką lecą na SOR lub zajmują kolejki w przychodniach. Dziś pomyślałam jednak, że może oni po prostu kurczowo trzymają się życia i są po prostu bardziej świadomi zagrożeń i tego, że są w grupie ryzyka.

Przyjazd karetką ma swoje plusy, bo cię od razu przyjmują. Ostatnia moja wizyta na SOR trwała 4 godziny (było podejrzenie złamania kostki), bo przecież nic mi się nie działo a przywiezieni przez straż miejską panowie żulowie mietkowie, dostawali pierwszeństwo. Ja jeszcze jak ja – obok mnie czekał chłopak, który przeorał nogę na jakimś szkle, ale co tam niech czeka. Znajomy pracujący w szpitalu śmiał się, że trzeba było sobie walnąć jakąś wodeczkę przed przyjazdem, to by mnie z miejsca na badanie wzięli.

Szpital to takie przedziwne uniwersum, w którym jesteśmy tylko gośćmi. Kręcący się lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczne mówiący do tego jakimś dziwnym językiem. Leżę więc pod tlenem, czekam na badania i zastanawiam się czy puszczą mnie za godzinę czy za półtorej, tak jak to sugerował wiozący mnie ratownicy. Co prawda nie mogę nawet usiąść bez omdlewania, ale przecież wystarczy jakiś magiczny lek i zaraz zacznę biegać, to tylko chwilowe.

Dla badających mnie osób jestem zaledwie dziewczyną. Nie wiem, czy to z mojej bladości czy tego, że w kontraście reszta leżącej ekipy jest po 70.

Przynajmniej zrobią mi badania, pocieszam się. Krew, ekg, znów krew, potem prześwietlenie klatki piersiowej. To ostatnie jest jeszcze spoko, chociaż ledwo stoję przy maszynie. Wróciły moje wyniki i po raz pierwszy zaczynam myśleć, że chyba tu zostanę. Lekarze marszczą brwi, szepczą o za wysokim poziomie czegoś i wysyłają mnie na tomograf. Wow, normalnie Doktor House w polskiej służbie zdrowia. No, dobra teraz może pomyślicie, że mi odbija, ale w tamtym momencie miałam ledwo siłę podpisywać dokumenty, bo mi długopis wypadł z rąk. Wszystkie moje z lekka ironiczne wnioski to etap późniejszego leżenia na łóżku, gdy zaczynały działać leki i masakrycznie się nudziłam, bo nie mogłam zasnąć. No i tak serio, ja wiem, że Polska służba zdrowia to nie są niewiadomo jakie warunki, ale ten tomograf naprawdę robi wrażenie i przez chwilę poczułam się jak epizodyczby gość w serialu medycznym. Niestety, samego doświadczenia nie polecam. Dostałam jakiś kontrast w żyłę lub tętnicę (hej, nie jestem lekarzem) i było to delikatnie mówiąc niekomfortowe.

Potem się dowiaduję, co mi jest, dlaczego najprawdopodobniej mi to jest i że sobie kózka teraz nie poskacze, bo jej stan jest poważny, skończyło się rumakowanie itp.

Patrzę sobie na tą kardiologię, która znów jest całkiem spoko. I pielęgniarki są miłe, i lekarze wszystko tłumaczą i sprawdzają w nocy kilka razy co ze mną. Być może mam szczęście do ludzi, a może to zwyczajne mówienie “proszę” i “dziękuję” jakoś wpływa na ich podejście. Nie wiem. Wiem za to, że mimo całego bałaganu w naszym kraju cieszę się, że trafilam na oddział, zrobiono mi badania i dano leki i nie zapłacę ogromnego rachunku przy wyjściu jak to bywa w Stanach, gdy nie stać cię na Ubezpieczenie.

Pokluto mnie chyba wszędzie. Kroplowka, drugi wenflon, krew pobierana już któryś raz, tym razem z dłoni. Cewnik… Na szczęście nie bolało tak bardzo jak osiem lat temu, ale i tak w tej chwili na mojej wishliscie jest pójście samodzielne do łazienki i zrobienie siku.

Bo strasznie trudno jest porzucić własną niezależność. I jak to tylko zrozumiałam, zalalo mnie poczucie winy i stresu. Jak sobie da radę Edwin z dziewczynkami? Wiem, że da radę ale Przecież to dodatkowy wysiłek. I wiem, że pomogą mu nasze mamy i ciocie, a ja jeszcze bardziej doceniam to, że mamy tu swoją wioskę bliskich, ale i tak się martwię. Jak to wpłynie na dziewczynki? Widziałam wczoraj, że Maja była przerażona, gdy mdlalam. Co z pracą? Miałam jechać podżyrować umowę dla przyjaciela. Mieliśmy rezerwację w domku na Słowacji, to miał być nas ostatni wypad w tym roku i moment, w którym miałam się cieszyć jesienią. Miałam przygotować dziewczynkom i ich koleżankom imprezę na Halloween. Wszystko, co miałam zrobić nie zrobię. I tak, jest trudno się z tym pogodzić.

PS. Google miało rację! No, kurde wiecie jak to jest: coś wam jest a wy zaczynacie czytać i widzicie, że śmierć za rogiem? Ja oczywiście też czytałam i 2 miesiące temu Google podpowiedzialo mi, że to może być to, co mam. Poszłam jednak do lekarza pierwszego kontaktu, gdzie wyszła mi anemia i na nią wszystko zwalono. No widać jednak tym razem trzeba bylo nie lekceważyć doktora Google.

11
Dodaj komentarz

avatar
 
11 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
Ponury sierściuchMagdaWeronikaNataszaKasia Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ponury sierściuch
Gość
Ponury sierściuch

Cześć, Sara. Niedawno na was trafiłam i bardzo szybko wasze gadane filmiki zaczęły mi towarzyszyć na zakupach, spacerach czy przy dłużącym się w komunikacji miejskiej powrocie. Ciekawicie mnie, wasz świat i podejście do niego. A co do Twojego zdrowia – mnie też wydawało mi się, że młodość daje immunitet, taką małą niesmiertelnosc. No dopóki oczywiście nie zaromansowałam z jednym szpitalem na łącznie półtorej roku. Wtedy też nauczyłam się lepiej siebie. Dbać i szanować cialo, które mam jedno i którego nigdy nie będę mogła zmienić. Nauczylam się tez o wiele lepiej odczytywać od niego sygnały i nie spuszczać jego krzyków z… Czytaj więcej » / Read more

Magda
Gość

Wszystko, co zagraża życiu jest poważne i na pewno nikt nie powinien powiedzieć, że dramatyzujesz. Wspaniale, że Wasze mamy pomogą przy dziewczynkach, to na pewno duża ulga mieć na kim polegać w tych trudnych chwilach.
Szpitale są strasznie nudne, także przeczuwam, że obejrzałaś już cały Internet 😁
Pozdrawiam i życzę dużo siły i zdrowia 😘

Weronika
Gość
Weronika

Sara, tak ma na imię moja córka – księżniczka. I tak kojarzy mi się każda Sara jaką poznałam. Ambitna ale wrażliwa i baaaardzo analityczna, badająca, łaknąca wiedzy. Znam Cię tylko z internetu ale patrzę na Ciebie oczyma matki. Dumnej matki. Podziwiam Cię za odwagę i spokój z jakim mówisz o rzeczach ważnych. Jestem zła, że życie dało Ci w kość. Ale tego już nie zmienisz. Tak się stało. Teraz trzeba otworzyć nową mapę i odkryć inny kontynent. Taki, o którym wszyscy Ci mówili, że nie istnieje. A on jest i czeka, aż postawisz na nim stopę i zapiszesz się w… Czytaj więcej » / Read more

Natasza
Gość
Natasza

Najpierw myślałam, że Sara pisze…. kolejne opowiadanie.
Trzymaj się dziewczyno, pomyśl ile masz jeszcze artykułów na blogu do napisania i “światusów” do nagrania. O odchowaniu dziewczynek nie wspomnę.
Ogólnie to masz talent. Nie giniesz w nieco dłuższych formach literackich niż cięta riposta na forum.

Kasia
Gość
Kasia

Zator to poważna sprawa rzeczywiście … strach pomyśleć co by było gdyby się to stało w weekend na tej Słowacji… albo gdyby nie było nikogo w pobliżu.. Dzięki Bogu trafiłaś w odpowiednim czasie pod opiekę. Zdrowiej szybko! Masz rację,że człowiek młody się nie spodziewa takich rzeczy.. nie powinno tak być.. Przykro mi bardzo… Ale jesteś młoda i organizm ma wielkie możliwości regeneracji. Życzę Ci jak najszybszego powrotu do zdrowia! Trzymaj się,dbaj o siebie,bo masz dla kogo ;-)) Pozdrawiam serdecznie.

Promyk
Gość
Promyk

Wpis jak grom z jasnego nieba… Ale trzymam bardzo mocno kciuki, żeby to było do wyleczenia i żebyś szybko wróciła do domu, do bliskich – którzy sobie na pewno poradzą, nie obarczaj się dodatkowo. Ściskam!

Tatiana
Gość
Tatiana

Trzymam kciuki, wracaj szybko do zdrowia 🤗

Babsi
Gość
Babsi

Zdrowiej dziewczyno! Trzymam kciuki!

Matka na Szczycie
Gość

Trzymam mocno kciuki, żeby wszystko było dobrze!

Daria
Gość

Ja też w czerwcu dojechalam do szpitala w ciężkim stanie. Miałam.stan pod sepsę po.zaniedbaniu lekarza, ale na szczęście szynka reakcja uratowała mi życie.

Powrotu do zdrowia 🥰

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Hej Saro, jak zazwyczaj przy porannej kawie przeglądam fb i ups! spoglądam na Twój wpis i klikam żeby poczytać więcej. Zazwyczaj nie wiem za bardzo co napisać, powiedzieć ludziom w takich czy innych sytuacjach….. mogę jedynie życzyć Ci szybkiego powrotu do zdrówka i mam nadzieję, że jesteś pod dobrą opieką specjalistów. Ściskam mocno i pozdrawiam 😘

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest