fbpx

Rozwód to nie porażka.

Mamy rok 2019 a w naszej uroczej Polandii wciąż myśli się, że rozwód jest porażką. Jasne, takie sytuacje ograbiają nasze życie z tego romantycznego nimbu, gdy to byliśmy młodzi, zakochani i mieliśmy ze sobą spędzić resztę życia. A do tego przecież dochodziło ślubowanie przed Bogiem w kościele i cała ta pełna sakramentu otoczka. Więc jak to tak? Koniec? Przyznać się publicznie, że popełniliśmy błąd?

W mojej wizji idealnego świata ślub to ceremonia dla dwójki ludzi, którzy wszem i wobec ogłaszają, że od teraz chcą być ze sobą i zrobią wszystko, by ten związek był zgodny, szczęśliwy i trwały. Tak mniej więcej lecą słowa przysięgi w USC, więc nawet tu istnieje scenariusz, w którym po zrobieniu wszystkiego, co w naszej mocy, związek jest jednak nie do odratowania.

Lubimy zapominać, że przez wieki ślub był transakcją: polityczną lub gospodarczą. Ze zdziwieniem patrzymy na inne kultury, gdzie partnera wybierają rodzice. A sami decydujemy się na zakup obrączek, bo wpadliśmy z nieślubną ciążą i co ludzie powiedzą. Albo dlatego, że rodzice naciskają. Albo ze względu na kredyt. Romantycznej miłości często w tym brakuje, chociaż nie jest ona wcale dobrym doradcą. Młodzi świadkowie Jehowy, często ledwie po maturze, lecą do USC związując się z pierwszą osobą, z którą połączyło ich wzajemne zauroczenie. I potem wychodzą kwiatki: że on jednak w domu wcale nie jest taki cierpliwy i wyrozumiały, jaki był na sali w czasie zebrań. A ona to nie chciałaby realizować się tylko jako pani domu, która gotuje obiadki, piecze ciasta i oczywiście udziela się w służbie. Niestety, nie było możliwości poznać tych cech przed ślubem, bo przecież każdy kontakt sam na sam może zakończyć się niemoralnością!

I tak sobie potem patrzę na małżeństwa z kilkunastoletnim stażem i pary, które ze sobą nie rozmawiają dusząc się w tej zatęchłej atmosferze, ale rozwód? Nieee, rozwód to zuoooo. Lepiej spać w osobnych pokojach i spędzać całe dnie bez siebie – byleby tylko na zebraniu usiąść w tym samym rzędzie, bo „co ludzie powiedzo”.

Patrzę sobie ostatnio na moich teściów, którzy od prawie roku są po rozwodzie. Dorośli ludzie, a dwójka ich dzieci ma już własne rodziny. A na co im to? Och, plotki były w miasteczku gorące i nawet było widać, jak jacyś dalecy znajomi brali czyjąś ze stron i nagle nie poznawali np. mojej teściowej na ulicy. Na szczęście same zainteresowane strony wyciągnęły z tego naukę, jacy potrafią być ludzie a atmosfera znacząco się oczyściła. Rozwód nie powinien być traktowany jak porażka, tylko jako początek czegoś nowego.

Nie tylko moje dziewczynki nie straciły babci lub dziadka. Nie, one zyskały dodatkową osobę, która chętnie z nimi spędzi czas. A sami rozwodnicy – jak bardzo się rozwinęli i to w pozytywnym sensie! Tak jak pisałam na początku: w idealnym scenariuszu znajdujesz tę osobę, z którą jesteś gotowy iść przez życie i pokonywać trudności. Może będziecie czuli potrzebę legalizacji tej relacji, a być może nie. Wciąż jednak wiążemy się z kimś, bo tego się od nas oczekuje, bo pojawiło się dziecko, bo tego wymaga grupa religijna. I kto wie, być może uda nam się wypracować z czasem i wysiłkiem dobre relacje, a może nie. Ico wtedy wpłynie lepiej na dziecko? Ciągle kłócący się rodzice, którzy trwają ze sobą, bo tak trzeba czy para, która umiała dojść do porozumienia i żyje w zgodzie chociaż osobno?

Czasem zastanawiam się jakim cudem my to przetrwaliśmy. Też byłam jedną z tych panien młodych zaraz po maturze. Przez jakiś czas poważnie rozważałam separację, a może nawet rozwód, gdy Edwin oznajmił mi, że już nie ufa organizacji. Potem był kryzys – skoro połączyło nas bycie świadkiem Jehowy, to jaki sens ma nasz związek? A jednak wciąż jesteśmy razem, w czerwcu minie 10 rocznica naszego ślubu i poważnie zastanawiamy się nad odnowieniem przysiąg (których swoją drogą nie praktykuje się u świadków Jehowy). W końcu trochę czasu minęło, część osób wciąż jest z nami, większość naszych gości weselnych zniknęła we mgle ostracyzmu, ale na szczęście przyszli nowi: i wśród nich wciąż jestem gotowa powiedzieć, że mój mąż jest moim ulubionym człowiekiem i wciąż go wybieram.

8
Dodaj komentarz

avatar
 
4 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
AgnieszkaDanteDamianSaraAnna Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka
Gość
Agnieszka

Hi Sara. Myślę, że w Polsce jest dużo utartych stereotypów wg których żyją inni i właściwie zupełnie nie obchodzi mnie to jak żyją inni bo żyje i chcę żyć swoim życiem i nie wg jakiegoś schematu czy to religijnego, czy kulturowego a nawet rodzinnego bo przecież babcie za naszych czasów to……. Więc pytam: I co w związku z tym? Na fb napisałaś też treść z 4 września dotyczącą małżeństwa – wykład ślubny z zebrania swiadków Jehowy z którego wyszłaś. Szacun – bo też miałam sytuacje choć było to bardzo dawno temu kiedy zwyczajnie jako dziecko wstałam i wyszłam z zebrania… Czytaj więcej » / Read more

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Z mojej strony jeszcze taka drobna korekta do wczesniejszej wypowiedzi żeby być dobrze zrozumianą. ….a próba usprawiedliwiania tego “…..na złe” i nie mam tu na myśli choroby czy innych ciężkich sytuacji lecz przemoc – również tą psychiczną, alkoholizm, zdradę bo przecież to “moja wina, że np. po ciąży już nie jestem taka atrakcyjna jak kiedyś i mąż miał prawo…..” itd. bo taka patologia, tkwienie w takiej patologii i szukanie winy w sobie jest wg mnie porażką a przechodzenie wewnętrznych męczarni i nie robienie z tym nic jest również brakiem szacunku dla samego siebie! Pewny rozdział w swoim życiu dobrze jest… Czytaj więcej » / Read more

Dante
Gość

Dorosłe podejście do tematu. Nic nie jest wieczne, nawet związek – jak nie ludzie to rozdzieli go śmierć. A druga osoba powinna mieć szansę rozpocząć nowe szczęśliwe życie.

Damian
Gość
Damian

Pominęłaś pewną kwestię. Owszem, rozwodząc się w wieku średnim jest bardzo duża szansa, że ułożymy sobie życie u boku właściwej osoby, z którą będziemy bardziej szczęśliwi. Porażką jest niestety rozpad rodziny, którą się tworzyło i świadomość, że już jesteśmy za starzy na spłodzenie, rodzenie czy wychowanie kolejnych dzieci. Możemy tworzyć rodzinę z dziećmi partnera, ale w głowie jest poczucie niespełnienia w tej sferze i utratę czegoś ważnego, co już nie wróci…

Piszę to z punktu widzenia kochającego ojca, dla którego najbliższa zawsze była najważniejsza.

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Z perspektywy mężczyzny…. mamy z mężem dwóch znajomych którzy splodzili potomstwo po pięćdziesiątce oczywiście w związkach partnerskich z dużo młodszymi od siebie kobietami , bo w tej sferze to zegar biologiczny kobiety nie pozwala już na rodzenie dzieci. Poza tym nie spotkałam się z żadną kobietą po pięćdziesiątce która w tym wieku chciałaby mieć jeszcze dzieci (i tu czasami też zdarzają się niespodzianki – nawet w takim wieku). Najbardziej irytują mnie sytuacje kiedy kobiety niegdyś w nieszczęśliwych związkach są już po szczęśliwym zakończeniu jakim jest rozwód spotykają się z politowaniem w oczach innych – litość pod tytułem “nie ułożyłaś sobie… Czytaj więcej » / Read more

Anna
Gość
Anna

Bardzo ciekawy wpis Sara. Dzięki. Własnie jestem na etapie separacji i w konsekwencji rozwodu. Oboje z mężem wyszliśmy z sekty, i po prawie półtora roku się posypało. Zaczęło być nudno, nieciekawie, smutno, po prostu brak uczucia. Bolało. Zaczęły się żale. i Stop. Decyzja, że to koniec. Chodzę na terapię i zaczynam widzieć to inaczej. Zaczęłam to akceptować i godzić się patrząc z pozytywnym nastawieniem w przyszłość. Mój obecny jeszcze mąż nie chce podjąć psychoterapii, to już jest jego sprawa. Jesteśmy na etapie poprawnych stosunków, rozstajemy się z klasą. A ja od jakiegoś czasu wstaję, patrzę w lustro i mówię sobie”… Czytaj więcej » / Read more

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest