fbpx

Dzień 7: Dubrownik, czyli z wizytą w Królewskiej Przystani.

Wstaję o 6, szykuję śniadanie i dopiero budzę resztę. Nie lubię jak kręcą mi się zaspane dziewczyny pod nogami, gdy zależy mi na czasie. Po śniadaniu wchodzimy jeszcze na chwilę do piekarni, a Edwin zaczyna szukać parkingu. Niby mamy jakieś 100 km do Dubrownika, ale ceny za parking są zawrotne: w 1 strefie jest to jakieś 1500 kun za dzień (ponad 800 zł). Szukamy czegoś w strefie 3 (130 kun za dzień). Na szczęście jest możliwość wykupienia parkingu na godziny i wszystko fajnie działa z aplikacją mobilną, którą możesz płacić za parking w całej Chorwacji. Wstępnie ustalamy na jaką ulicę chcemy dotrzeć i mamy nadzieję, że będzie tam wolne miejsce dla nas.

Taki poranek!

Im bliżej jesteśmy Dubrownika, tym większy stres mnie ogarnia. Mam sporo oczekiwania w związku z tym miastem i boję się zawodu. Przez chwilę mam ochotę namówić Edwina i resztę na powrót, ale cóż, słowo się rzekło.

W końcu wjeżdżamy do miasta i dobrze, że Edwin prowadzi, bo ja na pewno bym się nie odnalazła w takim warunkach. Na szczęście w miarę sprawnie udaje nam się dotrzeć na wybraną wcześniej ulicę i tak! Jest wolne miejsce dla naszej krowy (czasem tak pieszczotliwie nazywam nasze auto, które niestety nie wciśnie się w każda szparę 😉 ).

Ustalamy, że darujemy sobie mury. Już jest mi gorąco, a w takich warunkach wycieczka na pewno nie będzie przyjemna. Zamiast tego idziemy w kierunku parku miejskiego, w którym kręcono sceny ślubu Joffreya w 4 sezonie. Podobno widoki są niesamowite. Nie są. Za to ja mam już lekki wkurw, bo zdecydowanie źle znoszę 33 C – inaczej to się czuje siedząc pod drzewkiem na plaży, a inaczej przy rozgrzanych murach i betonie. Schodzimy z powrotem (bo trzeba było wejść na górę – klnę pod nosem i chcę wracać do domu) i patrzymy sobie na fort Lovrijenac. Dochodzimy do dworca i co chwilę kontrolnie łapię Maję za rękę – ludziów jak mrówków i wszystkie moje mechanizmy obronne wychodzą na wierzch.

W tym mieście jest dużo schodów. DUŻO. One was zabiją i będziecie chcieli popełnić harakiri za pomocą wózka, który zabraliście.
Widok z parku.
Sam park zdecydowanie taki sobie, ale były żółwie w fontannie.
Zwiedzanie tej twierdzy też odpuszczamy. Nie z dziećmi, nie w taki upał N, nie w takich tłumach. Tylko, że ja już wiem, że zobaczę Peljesac poza sezonem i wtedy na pewno wrócę też tutaj.

Napełniamy butelki wodą ze źródełka (jest pyszna!) i ruszamy w kierunku bramy Pile.

Stare miasto w Dubrowniku to zdecydowanie must-see. Będę jednak z wami szczera: oddech historii czułam wyraźniej w Splicie czy chociażby w Trogirze.

Chodzimy główną uliczką, co jakiś czas wstępując do kościołów, które są naprawdę bardzo ładne. Zastanawiam się, czy tylko mnie panujący tam zapach wydaje się dziwny – może po prostu nie jestem przyzwyczajona. Dzieci wołają o lody. My w sumie też byśmy coś zjedli, bo śniadanie było dziś przed 7. Decydujemy się na miejsce zwane Tawerna Arka, tuż obok schodów, który schodziła Cercei. Po drodze obczajamy ceny w różnych miejsach i są mniej więcej o połowę droższe niż w restauracji Sreser. Oczywiście dotyczy to mięs i ryb, bo na szczęście nasze frytki i grillowane warzywa są droższe tylko o kilka kun. Niestety, to jedyne opcje dla nas z menu. Zamawiamy na deser kawę, lody dla dzieci a dla nas firmowy deser “Arka”, czyli figi, śliwki, rodzynki z lodami i słodkim winem Prosek – bardzo fajne to było i postanawiam potem kupić pół litra tego wina i przywieźć je do Polski. Jest bardzo słodkie, ale idealne właśnie do polania lodów.

Dubrownik
Dubrownik
Ok, te klimatyczne uliczki łapią mnie za serce – w sumie wystarczy zejść z tej głównej ulicy i robi się całkiem fajnie
Och <3
Targ
Tu w menu napisali, że owoce były polane Prosecco ale w wesji chorwackiej było to wino prosek i taki deser właśnie dostaliśmy. Literówki zdarzają się wszędzie 😉
Jednak warzywa bardziej smakowały mi w Sreser, ale za to te oliwki!
Deser. Niepozorny, ale bardzo prosty do zrobienia i naprawdę dobry.

Oczywiście musieliśmy zrobić zdjęcie na schodach Jezuitów w stylu “walk of shame”.

Shame

Cóż wam mogę rzec – do Dubrownika zdecydowanie w chuście! Ja niestety mojej nie wzięłam, ponieważ musiałam zrezygnować z noszena Leosi. Zresztą młoda i tak głównie porusza się na własnych nogach. Tym razem wycieczka była długa, było gorąco i Lea zasnęła w wózku, gdy zaczęliśmy wracać do auta. I wciągaliśmy ją śpiącą po tych schodach. W tym upale. To była zdecydowanie zła decyzja! Chociaż i tak odpuściliśmy sporo miejsc i atrakcji właśnie ze względu na combo w postaci “małe dzieci” + “upał”. Do samochodu w końcu dotarliśmy, ale dosłownie się z nas lało!

Postanawiamy podjechać do Lidla, bo nie mamy go na Peljesac, a i tak trzeba zrobić zakupy. Dyskont jest kawałek za miastem. “Spacer” po klimatyzowanym sklepie przywraca mnie do życia, więc ulegam Edwinowi i zgadzam się na wjazd na wzgórze Srd. Można się tam dostać na pieszo (jest szlak), można wjechać kolejką linową, albo można wjechać samochodem i my tak zrobiliśmy, ale jest to wersja dla doświadczonych kierowców. Dlaczego, zobaczycie w filmiku poniżej. Na górze za to bez problemu zaparkujecie (bez opłat) i jeśli chcecie możecie wejść do restauracji.

Wracając zatrzymujemy się jeszcze w arboretum Trsteno – to miejsce, które “grało” ogrody Królewskiej Przystani. Przy okazji robimy też “deal życia” – wejście kosztuje 50 kun za osobę dorosłą, 30 kun za dziecko. Okazuje się, że mamy przy sobie tylko 150 kun i nie można płacić kartą. Już zastanawiamy się kto ma zostać w aucie, gdy chłopak z arboretum po prostu nas wpuszcza. I dobrze, bo arboretum chociaż bardzo ładne, jest maleńkie. Przejście całości i zrobienie zdjęć zajmuje nam niecałe pół godziny.

2
Dodaj komentarz

avatar
 
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Dietetyk Na WalizkachAgnieszka Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dietetyk Na Walizkach
Gość

Chorwacja jest przepiękna, warto ją zwiedzić!

Agnieszka
Gość
Agnieszka

My starówkę zaliczylismy w poniedziałek. Spacer po murach też był ale z samego rana kiedy nie było jesze mocno upalnie choć i tak gorąco , no i nie było dużego tłoku ; dopiero później ludziów zaczęło przybywać.
Dzisiaj jeszcze raz w planach stare miasto ale już wieczorkiem.
Pozdrowionka jeszcze z Ch❤rwacji.

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest