Takiego męża życzę moim córkom!

Published by Sara on

Moje dziewczyny,

Dzisiaj będzie sentymentalnie, słodko i miło. Jakże mogłoby być inaczej – dzisiaj mija siedem lat od momentu, gdy w koronkowej sukni ecru obiecałam, że uczynię wszystko, aby moje małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. Myślę, że na razie nie idzie nam źle, bo po tych kilku latach wciąż powtarzam, że wyszłabym za mąż za niego jeszcze raz.

Chociaż zawsze jakoś celebrujemy naszą rocznicę, to z biegiem lat podchodzimy do tematu na większym luzie. Swój prezent Edwin otrzymał już w piątek – jak zwykle nie potrafiłam się powstrzymać i znów nie udało mi się sprawić mu niespodzianki! Jako rodzicom dwóch córeczek, też nie w głowie nam romantyczne randki w poniedziałek. Nadrobimy w inny dzień! Za to zawsze w tym okresie myślę sporo na temat małżeństwa.

Pamiętam, że jako świeżo upieczona narzeczona usłyszałam wraz z gratulacjami pewną tezę. Mianowicie, że teraz (tj. przed ślubem) jest najlepszy okres w naszym związku. Potem to już tylko rutyna, rachunki i brudne skarpetki. Sama też skłaniałam się ku takiej wizji, bo przecież mąż i żona to już takie stare, nudne, pryki, prawda? Tymczasem rzeczywistość okazała się zupełnie inna – zgodnie z Edwinem powtarzamy, że po ślubie to dopiero zaczęła się zabawa! Owszem, czasem brak tych motylków i niepewności, ale na dłuższą metę wolimy naszą stabilizację. Im dłużej jestem żoną, tym lepiej dogaduję się ze swoim mężem. Podejrzewam, że za kilka lat nasze umysły złączą się jedno 🙂 A jako mama dwóch córek z pewnym lękiem myślę o tym, że kiedyś opuszczą rodzinne gniazdo i założą własne rodziny. Mam jednak tę nadzieję, że znajdą sobie takich mężczyzn, z którymi będzie im tak dobrze, jak mi z moim własnym. Właściwie, to mogę liczyć nawet na coś więcej niż nadzieję. Dzięki temu, że nasze panienki widzą jakie są nasze relacje, nie zaakceptują by facet traktował je źle, bo po prostu nie będzie to dla nich normalne zjawisko.

Chciałabym, że ich przyszli mężowie stali się dla nich najlepszymi przyjaciółmi. Żeby mogły i chciały powiedzieć im każdą drobnostkę. Bo dopiero wtedy dana rzecz nabiera sensu – gdy mogą ją z nim przedyskutować. Żeby stworzyły takie związki, w których małżonkowie się zwyczajnie lubią. Takie, w których najlepsze wieczory to te spędzone razem.

Chciałabym też, żeby moi przyszli zięciowie rozumieli poczucie niezależności moich córek. Że ich świat nie musi się kręcić wokół mężów. Że mogą wyjść z koleżankami na kawę, albo nawet na drinka. Że jeśli on bardzo chce obejrzeć mecz, a ona chce jechać do swoich rodziców, to też będzie w porządku.

Chciałabym, żeby czuły wsparcie ze strony swoich mężczyzn. Żeby zawsze mogły na nich liczyć. W zdrowiu i w chorobie. Żeby mogły liczyć na opiekę. Nawet jeśliby wiązało się to z pewnymi wyrzeczeniami ze strony mężczyzny – gdy na przykład ich tata był przy mamie przy porodach, chociaż bał się straszliwie i chociaż powiedziałam mu, że nie musi. Nie musiał, ale wiedział, że dzięki niemu byłam silniejsza. I nie tylko przy porodach, ale zawsze kiedy tego potrzebowałam, brał na swoje ramiona znacznie więcej niż powinien byleby się o mnie i o dzieci zatroszczyć.

Chciałabym, żeby trafiły na osoby, które nie tylko będą je wspierać, akceptować i kochać nieważne, co by się działo. Chciałabym, żeby znalazły chłopców, którzy będą je rozśmieszać. Którzy będą okazywać swoją miłość na co dzień, w małych, prawie niewidocznych gestach. Chciałabym, żeby nie tylko uszczęśliwiali moje córki, ale też sprawiali, że stają się lepsze, byli ich podporą i motywacją.

Tak jak ich tata jest dla mnie.

 


Sara

Na co dzień szczęśliwa żona i mama Mai i Lei, które są uczestniczkami wielu wydarzeń z tej strony. Zawodowo spełnia się jako account manager i copywriter. Na swoim blogu uchyla wam rąbka tajemnicy swojego prywatnego życia oraz dzieli się tym co powinno was zainteresować.

Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście
Powiadom o
guest
9 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
9
0
Przejdź do komentarzy i proszę zostaw swój.x