fbpx

Zawieszona w próżni.

39 tydzień ciąży, 8 dni do wyznaczonego terminu porodu. Jednym uchem słyszę “masz jeszcze czas” (bo przecież wiadomo, że moje dziecko na pewno zaliczy się do tych 5% urodzonych w terminie), drugim dochodzą pytania: “to ty jeszcze nie urodziłaś?”. I tak sobie słucham dwóch sprzecznych wypowiedzi, którą stanowią tylko kropkę nad “i” w moim nerwowym stanie.

A obiecałam sobie, że będę czekać cierpliwie. Dałam się jednak zwieść pewnej rzeczy i zapomniałam, że każda ciąża jest inna.

I tak z Mają miałam luz. Jakieś skurcze przepowiadające? Brakstona, co? A w życiu! Poza normalnymi ciążowymi dolegliwościami, nie miałam żadnych  objawów porodu. Po prostu pewnej nocy, po północy, dostałam chodzonego (nawet nie wiedziałam, że mam skurcze). Rano mnie zabrali na porodówkę i w ciągu 1,5 godziny Maja była na świecie. W kartę wpisali mi 6 godzin I fazy porodu, 10 minut II. Nachwalili, jak to sprawnie poszło, jak na pierworódkę. Myślałam więc, że mam jakąś super moc porodową. Głupia byłam.

Przez całą ciążę z Li uświadamiałam sobie, że każda ciąża jest inna. Skurcze przepowiadające zaczęły się gdzieś koło 33 tygodnia. Te znosiłam spokojnie. Kiedy jednak w 36 tygodniu, młodsza córka zafundowała mi noc pełną wrażeń (regularne skurcze: najpierw co 15, potem co 10 minut), byłam pewna, że wkrótce urodzę. Nic jednak z tego nie wynikło, a wybranie się do lekarza następnego dnia nie wykazało żadnych zmian w obrębie szyjki. Takie akcje powtarzały się co kilka dni: skurcze coraz mocniejsze, ale nigdy częściej niż co 10 minut. I tak kręcisz się w środku nocy po domu, mając nadzieję, że coś z tego będzie. Następnego dnia literalnie zdychasz, bo i twoje ciało i psychika jest wykończona. Wtedy mam focha na wszystko, zakrywam głowę kołdrą i się nie odzywam do nikogo. Następnego dnia wraca mi spokój i jakoś potrafię przetrwać dzień z myślą “urodzi się, kiedy się urodzi”. Niestety w nocy znów mam powtórkę z rozrywki.

Poczytałam badania. Tak się dzieje czasem – po prostu organizm się przygotowuje do porodu. Niestety, czasem to trwa nawet kilka tygodni. Ginekolog powiedział mi wyraźnie: jeśli dziecko się rusza, wody nie odeszły, a skurcze nie są częstsze niż co 5 minut – nie ma potrzeby jechać do szpitala. A zresztą wiem, jak to by było w szpitalu. Jak przyjmą, to już tak chętnie nie wypuszczą. Czekałyby mnie więc przemiłe dni spędzone z przypadkowymi kobietami na patologii ciąży – oglądanie całymi dniami powtórek Trudnych Spraw i M jak Miłość gwarantowane. Do tego pół dnia ciekasz z gołym tyłkiem, bo przecież “badanie będzie”, ale kiedy to badanie nastąpi nie wiadomo. W końcu może cię podłączą pod oksytocynę, ale ona i tak raczej nie zadziałała. A tymczasem w domu czeka na ciebie starsze dziecko i mąż, który już i tak ledwo ogarnia cały ten galimatias. Więc szpital – tylko w ostateczności.

Ps. Już nie narzekam. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że ostatnie tygodnie ciąży dłużą się bardziej niż poprzednie osiem miesięcy. Chciałam dziś zmieść podłogę. Ukucnęłam i skończyło się na tym, że mnie mąż musiał z podłogi podnosić. Taka sytuacja.

11
Dodaj komentarz

avatar
 
5 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Obywatelka MatkaSzczypta o MnieAnia AbakercjaMuffin CasePani Miniaturowa Recent comment authors
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Obywatelka Matka
Gość

Są takie dni, kiedy wychodzi się z siebie pod koniec ciąży. Ja miałam nawet dni, kiedy wieczorami po prostu płakałam. Co prawda to nie tylko sama ciąża mi ciążyła, ale fakt, że źle się czuję, muszę dużo leżeć, a wieczorami nie moge nawet z przyjemnością pobyć z dzieckiem i wszystko spadło na eR., ktory czasem tez miał już dość. Nie dość, ze praca, to potem jeszcze wszystko wokół dziecka, które przezywało bunt dwulatka… ale znam to uczucie, że masz już dość ciąży i najchętniej zrobiłabyś wszystko, żeby go jakoś wywołać. Inna rzecz, że kiedy miałam dobry dzień, cieszyłam się, że… Czytaj więcej » / Read more

Muffin Case
Gość

Ja to nawet jak sie lepiej czuje, to nic nie moge zalatwic. Potrzebuje sprawnego umyslu, a tu tak mam zawalony umysl ciaza, ze mi praca nie idzie.

Obywatelka Matka
Gość

Sprawny umysł zawsze udaje mi się uzyskać, kiedy trochę się zmęczę fizycznie. To znaczy nie od razu po wysiłku 🙂 Ale kiedy uda mi się zmęczyć, wraca ochota na pracę umysłową:) A może weź sobie kąpiel (nie za ciepłą) lub prysznic. Odpręż się. Zajmij głowę czymś pochłaniającym ale w przyjemny sposób. Poczytaj, pooglądaj jakiś interesujący serial czy program. A może jakiś dokument, który cię zaciekawi i natchnie do pracy (np. coś, co może byc choćby teoretycznie inspiracją dla Twojej pracy). Kiedy nie miałam już sił do uczenia się (historii na studiach), puszczałam sobie interesujący dokument z mojej epoki i on… Czytaj więcej » / Read more

Szczypta o Mnie
Gość
Szczypta o Mnie

Lulcię urodziłam 8 dni przed planowanym terminem. Już bliżej jak dalej 🙂

Muffin Case
Gość

Wiadomo, ale i tak sie dluzy ?

Ania Abakercja
Gość

też jestem w 39 tygodniu, ale nie dłuży mi się. wręcz przeciwnie. tzn. z jednej strony chciałabym odzyskać już swoje ciało, ale z drugiej mam jeszcze kilka spraw do załatwienia i wolałabym zdążyć przed porodem. modlę się, żeby mały poczekał do 41 tygodnia 😉

Muffin Case
Gość

A to zazdroszcze podejscia 🙂
U mnie juz sil brak wiec czekam na final.

Pani Miniaturowa
Gość

Ileż ja sie wynudziłam na patologii ciąży, ale chociaż koleżanki miały ubaw, że wreszcie trafiłam tam gdzie moje miejsce – patologia 😉 Tam poznałam najfajniejsze koleżanki, ale i najdziwniejsze agentki takie co to wiadomości nie pozwalają włączać “bo pół nocy z nerwów nie będę spać” i inne takie. Eh. Nie powiem Ci trzymaj się, bo wiem, że pragniesz się ekhem przepołowić, więc do dzieła! Młoda wychodź wreszcie 🙂

Muffin Case
Gość

Jakbys chciala zmienic nazwe to zawsze mozesz byc Pani Patologiczna 🙂
Ja wlasnie trafilam na taka maniaczke tv. Od rana do wieczora polsat i jakies powtorki.

Sabina Trzęsiok-Pinna
Gość

Rozumiem Cię doskonale, mi tak samo ostatnie tygodnie niemiłosiernie się dłużyły. A powtórki “Trudnych spraw” chętnie bym pooglądała dla relaksu, chociaż na patologii ciąży to znaleźć bym się nie chciała. Pobyt w szpitalu wspominam miło, bo umieszczono mnie w jednoosobowej sali (nie dlatego, że jakimś vipem jestem, tylko bo nie było miejsc) i muszę przyznać, że to jednak wielka wygoda. Głowa do góry, jeszcze tylko trochę Ci zostało!
P.S. Oby okien Ci się myć nie zachciało ;).

Muffin Case
Gość

Ja lezalam w ciazy z Maja na patalogii i powiem ci, ze nic ciekawego 🙂 lepiej w domu.
To latania z golym tylkiem to z wlasnych doswiadczen.

Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest