#Omniomniom – różne pyszności z Hotelu Fryderyk
Podejrzewam, że przyczyną mojej miłości do hoteli jest..jedzenie. A szczególnie śniadania, bo obiad i kolację spokojnie można zjeść na mieście w trakcie zwiedzania. Oczywiście, nie mamy problemu z przygotowywaniem sobie śniadań. Ba, w czasie wakacji zazwyczaj wynajmujemy domek z kuchnią, gdzie siłą rzeczy czeka nas gotowanie. Dlatego właśnie te kilka dni w roku, kiedy mamy wszystko podane i przygotowane wcześniej jest takie fajne.
Świeże pieczywo, pięknie ułożone wędliny i sery, ugotowane jajka, warzywa. Dla chętnych znajdzie się jajecznica lub parówki. Fani płatków też znajdą coś dla siebie. Kawa, która czeka na ciebie. I najważniejsze – jesteśmy razem i nie śpieszy nam się. W domu też mogę się postarać i zadbać o tak różnorodne śniadanie. Bądźmy jednak szczerzy – kto ma na to czas? Jeśli nawet udaje nam się zjeść razem, to praktycznie zawsze na stole pojawia się jedna rzecz (kanapki, owsianka, jajka w jakieś formie).
A ostatnio udaje się rzadko, najczęściej w weekendy. Maja miała miesięczną przerwę od przedszkola i nie musiała wstawać rano. Ja za to męczę się z ciążową bezsennością i często zasypiam dopiero koło drugiej w nocy. Mąż po 8 wychodzi z domu – śniadanie często robi sobie sam, ewentualnie jak mam siłę, to robię coś dla niego i chwilę gadamy, ale sama jem dopiero z Mają. Dlatego tak miło wspominam czas spędzony w Hotelu Fryderyk. Zresztą, po rozmowach z rodziną i przyjaciółmi widzę, że każdy lubi od czasu do czasu uciec od codzienności i pozwolić sobie na odrobinę wygody w jakimś hotelu.
Kusiło mnie odwiedzenie kilku miejsc w Dusznikach, ale Majkowe choroby skutecznie przytrzymały nas w hotelu. Nic jednak nie szkodzi, bo hotelowa restauracja dała radę! Najbardziej cieszę się, gdy mogę w takich miejscach spróbować czegoś nowego. Jakby nie było, pomidorową na wczorajszym rosole umiem zrobić 😉 A jeszcze jak uda mi się coś podpatrzeć i przenieść do własnej kuchni, to już jest pełny sukces!
A na ostatnim zdjęciu hit! Zupa chrzanowa – nigdy jej nie jadłam i nie oczekiwałam, że będzie taka dobra. Wczoraj zrobiłam własną wersję: w bulionie gotujemy ziemniaki, seler, por – do miękkości i potem miksujemy. Dodajemy starty chrzan (ja starłam cały korzeń, ale chyba już mój chrzan nie miał „mocy”, bo zupa wyszła dość łagodna), śmietanę i ewentualnie doprawiamy solą, pieprzem. Podajemy z jajem, można też dać białą kiełbasę.