fbpx

2014

10 Posts Back Home

Happy Wednesday!

Chytrzy, chytrzy! Zaczynamy Happy Wednesday! Chociaż dzisiejszy poranek powitał nas chorobowo, to cieszę się, że to już ostatnie listopadowe Happy Wednesday! Grudzień zdecydowanie zapowiada się lepiej; zwłaszcza, że zostały rozwiązane pewne nieciekawe sprawy. W sobotę wybrałam się z KoCórką do lasu. W myśl walki z jesienną depresją biegałyśmy po górkach, szukałyśmy zająców i sarenek a potem odwiedziłyśmy Prabcię. Nabyłam dla KoCórki pierwsze puzzle i żebyście słyszeli te piski radości! A jak z pojedynczych elementów zaczął powstawać cały obrazek, to dopiero był szał! Podejrzewam, że puzzle mogą stać się poważną konkurencją dla Lego Duplo. Pozdrowienia dla Niemięsojadki, która poniedziałek umiliła mi…

Happy Wednesday!

Ciężko mi było znaleźć nawet małą chwilę by sklecić dzisiejsze Happy Wednesday! Jednak się udało, chociaż niewątpliwie pomogło mi w tym czerwone, chorwackie – jeśli w przyszłym roku pojedziemy do Chorwacji, to bierzemy ze sobą przyczepkę, puste butelki i korkownicę! <kończę zanim mnie pozwą ( czerwone, chorwackie to nie żadne wino! Toż to tradycyjny sok z winogron.) i zapraszam was na Happy Wednesday!> Bardzo się cieszę, że udało nam się wyrwać na spacer i skorzystać z ostatnich promieni słońca. Teraz co rano wita mnie szarość i mgła a poziom endorfin drastycznie maleje. Proszę, niech najbliższy weekend będzie słoneczny! Znów bezkarnie…

Qltura w październiku.

Wczesne wieczory sprzyjają chowaniu się pod kocem z książką w ręku. Niestety wciąż czekam na jakiś przyjemny weekend za miastem, kiedy będę mogła odpocząć i nadrobić zaległości w lekturze i w filmie. Dlatego też w październikowej qlturze szaleństw nie będzie. Przede wszystkim prawie w ogóle nie oglądałam filmów w zeszłym miesiącu – ciężko znaleźć wieczorem 2 godziny na jakąś nową produkcję. I chociaż planowałam iść na “Bogów” do kina, to niestety musiałam się zadowolić dwiema książkami i serialem. Jeśli mieliśmy wolne 15 minut i ochotę na mnóstwo śmiechu nadrabialiśmy zaległości w “The Big Bang Theory”. Aktualnie jest to jedyny serial…

Happy Wednesday!

Dni lecą mi tak szybko, że dopiero wczoraj tuż przed zaśnięciem przypomniałam sobie o Happy Wednesday! Na szczęście dzisiejsze przedpołudnie przeznaczyłam na wielkie pranie i odgruzowanie mieszkania ze sterty już upranych ubrań więc codziennego biegu na trasie dom-przedszkole-biuro mam chwilę spokoju na zastanowienie się, co fajnego wydarzyło się w minionym tygodniu. I to już się wlicza do Happy Wednesday! Wciąż się cieszę słoneczną pogodą! Ja na prawdę nie garnę się do zimy, śniegu i mrozu – przynajmniej nie w listopadzie. A te piękne, ciepłe, jesienne dni zwiększają poziom moich endorfin całkiem skutecznie. Uśmialiśmy się z KoCórkowej wymówki, gdy chcieliśmy się…

Blogs in October. Blogtober?

Tak sobie pomyślałam, że my blogerzy nie lubimy chwalić. Innych, bo siebie to oczywiście każdy uważa za najlepszego w branży. I to ryzyko: jak podlinkuje tego i tamtego, to do mnie już nie wejdą i co będzie? Bo bloger jest zawsze naj i ma zawsze rację. Co prawda, co parę miesięcy pojawiają się jakieś akcje w stylu: “blogi, które czytam” ale to i tak moim zdaniem za mało. Za to na blogach zagranicznych nie widzę u twórców takiej spiny. Bez problemu polecają fajnych blogerów, bez tej polskiej małostkowości i zazdrości. Za mało chwalimy i postanowiłam to zmienić. Na Muffin Case…

Happy Wednesday!

Im chłodniej i dalej od letnich miesięcy, tym bardziej narzekamy i jesteśmy bardziej podatni na łapanie dołów. Postanowiłam temu przeciwdziałać. Szczególnie dlatego, że zaraz zacznie się mój ulubiony miesiąc, w którym znacząco podnosi się mój współczynnik narzekania. Dlatego ruszam z nowym cyklem – Happy Wednesday! – którego celem jest wyłapywanie miłych chwil z zeszłego tygodnia. I tak od środy, do środy. Specjalnie wybrałam ten dzień, bo jest najbardziej oddalony od weekendu i zazwyczaj właśnie w środy mam najgorszy humor. Koleżanki blogerki zapraszam do akcji a czytelniczki zachęcam do pisania w komentarzach co miłego wydarzyło się wam w minionym tygodniu. Zacznę…

Włoskie klimaty

Gdy wróciliśmy z wakacji, pierwszą rzeczą jaką chciałam zrobić, to jak najszybsze przerobienie zdjęć i wspomnień na wpisy na blogu. Brak czasu i oswajanie się z nową rzeczywistością zawodowo-przedszkolną zrobiły jednak swoje. Teraz myślę, że dobrze się stało. I tak w połowie października, gdy blaknie już myśl o wakacjach a już rodzi się chęć by znowu gdzieś pojechać ( niestety, weekend listopadowy najprawdopodobniej nie wypali w tym roku ), ja otwieram zdjęcia i przypominam sobie promienie słońca na mojej skórze, smak najlepszych lodów na świecie i zapach cudownego espresso. Witajcie we włoskim Trieście! Włochy od dawna były moim marzeniem i…

Wrześniowi ulubieńcy

Nie znalazłam jeszcze powodu by nie lubić września. Nawet jako uczennica z radością czekałam na ten miesiąc: w końcu jakaś zmiana, nowy rok szkolny, zeszyty i książki. Do dziś to właśnie wrzesień jest dla mnie większą motywacją do zmian niż styczeń. W 2014 to rozpoczęcie nowego nieznacznie się przesunęło dzięki naszym wakacjom. Ale co stracone, to nadrabiamy; bardzo intensywnie zresztą.  Od dłuższego czasu kusi mnie obcięcie włosów. Nie podjęłam jeszcze decyzji, bo zawsze wolałam długie – w końcu można się za nimi schować i ukryć nieśmiałość. Jednak fryzura Lily Collins tak kusi…Zwłaszcza, że zaraz zacznie się sezon czapkowy. Co myślicie?…

Tak musiał wyglądać Raj – Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie od początku były naszym must see jeśli chodzi o wyjazd na Chorwację. Przed wyjazdem podziwialiśmy zdjęcia w zbiorach Google i napaliliśmy się na kąpiel w jeziorach – na jakimś blogu znaleźliśmy informację o tym, że można się kąpać. Błąd, nie można ale i tak warto tam jechać. Pierwsze wrażenie: ile tu ludzi! Myśląc o Jeziorach spodziewałam się raczej ciszy i spokoju a nie jednego autobusu za drugim i to w poniedziałek nie w sezonie. Mimo tłumów dostaliśmy swoją porcję podziwiania natury w spokoju chociaż zauważyłam, że dobrze jest nie iść blisko wycieczki. Albo ich przepuście albo wyprzedźcie. Standardowo…

Piękne zdjęcia, poderżnięte gardło i Szczerbatek – wrześniowa qltura

Piszę tego posta leżąc w łóżku, partneruje mi kot a wokół leżą sterty zasmarkanych chusteczek. Podobno najłatwiej zaraża się od dziecka. To by się zgadzało, bo pierwsze poważne przeziębienie KoCórki, które i tak zniosła stosunkowo łatwo, skończyło się upodobnieniem mnie do zombie – przy moim braku odporności, temperatura spada mi do 35 stopni i wlokę się z kąta w kąt ciągnąc za sobą smugę nieapetycznych smarków, apetyczne to mogą być najwyżej skwarki. Ale, ale zostawmy te obrzydliwe tematy i zajmijmy się czymś przyjemniejszym czyli co się czytało, podziwiało i na co poszłam do kina we wrześniu. Może zachwycanie się książką kucharską…

Navigate

Pin It on Pinterest