fbpx

W Bieszczadach byłam dawno temu, krótko i w sumie to nieprawda. Dawno, bo byłam wtedy w ósmym miesiącu w ciąży z Mają, a to zaraz minie 9 lat odkąd moja starsza córka przyszła na świat. Krótko, bo wtedy odwiedzaliśmy uczestników ośrodka pionierskiego – zdaje się, że byliśmy tam od czwartku do niedzieli, z tego cała niedziela była przeznaczona na powrót. Nieprawda, bo chociaż nie pamiętam, gdzie dokładnie był ten ośrodek, to jednak te Bieszczady, które poznałam teraz to, to nie były. A wycieczkę ośrodkową mieliśmy nad Solinę i do Muzeum Przemysłu Naftowego w Bóbrce.

Nadrobiłam więc, to co stracone w 2020 i udaliśmy się pod samiutką granicę z zieloną Ukrainą. Spotkaliśmy żubra, lisa i 3 salamandry. Ślizgałam się na błocie, a potem jadłam pierogi. Oddałam serce bez reszty tej krainie, chociaż płakałam nad swoją słabością na szlaku.

Uwaga techniczna: więcej jednak nagrywaliśmy niż robiliśmy zdjęć, więc ten wpis będzie z czasem uzupełniony o linki do vlogów.

Nocleg w Bieszczadach – Biały Domek w Kalnicy

Na ten domek trafiłam czystym przypadkiem przeglądając znane portale z noclegami. Miejsca, które polecali znajomi były już obłożone albo nie moglibyśmy się w nich zmieścić w 7 osób. Szybko dograłam terminy urlopów i wpłaciłam zaliczkę. Mogliśmy jechać!

Domek znajduje się w wiosce Kalnica, blisko stąd do początku szlaku na Smerek. Działkę podzielone między 3 apartamenty: domek 8-osobowy, 4- osobowy i nasz 6-8 osobowy. Na podwórku do dyspozycji wszystkich był mały plac zabaw oraz każde domostwo miało “swój” grill (do tego duży parasol, stół i krzesła ogrodowe oraz parawan, który pozwalał na utrzymanie prywatności jeśli było takie życzenie – my użyliśmy go by chronić się przed wiatrem).

Uważam, że domek jest idealnym miejscem na 2 rodziny. Na górze znajdują się dwie sypialnie. W każdej jest podwójne łóżko i rozkładana sofa: akurat dla małżeństwa z dwójką małych dzieci. W ostateczności można też spać na rozkładanej kanapie w salonie, ale znajduje się ona we wspólnej przestrzeni więc jest to raczej awaryjna opcja dla nastolatka w rodzinie i jeśli to możliwe wygodniej jest rozlokować się w dwóch pokojach na górze.

Do tego mamy kominek z przygotowanym drewnem, a nawet instrukcją rozpalania. Internet i telewizor, wyposażoną kuchnię, łazienkę i toaletę. Jedyny minus? Brak pralki! Po błocie na szlaku musieliśmy chociaż zaprać spodnie i tu pralka nam bardzo by się przydała (suszka już była w domku).

Namiar na domek: http://www.mojbialydomek.pl/

Propozycje wycieczek w Bieszczady

Opłaty za 1 samochód na parkingu to 18 zł za dzień. Należy też uiścić opłatę za wejście do parku – podobno jest możliwość zrobienia tego online, ale nam zacinała się strona parku lub internet i jednak kupiliśmy bilety w budce przy wejściu.

Z Wielkiej Rawki na Małą Rawkę

Lało tego dnia niemiłosiernie, Leosia została z moją mama i dobrze, bo w moim odczuciu szlak był trudny, ale wiecie – ja to jestem cienki, zdychający Bolek bez kondycji. Generalnie daliśmy radę z Mają, zmoknięci i zmęczeni ale z myślą, że było warto!

Jedno auto zostawiliśmy na parkingu przy punkcie informacyjno-kasowym “Rzeczyca”, drugie czekało na nas na Przełęczy Wyżniańskiej. Jeśli macie taką możliwość, to fajnie jest jechać z ekipą na dwa auta. Odpada łapanie stopa w drodze powrotnej.

Mimo dobrych butów i kijków łatwo się na tym błocie wywalić.

Wpadliśmy też na naleśniki z jagodami w Bacówce pod Małą Rawką. Nie wiem czy były takie dobre, czy my tacy ściorani. Dobrze, że Edwin nagrywał, bo w tamtym momencie nie miałam siły zrobić zdjęcia. Te naleśniki były motywacyjną marchewką Mai do wejścia na szczyt 🙂

Połonina Caryńska

Następnego dnia całą ekipą (czytaj: z Leosią) ruszyliśmy na Połoninę Caryńską z Przełęczy Wyżniańskiej. Było całkiem nieźle i to ja pierwsza zaliczyłam kryzys i nawet popłakałam się na szlaku ze swojej słabości. Jednak nie obyło się bez pomocy Dziadka, który wciągał Leosię na górę, gdy zabrakło jej siły. Na szczycie wszystkim wróciły siły i już mieliśmy radośnie maszerować połoniną do Ustrzyk, gdy zebrały się nad nami chmury, zagrzmiało więc mówiąc bardzo dosłownie po prostu spierdzielaliśmy na dół najbliższym dostępnym zejściem. Bywa.

Burza na szczęście się rozmyła, ale w górach lepiej nie ryzykować.

Było przeskakiwanie przez rzeczkę. Naprawdę fajna przygoda i myślę, że za rok będzie jeszcze łatwiej z Leosią. O ile znowu pogoda nam nie zniszczy planów.
View this post on Instagram

Hobbity w drodze na Górę Przeznaczenia.

A post shared by Sara Andrychiewicz (@sara_pisze) on

Na szczycie. Co ciekawe pogodę sprawdzaliśmy tuż przed wyjściem i to miał być ten jeden dzień bez burzy.

Spacer do wsi Łuh i ruin cerkwi

Wycieczka rekreacyjna, praktycznie po płaskim z naszego domku w Kalnicy. Troszkę ponad 3 km wzdłuż rzeki Wetlinki w miłych okolicznościach przyrody do dawnej wsi Łuh (lub Ług) oraz ruin cerkwi. Można kontynuować wycieczkę i dojść do rezerwatu Sine Wiry, ale to już nam robi sporą odległość.

Filmowy Chreptiów z “Pana Wołodyjowskiego”

Wycieczka nieplanowana. Zawieśliśmy przyjaciela w okolice Lutowisk, skąd miał ruszyć do Chaty Socjologa. Okazało się, że obok jest piękna łąka, która kiedyś “grała” filmową stanicę.

Zagroda Muczne, Torfowiska, koniec drogi na południe i chata Rebrowa

Po tych wszystkich kilometrach zarządziłam road trip 🙂 Przystanek pierwszy – Zagroda pokazowa żubrów w Mucznem. Niestety, lało okropnie, zwierzaki się pochowały. Jedziemy dalej!

Gdy dotarliśmy do Torfowiska Tarnawa zdążyło się już rozpogodzić. Piękne i dzikie miejsce, co najważniejsze – po płaskim 🙂 Weźcie jednak buty na błocko! Spokojnie wystarczy wam godzinka na spacer, tuż przy granicy z Ukrainą.

Jeśli chcecie możecie jechać dalej w stronę parkingu w Bukowcu, gdzie można ruszyć na wycieczkę do źródeł Sanu. Podobno jest to łatwy szlak, ale długi (ponad 10 km w jedną stronę) więc zostawiliśmy go sobie na kiedyś – jak przyjedziemy na weekend bez dzieci.

Wracając udało nam się zobaczyć żubra, który najzwyczajniej w świecie stał sobie przy drodze i żuł trawę. Na koniec zatrzymaliśmy się przy wejściu na punkt widokowy Pichurów, z którego jest ładny widok na Krzemień, Kopę Bukowską oraz Bukowe Berdo a także fragment doliny potoku Roztoki. Nie dla widoków jednak przeszliśmy ten kilometr – po schodkach docieramy do chaty Rebrowa z serialu Wataha. Do kwietnia 2020 był tam jeszcze bunkier, ale go rozebrali.

Widok z punktu widokowego Pichurów
Chata Rebrowa
Powrót do domu

Rezerwat Sine Wiry

Do rezerwatu moglibyśmy urządzić sobie dłuższą wycieczkę kontynuując nasz spacer do wsi Łuh. Postanowiliśmy jednak podjechać z drugiej strony: we wsi Polanki znajdziecie parking skąd możecie ruszyć na szlak bezpośrednio na Sine Wiry (około 2,5 km w jedną stronę). Droga prosta i łatwa do przejścia, rower i wózek z dzieckiem jak najbardziej przejadą. Dla wózków inwalidzkich może być ciężko.

Gdzie jedliśmy w Bieszczadach?

Bieszczady dla wegetarian mogą być trochę monotonne, bo ile razy można jeść pierogi i placki ziemniaczane? Trochę więc sobie gotowaliśmy, a trochę jadaliśmy w lokalach. Pominęłam tu jedno miejsce, do którego poszliśmy na pizzę ale było przeciętnie.

Zajazd pod Caryńską, Ustrzyki Górne 1a, 38-713 Ustrzyki Górne

Dobre zupy: krem z czosnku niedźwiedziego i pomidora (dopytywałam: nie gotują na mięsie). Wzięłam jeszcze pierogi z kaszą i zwykłe ziemniaki z surówką. Miła obsługa, podobał mi się wystrój.

Paweł nie całkiem święty, Smerek 67, 38-608 Wetlina

Polecaliście to miejsce, ale co je mijaliśmy to zderzaliśmy się z długą kolejką czekającą przed wejściem. Ostatecznie udało nam sie tam wejść tuż po otwarciu o 12. I tak, mieliście rację, chociaż byłam już nastawiona negatywnie. Zdecydowanie warto! Jedzenie pyszne, ceny przyzwoite, obsługa symaptyczna, wystrój klimatyczny. Chłopskie jadło będzie mi się śniło po nocach.

Chłopskie jadło bez boczku (ziemniaki, pieczarki, cebulka, jajo, ser, zsiadłe mleko). Foodgasm!
Placki ziemniaczane z sosem grzybowym
Naleśniki Leosi

Góra Smaku, Przysłup 36, 38-607

Po Sinych Wirach miałam ochotę na kawę i słodkie plus byłam ciekawa menu, bo na szyldzie napisali, że mają wege jedzenie. Wzięliśmy sernik i kruche ciasto z rabarbarem, jagodami, truskawkami i kruszonką (uwielbiam!) plus kawę i piwo.
Na obiad nie mieliśmy ochoty, ale mają spoko pizzę (zabrałam dziewczynkom na wynos), z opcji wege były jakieś placuszki z cukinią i zupa z soczewicą, ale widzę, że raczej celują w sezonowe, zmieniające się menu.

I to już jest koniec tych bieszczadzkich wojaży. Wrócę na pewno, bo jestem prosta dziewczyna i w sumie niewiele mi do szczęścia potrzeba. I nawet poobijany tyłek i ubłocone buty w to szczęście się wpisują.


Sara

Na co dzień szczęśliwa żona i mama Mai i Lei, które są uczestniczkami wielu wydarzeń z tej strony. Zawodowo spełnia się jako account manager i copywriter. Na swoim blogu uchyla wam rąbka tajemnicy swojego prywatnego życia oraz dzieli się tym co powinno was zainteresować.

Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

2
0
Przejdź do komentarzy i proszę zostaw swój.x
()
x