fbpx

Hej, tu macica. Przejmuję dowodzenie.

Media społecznościowe skutecznie przykuwają nas do siebie coraz mocniej przypominając nam, co jakiś czas o naszym wspomnieniach. Wstajesz więc sobie pewnego szarego, smogowego poranka i zaspanym okiem patrzysz w telefon, a tam Facebook przypomina ci, że pięć lat temu po imprezie z Baśką postanowiłaś odstawić taniec na rurze na znaku drogowym. Wtedy myślałaś, że zabawnie będzie to wrzucić do sieci. Dziś masz nadzieję, że twój szef tego nie zobaczy. Autorka tego bloga przez większą część swojego życia była raczej grzeczną dziewczynką i nie musi się obawiać wyskakujących niespodziewanie kompromitujących zdjęć lub statusów. Chociaż faktycznie zna kogoś, kto się rzucił na znak drogowy, ale akurat nie po to by na nim tańczyć – była to nieudana próba zrobienia tak zwanej “flagi”.

Tym wstępem zmierzam do tego, że Google ostatnio przypomniało mi pewne zdjęcie, które zrobiliśmy w styczniu 2017. Widzicie je zresztą w wyróżnionym, tytułowym obrazku. Nie wiem czemu obcięłam się wtedy na smutnego grzyba. Widocznie co jakiś czas muszę zrobić coś, czego potem będę żałować. Na zdjęciu trzymam moje drugie dziecię, w tamtym momencie półroczne, nie uciekające i nie zdzierające kolan na chodniku, chociaż i tak wymagające w dalszym ciągu ogromnej uwagi.

Patrząc na ten zbiór pikseli siłą rzeczy przypomniałam sobie jak pachnie dziecięca główka. A tu musicie wiedzieć, że dzieci pachną cudnie. No, chyba że są obsrane po pachy, wtedy śmierdzą straszliwie, ale poza tym – mają wspaniałą woń. Cudownie pachną ich małe stópki z miniaturowymi paluszkami, cudownie pachną plecki i brzuszek. A już najlepiej to pachnie główka niemowlaka lub małego dziecka. Technicznie to pewnie mieszanka zapachów, na które składa się woń mleka, pudru lub oliwki, delikatnego płynu do mycia i szamponu oraz tego niewinnego ciałka, nieskalanego jeszcze trudem pracy i potem. Metaforycznie główka dziecka pachnie jak wszystko co dobre, jak niewinność, spokój i szczęście. Pewnie tak właśnie pachną jednorożce, chociaż podejrzewam, że jest też w ich zapach u nutka play-doh. Bierzesz wdech i jakbyś właśnie zajarał marihuanen – ale takiej leczniczej, relaksującej. No, najlepszy towar na świecie!

Kilka dni temu trzymałam moje dziecię na kolanach i jakoś tak niespodziewanie postanowiłam powąchać jej główkę. Szok. Zdrada. Niedowierzanie. Gdzie się podział mój narkotyk? Gdzie zapach mojego maluszka? Sprawdziłam szybko stopy – uf, nadal nie śmierdzą, ale co z główką? Czyżbym już nie była mamą małego dziecka?

Bo widzicie, moja druga córka latem skończy 3 latka i najprawdopodobniej pójdzie do przedszkola, w którym to nauczy się piosenek o krasnoludkach i muchomorkach oraz naprodukuje setki kolorowych laurek. A mnie dotknął syndrom odstawienia. Moja macica, do tej pory uspokojona, że przecież nie tak dawno wyrzuciła z siebie nowego człowieka i po raz kolejny odwaliła dobrą robotę, otworzyła czujnie jedno oko. Oj, zdałoby ci się mieć dzidziusia nowego, czas najwyższy, rozkładaj tu nogi, ino raz!

Macica jednak pojęcia nie ma, że mój mózg nie uwzględni jej prośby. Ona, biedna i nieświadoma realiów życia, nie rozumie, że przy trzecim dziecku to już zdecydowanie przydałoby się większe mieszkanie. Nie łapie, że mam pełno roboty związanej z rozwojem firmy i jej stabilizacją na rynku. Nie dostrzega, że poza wyrzuceniem z siebie noworodka, potem trzeba się nim zajmować. Właściwie przez pierwsze kilka miesięcy jest się uziemionym. I jasne, inaczej się na to patrzy, gdy się jest w ciąży lub gdy na oksytocynowym haju trzymasz swojego wyczekiwanego dziecko w ramionach. Co innego jednak, gdy twoje najmłodsze jest już całkiem samodzielne, psotliwe, ale ogarnięte, a ty zaczynasz znów funkcjonować jako odrębna jednostka.

Been there, done there. To samo miałam ze pierwszą córką, gdy ta weszła w ten wiek. Żal za maleństwem i przerażenie nieuchronnie upływającym czasem. Wystarczy zacisnąć zęby, powiedzieć pani macicy, że nie ma opcji, a ona znów grzecznie zapadnie w sen. Serio, śpi tak głęboko, że potem trzeba nią porządnie potrząsnąć, żeby zdecydować się na kolejnego potomka.

A już tak poważniej, to po prostu człowiekowi żal pewnego etapu. Tego, że dziecko dorasta i pewien rozdział życia trzeba ostatecznie zakończyć. Już raczej nie będę mamą niemowlaka. Pojawia się lekki smutek, bo to jednak był bardzo przyjemny czas. Intensywny, męczący ale cudowny. Zwłaszcza będzie mi brakowała tego spokoju związanego, z tym że wie się, co trzeba zrobić. Bo niemowlę i małe dziecko jest stosunkowe łatwe w obsłudze, przynajmniej takie było dla nas: cyc, wspólne spanie, noszenie i dziecię szczęśliwe. Trochę szkoda, że to se ne vrati.

Ps. Potrzebowałam napisać coś lekkiego a przypominajka od Googla mnie zainspirowała. Dla plotkarzy: ani w ciąży nie jestem, ani nie zamierzam być. Powstrzymajcie swoje zapędy.

Dodaj komentarz

avatar
 
  Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście  
Powiadom o
Navigate

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

Pin It on Pinterest