fbpx

Prawie co sobotę wybieram się do biblioteki. Zazwyczaj w jakiś sposób pokazuję to na swoim Instagramie. Czasem się chwalę tym, co udało mi się wypożyczyć. Czasem wrzucam po prostu zdjęcie kawy i książek, bo jak wiadomo kawy i książki są tylko odrobinę mniej fotogeniczne od szczeniaczków i małych dzieci. Szczeniaczków nie mam, a moje dzieci coraz większe i raczej staram się nie wykorzystywać nadmiernie ich wizerunku.

I tym sposobem prawie w każdą sobotę dostaję wiadomość w stylu:

Fajnie, że pokazujesz, że chodzisz do biblioteki.

No fajnie, przyznaję, bo lubię to bardzo odkąd skończyłam jakieś 9 lat i zapisałam się do naszego miejskiego przybytku, który wtedy jeszcze miał siedzibę w starej synagodze. Samo chodzenie do biblioteki i wypożyczanie książek wydawało mi się dość oczywistą opcją, której nie trzeba reklamować. Okazuje się, że jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę z zalet tego miejsca, więc je wam pokrócce przybliżę.

Biblioteka jest ekologiczna

Książkę, którą kupisz do domu przeczytą w najlepszym wypadku tylko ty i twoi domownicy, być może przyjaciółka ( o ile praktykujesz pożyczanie, bo z książkami to często bywa tak, że “pożyczenie” w praktyce oznacza oddanie na własność). Nie trafiłam na oficjalne statystyki dotyczące tego, ile osób skorzysta z tej samej książki w ciągu roku, ale przeprowadźmy małą symulację. Załóżmy, że nasz przeciętny czytelnik czyta jedną książkę na miesiąc i w styczniu wypożyczył sobie popularne “365 dni” Blanki Lipińskiej (zrobiłam podejście, ale wytrwałam tylko pierwsze kilkanaście stron). Książka wraca do biblioteki w lutym i trafia do kolejnego czytelnika. Załóżmy więc, że dzięki tej instytucji z jednego egzemplarza książki korzysta 12 osób w roku. W praktyce zakładam, że tych osób będzie więcej, bo do biblioteki raczej chodzą zapaleni czytelnicy pochłaniający książki w znacznie większej liczbie.

W naszej bibliotece są też dostępne do wypożyczenia audiobooki, a po zarejstrowaniu karty można też korzystać z ebooków.

Biblioteka jest ekonomiczna

Ja wiem, że książki w domu są pewnego rodzaju dekoracją. Wiem, bo sama pochodzę z domu, w którym było pełno książek i wciąż kupuję nowe egzemplarze (chociaż wprowadziłam sobie pewne ograniczenia w tej kwestii). Średnio w miesiącu czytam 6 książek. Gdybym każdą z nich miała kupić, to uzbierałaby się całkiem ładna sumka. A przecież nie każda z tych książek okazuje się warta mojej uwagi. Niektóre za to są całkiem sympatyczne, ale wielkiej miłości z tego nie będzie i prawdopodobnie próbowałabym odsprzedać taką książkę w internecie. Dlatego aktualnie raczej nie kupuję powieści. Są to przygody na jedną noc, a skoro tak, to biblioteka jest dla mnie idealnym rozwiązaniem. Wyjątki robię dla ukochanych powieści, do których wracam – teraz kompletuję powoli Pottera, marzą mi się też wszystkie powieści Austen. Plus rzeczy związane z moimi fandomami, ale trudno tu szukać u mnie obiektywizmu.

Założenie karty bibliotecznej to koszt zaledwie kilku złotych na rok. Nie marudź więc, że cię nie stać na książki, tylko idź do biblioteki.

Biblioteki są klimatyczne

Dawno, dawno temu szukałam książek do wypożyczenia w starym systemie SOWA. Odkąd jednak w naszej bibliotece można chodzić między regałami…Ach! Zagłębiam się pomiędzy nie, nie szukam niczego konkretnego. Patrzę, a tu ktoś nie schował książki na miejsce, leży taka sama na małej półeczce i czeka aż ją bibliotekarka odniesie na miejsce. Oglądam, czytam tytuł i już jest moja.

Biblioteki są towarzyskie

Musicie tu wiedzieć, że ten wpis jest dość mocno związany z naszą miejską biblioteką, więc zakładam, że może akurat w waszym miasteczku macie nieprzyjemną bibliotekę, śmierdzącą stęchlizną i z wredną bibliotekarką (niemożliwe – osoby pracujące przy książkach, to osoby pełne pasji i ciekawości do świata). Jednak coraz więcej miast posiada nowoczesne przybytki. Takie, w których gdzieś blisko jest kawiarnia. Takie, w którym organizuje się wystawy, spotkania autorskie i odczyty. W moim mieście ostatnio zrobionio wieczór planszówek! A jaka piękna jest Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie! Jestem tym typem dziewczyny, którą spokojnie na pierwszą randkę można zabrać do biblioteki. Daj książki, potem nakarm i jestem twoja 🙂 Jeśli szukasz właśnie takiej dziewczyny, to podsyłam ci darmowy i niezawodny pomysł na randki.


Sara

Na co dzień szczęśliwa żona i mama Mai i Lei, które są uczestniczkami wielu wydarzeń z tej strony. Zawodowo spełnia się jako account manager i copywriter. Na swoim blogu uchyla wam rąbka tajemnicy swojego prywatnego życia oraz dzieli się tym co powinno was zainteresować.

Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście
Powiadom o
guest
11 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

11
0
Przejdź do komentarzy i proszę zostaw swój.x
()
x