fbpx

Długo zastanawiałam się jaki dać tytuł temu wpisowi. Nie chciałam go na siłę pozycjonować wśród rodziców szukających porad psychologocznich, bo zwyczajnie nie mam w temacie kompetencji. Powinnam też jakoś zaznaczyć, że to jest nasza historia i nie mam gotowej recepty na każde dziecko. Ba, nawet na swoją dwójkę takiej nie mam! I gdy czasem gdzieś wspomniałam, że mamy umówioną wizytę u psychologa, to właśnie pytanie “po co” padało najczęściej.

Tak się jakoś przyjęło, że zdrowie emocjonalne to wciąż w naszym kraju temat tabu. Nie boimy się narzekać i mówić o tym, jak to nas męczy sezonowa depresja. Jednak zrobienie czegoś z naszym stanem i pójście do specjalisty, często przekracza nasze możliwości. I nie pastwię się tu tylko nad moimi rodakami. Sama od wielu miesięcy wybieram się na terapię, ale póki co zawsze jakiś drobiazg spycha moje plany na margines. Odważyłam się iść do psychiatry, zdiagnozowano u mnie depresję i w pewien sposób muszę żyć z przypisaną mi łatką osoby chorej. Może właśnie tych społecznych etykiet tak bardzo się boimy? Z doświadczenia jednak widzę, że diagnoza raczej pomaga. Nikt mnie nie wytyka palcami, a przynajmniej nie z powodu mojej choroby. Inną sprawą jest to, że niektórzy mówią o mnie, jak to jestem najgorszym człowiekiem w mieście ?

Trudno jednak się sprzeciwić społecznej pogardzie. Mówisz, że idziesz z synem do specjalisty, a dziadek wychowany w innych warunkach krzyczy, że dzieciakowi się w dupie przewraca. Za jego czasów to lało się młodych i nikt nie marudzi, że mu w szkole dokuczają. A jakby wojna znowu przyszła to co? Teraz ludzie nie mają problemów to je sobie wymyślają.

Cóż, mnie też argument o tym, że inni mają gorzej długo powstrzymał przed wizytą. Uświadomiłam sobie jednak, że wcale nie wymyslam sobie problemów. Ludzie, którzy żyli w czasie wojny i w latach późniejszych mieli zupełnie inne potrzeby. Przede wszystkim chcieli przeżyć. Kwestie dotyczące jedzenia czy chociażby ubioru też nie były łatwe do zaspokojenia aż do lat 80. Teraz Malo kto żyje w skrajnej biedzie, więc mamy czas by zapakajać inne potrzeby np. samorealizacji. Niech więc te mądrale pozbęda się swoich smartfonów, telewizorów i tego wszystkiego, co zapewnia im dzisiaj wygodne i dostatnie życie i dopiero wypowiadają się, że dziecka nie umiesz wychować.

Dlaczego poszłam z córką do psychologa

Od jakiegoś czasu zauważyliśmy, że Maja reaguje bardzo emocjonalnie na pewne sprawy. Była też gotowa ustępować dzieciom z podwórka, nawet o wiele młodszym, byleby tylko ją lubili i się z nią bawili. Początek szkoły przyniósł nam małą scysję pod względem religijnym, a biorąc pod uwagę naszą historię postanowiłam skonsultować się ze specjalistą.

Naszą historię czyli zdiagnozowane depresję po stronie mojej i Edwina rodziny. Do tego cała ta sytuacja z odejściem od Świadków Jehowy. Niby Maja nie przeżywała tego jakoś szczególnie. Cieszyła się z urodzin koleżanek, na które poszła i ze świąt, ale wciąż tkwiła i twki w niej tęsknota za niektórymi ludźmi.

Jednocześnie nie chciałam być tą mamą, która diagnozuje wszystko przy pomocy Google. Musimy zrozumieć, że powinniśmy szanować nasze emocje tak jak szanujemy nasze ciało. Doświadczony rodzic nie biegnie na izbę przyjęć z zakatarzonym dzieckiem. Wie za to, kiedy trzeba pilnie wezwać domową wizytę.

Mogłam więc oczywiście wpisywać różne rzeczy w wyszukiwarkę i wymyślać Mai różne schorzenie. Mogłam też zobaczyć, co powie wykwalifikowana i doświadczona w temacie osoba.

Tu muszę wam przekazać ciekawą rzecz, jaką powiedział mi psycholog. Dzieci są tak wpatrzone w rodziców, że często podświadomie dostosowują się do ich słów. O co chodzi? Mama plotkuje z koleżanką, że jej syn jest niegrzeczny. Dziecko słyszy to i utrzymuje swoje zachowanie, bo rozumie, że właśnie tak postrzega go mama. Inna sytuacja: na rodzinnym obiedzie rodzice mówią, że ich córka to jest taka nieśmiała, bojąca i na pewno nie poradzi sobie na wycieczce szkolnej. Dziewczyna zaczyna właśnie tak patrzeć na siebie i faktycznie w dniu wycieczki wychowawczyni dzwoni do rodziców, że jest problem z dzieckiem.

Jak wyglądała wizyta

Na początek Maja zostala poproszona o narysowanie naszej rodziny, gdy ja rozmawiałam z psychologiem. Zapytano mnie, co nas sprowadza. Kiedy zauważyłam problem. Jakie są mocne i słabe strony dziecka. Czy były jakieś problemy w ciąży lub przy porodzie. Czy były jakieś traumatyczne przeżycia. Czego oczekuję od psychologa.

Potem wyszłam na korytarz, a Maja bawiła się piłka z psychologiem. Chyba była zadowolona, bo słyszałam jak biegała i się śmiała. Później powiedziała, że rozmawiała o emocjach i o tym, co ją denerwuje.

Nastepnie znów ja wróciłam do gabinetu, a Maja wyszła razem z tatą. Ta wizyta bardzo mnie uspokoiła, bo dowiedziałam się, że mam zdrowe i bardzo dobrze rozwinięte pod względem emocjonalnym dziecko. Uspokoiłam się jako rodzic i dostałam też praktyczne wskazówki. Okazuje się, że nasze wyjście z sekty także wpłynęło na Maję. W końcu aktywnie wtlaczaliśmy w nią ten światopogląd od początku jej istnienia – specjalnie słuchałam swiadkowskich pieśni już będąc w ciąży. Córka nie rozumie dlaczego niektórzy odrzucili także ją.

W pewien sposób mam teraz więcej zrozumienia dla dorosłych świadków. Moze nawet jestem dla nich za ostra? Dziecko, które zna ten system wierzeń od jakiś 6 lat, ma problemy, a co dopiero mówić o kimś, kto w tym spędzić kilkadziesiąt lat. Nie mogę oczekiwać, że przyjaciele czy rodzina nie poddadza się naukom i nawykom, które w nich tak skutecznie wpajone. Trudne to i smutne, ale chyba wreszcie muszę to zaakceptować i pogodzić się z tym, że  niektórymi osobami nie będziemy mieli już kontaktu. Najbardziej szkoda w tym wszystkim właśnie Mai, która pewne rzeczy pamięta ale nie rozumie.

Podsumowując, jeśli jakieś zachowanie twojego dziecka cię niepokoi, nie bój się iść z nim na wizytę. Psycholog to nic strasznego, a już na pewno nie powinniśmy się wstydzic tego, że coś nas meczy. Dzięki trzymaniu ręki na pulsie możemy w prosty sposób pomóc dzieciom pracować nad ich emocjami czy przełamywac negatywne wzorce. W dzisiejszych czasach łatwo jest znaleźć pomoc. Skorzystajmy z niej i zamiast się zamartwiac znów cieszmy się byciem rodzicem.

Ps. Wpis pisałam z telefonu. Wybaczcie ewentualne literówki.


Sara

Na co dzień szczęśliwa żona i mama Mai i Lei, które są uczestniczkami wielu wydarzeń z tej strony. Zawodowo spełnia się jako account manager i copywriter. Na swoim blogu uchyla wam rąbka tajemnicy swojego prywatnego życia oraz dzieli się tym co powinno was zainteresować.

Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście
Powiadom o
guest
8 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments

Czy możesz zanim opuścisz tę stronę zapisać się do naszego newslettera?

To nic nie kosztuje a pierwszy będziesz otrzymywał informacje o nowych wpisach i recenzjach!

You have Successfully Subscribed!

8
0
Przejdź do komentarzy i proszę zostaw swój.x
()
x