#Były Świadkami Jehowy: Mój ojciec wyzywał mnie od dzi*wek. Historia Marty.

Published by Sara on

Nie rozumiałam i do tej pory nie do końca rozumiem, dlaczego moja historia o odejściu od świadków zyskała taki rozgłos. Pamiętam, że czytałam niekończące się wiadomości od czytelniczek, które opisywały mi swoje przeżycia i płakałam uświadamiając sobie jak trudne miały życie.

Już wtedy Edwin mówił mi, że o ile dziewczyny pozwolą, te historie powinny pójść dalej. Dzisiaj publikuję pierwszą z nich. Pamiętajcie: nie wiecie może jak wygląda Marta, ani gdzie mieszka, ale miejcie w głowie to, że ona po raz pierwszy dzieli się tym, co męczyło ją przez długie lata. Pamiętam jaką sama poczułam ulgę, gdy po raz pierwszy opowiedziałam swoje przeżycia przyjaciółce. Zazwyczaj puszczam wszystkie komentarze, bo chcę pokazać, jakie zagrywki stosuje druga strona. Jeśli chodzi o ten wpis to zero tolerancji dla obrażania dziewczyny, która zgodziła się ze mną porozmawiać. Ostrzegłam.

Jak zostałaś świadkiem Jehowy?

Nie miałam wyboru. Niby świadkowie twierdzą, że to decyzja świadoma – w końcu nie chrzci się niemowląt i ma to być samodzielna decyzja. Nikt jednak nie mówi o tym, że dzieci świadków Jehowy mają wyprany od urodzenia mózg i w zasadzie nie widzą innej drogi życiowej.

Ja się urodziłam w rodzinie świadków. Mój ojciec był nim od swojego urodzenia. Mama została Świadkiem mając 18 lat. Szybko poznała tatę i zaraz wyszła za niego za mąż. To był ciężki i trudny związek z wieloma wylanymi łzami z jej strony…

Od wczesnego dzieciństwa towarzyszył mi paniczny lęk przed Armagedonem. Gdy byłam nastolatką prosiłam co noc Boga w modlitwie, aby jeszcze nie nastał ten dzień, bo nie jestem do tego gotowa. Bo chciałam jeszcze żyć! Uważałam, że zginę w Armagedonie, bo przecież nie byłam idealna. Miałam przyjaciółkę w świecie (czyli nie była świadkiem). Ciągle słyszałam, że powinnam przestać się z nią zadawać i znaleźć lepsze towarzystwo. Dla mnie ona była dobrym towarzystwem…

Uwielbiałam taniec. Kiedyś uprosiłam mamę, żeby mnie puściła na zabawę szkolną. Pamiętam, że byłam tam tylko chwilę i chyba nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Niestety, to było jednorazowe wydarzenie, przynajmniej dopóki nie skończyłam 20 lat, czyli dopóki mieszkałam z rodzicami w domu.

Gdy inne dzieci miały urodziny, nie śpiewałam „Sto lat”, ale wbrew zasadom odważyłam się brać cukierki. Po cichu marzyłam o swoich własnych urodzinach, których nie miałam nigdy. Żadnych prezentów, żadnych świąt, zabaw, przyjemności z życia. Za to ciągły strach, obowiązek bycia lepszych świadkiem i ogromna samotność.

Mój ojciec był alkoholikiem i nie mam pojęcia, co robi w zborze. Znęcał się nad nami psychicznie i fizycznie. Ciągle wykluczany i przyłączany do organizacji na nowo. Kiedyś musieliśmy uciec z domu, tak było z nim źle. Na cały zbór pomogła nam tylko jedna rodzina. Mogliśmy się u nich schronić na jakiś czas. Niestety, mama nie miała wystarczająco dużo siły w sobie i wróciliśmy do ojca. W końcu wielokrotnie groził, że ją zabiję, jeśli odejdzie…

Nie usłyszałam w życiu zbyt wiele razy „kocham cię”, praktycznie ich nie pamiętam. Przecież to miała być religia oparta na miłości?

Gdy miałam 11 lat przyszli do mnie bracia starsi na rozmowę. Co ja takiego złego zrobiłam? Byłam tylko dzieckiem. Usiadło 3 dorosłych mężczyzn i spytali mnie, czy wiem dlaczego tu jestem. Nie miałam pojęcia. Chodziło o to, że ubrałam kiedyś na zebranie za krótką ich zdaniem spódniczkę. Zgorszyłam tym braci. Przypomniano mi historię Diny, która wyszła popatrzeć na inne kobiety, a potem porwał ją Sychem i zgwałcił. Do dziś zastanawiam się, co chcieli tym przekazać jedenastoletniej dziewczynce?

Co sprawiło, że odeszłaś?

Odchodziłam pomału. Właściwie ten proces wciąż trwa. Mój umysł wciąż się uwalnia. Jako młoda dziewczyna miałam wiele pytań, na które nie było odpowiedzi. Mama mówiła, że my, zwykli ludzie nie jesteśmy w stanie wszystkiego zrozumieć. My tylko musimy wierzyć aby przeżyć Armagedon, ale mi to nie wystarczyło. Mimo to wzięłam chrzest w wieku 16 lat. Uznałam to za swój obowiązek, w końcu jaki inny wybór miałam?

Gdy miałam 18 lat poznałam chłopaka, też był świadkiem. Wyszłam za mąż mając 20 lat nie mając pojęcia o życiu. Marzyłam jednak by wyprowadzić się w domu. I właściwie ten mój związek miał duże znaczenie przy odchodzeniu. Krótko mówiąc doszło do seksu przed ślubem. Miałam ogromne wyrzuty sumienia. Moja mama to zauważyła i wezwała starszych na rozmowę. Znów to samo: 3 mężczyzn i ja przerażona. Przyznałam się. Jeden z nich powiedział, że muszę wyjść za tego chłopaka, czy mi się to podoba czy nie. Drugi, że mam to przemyśleć. Trzeci milczał. Miałam się zgłosić za tydzień na komitet sądowniczy. Byłam przekonana, że mnie wykluczą, że wszyscy się ode mnie odwrócą, nawet mama. Miałam 19 lat i myśli samobójcze.

Na komitecie byli już inni starsi. Czekali na mnie z kamiennymi twarzami. Pytali o wszystko. Ile razy uprawiałam seks. W jakich miejscach. Czy mi się podobało. Nie chciałam im o tym mówić, czułam się okropnie.

Po wszystkim kazali mi wyjść aby mogli ustalić decyzję.

Ostatecznie zostałam ograniczona. Nie byłam wykluczona, ale nie mogłam np. zabierać głosu na zebraniach i zaprzestać kontaktów z narzeczonych aż do ślubu. Mogliśmy widywać się tylko w obecności innych dorosłych.

Czułam ulgę, że mnie nie wykluczyli chociaż zdziwiła mnie ich decyzja. Przecież zgrzeszyłam tak bardzo. Mój narzeczony też został ograniczony – był w innym zborze i po sześciu miesiącach zdjęli mu ograniczenie. U mnie minął rok, potem drugi. Zaczęłam się zastanawiać: czy zgrzeszyłam bardziej niż on? W końcu zdobyłam się na odwagę i zapytałam czy można już zdjąć ze mnie ograniczenie. Co mi odpowiedzieli? Że o mnie zapomnieli i zaraz to załatwią! Tak dla mnie ważna rzecz, a oni po prostu zapomnieli…

Przed ślubem też nie było łatwo. Inni młodzi robili sobie wieczory panieńskie i kawalerskie. Ja siedziałam sama w domu. Nie miałam przyjaciół w zborze, a poza nimi z kim miałam się spotkać? Dzień przed ślubem mój tata się spił. Dowiedział się, że spałam z narzeczonym i zaczął wyzywać mnie od dziwek. Powiedział, że na ślub nie przyjdzie, że nie jestem jego córką…Nie mogłam spać tej nocy.

Po ślubie poczułam ogromne szczęście i zaczęłam się uwalniać. Niewątpliwie pomógł mi w tym mój mąż, bo to on pierwszy odszedł. Zaczął żyć własnym życiem i otworzył mi oczy na oszustwa organizacji. Jeszcze przez jakiś czas sama chodziłam na zebrania, mimo to już prawie nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Zaczęliśmy więc szukać znajomych poza zborem. Dzięki temu dostrzegłam różnicę między świadkami a ludźmi spoza organizacji.

W ciąży, jeszcze w zborze, zaczęłam szukać i sprawdzać jak to jest z tą prawdą. Dopiero rok temu nie poszłam na Pamiątkę, najważniejsze święto świadków Jehowy. I wtedy poczułam prawdziwą wolność.

Jak się czułaś jako kobieta będąc w organizacji?

Kobieta w tej organizacji nie ma prawie nic do powiedzenia. Mąż może jej nawet nakazywać jak ma się ubrać. Poza możliwością głoszenia, może jeszcze sprzątać na sali. Zdecydowanie czułam, że nie mam wartości jako człowiek.

Dziś prowadzę własny biznes, mam dobre relacje z mężem, dziecko i wielu wspaniałych znajomych. Czuję, że żyje i jestem szczęśliwa, a od mojego odejścia minęło już prawie 13 lat. Nigdy tego nie żałowałam. Mam nadzieję, że moja historia pomoże innym. Dziś opowiedziałam ją pierwszy raz.

 

Dziękuję Marcie za to, że zdecydowała się opisać swoje przeżycia. Jeśli też chcesz podzielić się swoją historią, skontaktuj się ze mną.


Sara

Na co dzień szczęśliwa żona i mama Mai i Lei, które są uczestniczkami wielu wydarzeń z tej strony. Zawodowo spełnia się jako account manager i copywriter. Na swoim blogu uchyla wam rąbka tajemnicy swojego prywatnego życia oraz dzieli się tym co powinno was zainteresować.

Otrzymuj powiadomienia o komentarzach w tym poście
Powiadom o
guest
14 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
14
0
Przejdź do komentarzy i proszę zostaw swój.x