fbpx

Kulinarnie

Zwyczajna niedziela na Piotrkowskiej

Tej nocy padał deszcz. Lało też o poranku, ale leżenie w ciepłym łóżku, to chyba jedna z przyjemniejszych rzeczy, gdy za oknem deszcz i nie trzeba się nigdzie śpieszyć. Można się jeszcze troszkę poprzeciągać, poprzytulać. Przyjdą dzieci, wpakują się pod kołdrę i włączą bajkę Disneya na HBO GO. Potem można zjeść na śniadanie omlet z pomidorkami koktajlowymi, napić się gorącej herbaty i jest dobrze. Pewnie mogłabym spędzić cały dzień radośnie nic nie robiąc, przykryta kocem i z książką w ręku (latem jakoś trudniej zebrać się do czytania), ale mieliśmy plany. I właśnie dlatego w samo południe niemalże wylądowaliśmy na Piotrkowskiej…

#wegewtorek Nie tylko imprezowy bezmięsny gyros

Czy pamiętacie, jak się zdobywało nowe przepisy zanim korzystanie z Interentu stało się w naszym kraju powszechne? Wiecie, te czasy, gdy chadzaliśmy jeszcze do kafejek internetowych a blogi dopiero gdzieś tam raczkowały i wychodziły z wirtualnej macicy na świat. No, to ja wam powiem jak było u nas. Ciocia albo znajoma wynajdowała jakiś przepis w gazecie. Może to była “Pani Domu”, może “Tina”, może “Poradnik Domowy”. Robiła sałatkę, ciasto lub coś innego, a że było dobre, to podawała je również na najbliższym spotkaniu. Oczywiście, wszyscy się zachwycali, następowało przepisywanie przepisu i tak powoli całe miasto poznawało smak zupy bogracz czy…

Sportowy piątek. Burgery z czarnej fasoli.

Do top 3 moich ulubionych rozrywek na pewno nie zaliczyłabym oglądania transmisji z wydarzeń sportowych. Kurowa ma jednak inne zainteresowania, cóż poradzę. Za to kompletnie nie przeszkadza mi to, że ktoś ogląda sport przy mnie. Nawet z pewnym wytęsknieniem czekałam na wczorajszy mecz. Lubię, gdy mój mąż włacza sobie w weekendowe popołudnia Bundesligę. Nawet rzucę okiem i dam się na chwilę porwać emocjom towarzyszącym skokom narciarskim. Być może mam szczęście, bo mój mąż akurat stosuje dość mocną selekcję i nie ogląda wszystkiego jak leci. A jak nie obejrzy, to też potem focha nie strzela. Być może wyniosłam to z domu…

Czy restauracja powinna zapewniać alternatywy dla wegan i wegetarian?

Różne restauracje mamy na rynku. Są takie, gdzie dzieci nie są mile widziane. Mogłabym się burzyć, gdyby „bombelkowa faza” trochę za bardzo weszła mi na mózg. Ja jednak rozumiem, że niektóre miejscówki mogą być zwyczajnie niekomfortowe dla dzieciaków i będzie im lepiej z babcią, nianią czy innym opiekunem. Są knajpy, które specjalizują się w stekach. No i spoko – nie wejdę tam i nie odstawię awantury, że nie mają nic dla roślinożerców. Są też miejsca, które słyną z orientalnej kuchni. To, że wujek Janusz wychodzi z fochem z wietnamskiej knajpy, bo pho to jednak nie rosół i schaboszczak, to jest…

#wegewtorek: czy łatwo zrobić wege kanapkę w Polsce?

Chyba nigdy rezygnacja z jedzenia mięsa (przynajmniej częściowa) nie była tak łatwa jak w 2019! Oczywiście, mam tu na myśli naszą wierzbami i brzozami porośniętą Polandię, bo to właśnie tu, praktycznie w każdym sklepie mogę kupić roślinne napoje i różnego rodzaju smarowidła do chleba. W porównaniu z taką Chorwacją to naprawdę dużo – bo tam nawet w wielkich marketach niełatwo o wegetariańskie lub wegańskie zamienniki. No, dobra w mojej rodzinnej wsi jest jeden sklepik i często nawet autobus przez nią nie przejeżdża i tam faktycznie może nie dostaniesz hummusu. Wystarczy jednak, że masz dostęp do Żabki, stacji benzynowej lub po…

Jak zrobić wegańskie kotlety mielone z buraków i kaszy jaglanej?

A po co to nazywać kotlety mielone? Przecież tu nawet grama mięsa nie ma i na pewno jak mięso nie smakuje. To fakt, burak i kasza jaglana ci w żaden sposób smaku krówki czy świnki nie zastąpi. Nazwa jednak nie pochodzi od tego, że biedni roślinożercy tęsknią za mięsnymi smakami. Po prostu ma to kształt i kolor podobny do mielonych i tak samo jak mielone świetnie smakuje z ziemniaczkami i surówką. Normalnie, przypomina się dzieciństwo i obiad u babci tylko środowisko trochę mniej cierpi, a przy tym burak i jaglanka to całkiem zdrowe rzeczy są. Takie kotlety są super na…

#wegewtorek: czereśnie, fasolka i chłodnik!

Cóż to był za gorący tydzień! Nie było eksperymentów kulinarych, bo zdecydowanie nie miałam siły i chęci na stanie przy garach. Tyle dobrego, że mam blisko pracy warzywniak, a w nim czereśnie w przystępnej cenie! Jeśli zastanawiacie się, o co chodzi z #wegewtorkiem to odsyłam was do tego wpisu: #wegewtorek o co chodzi. Jeśli chcecie się pochwalić swoimi pomysłami na wegetariańskie i wegańskie potrawy – nie ma najmniejszego problemu – śmiało piszcie, oznaczajcie na Insta. Poniesiemy to dalej w świat. I ważna rzecz: to są zdjęcia z życia. Fota cyknięta obiadowi pomiędzy jednym mailem, a drugim – to je życie,…

Wege Wtorek # 1 plus przepis na wegański Pad Thai

Dawno, dawno temu zafascynowała mnie idea i korzyści płynące z meatless monday, czyli bezmięsnego poniedziałku. To były czasu, gdy mój mąż ledwo tolerował brak mięsa w jedzeniu. Wymyśliłam więc wege wtorki, które miały zmienić nasze nawyki żywieniowe. O mojej inicjatywie zapomniałam, bo od ponad dwóch lat nie jemy mięsa wcale. Nawet przez pewien czas byliśmy całkowicie na diecie roślinnej i nadal często tak jemy. Niestety kwestie zdrowotne niektórych członków rodziny wymusiły powrót do nabiału. Jeśli więc mam nam dać etykietę, to jesteś wegetarianami. Staramy się za bardzo nie moralizować. Siedzimy na rodzinnym obiedzie u babci, a obok nas reszta rodziny…

Prosty wegański gulasz z dynii.

Gotowanie jesienią sprawia mi prawdziwą przyjemność. Robi się chłodniej, więc znów do łask wracają zupy i gulasze oraz rozgrzewające przyprawy. Jednocześnie wciąż możemy liczyć na obfitość warzyw: dynie, papryki, bakłażany…Niestety, w tym roku mam bardzo mało czasu na gotowanie. Staram się planować i przygotowywać posiłki wieczorem, ale i tak zbyt często kończy się na zamówianiu frytek. Ostatnio udało mi się jednak ugotować coś wcześniej i w ten sposób powstał ten wegańsku gulasz, chociaż może właściwie to curry. Uwielbiam takie jednogarnkowe twory! Wrzucam to, co mi zalega w lodówce, doprawiam, a potem zajadamy z tym, na co mamy ochotę – tym…

Marchewkowe kulki do szkolnego lunchboxa

Palec pod budkę: kto we wrześniu toczy ciągłą walkę między swoim lenistwem a społecznym wymogiem bycia dobrą mamą? Szkoła się zaczęła i wypadałoby swemu ukochanemu dziecku coś do jedzenia wrzucić do tornistra. Najlepiej, żeby to nie było ciągle kanapka z serem lub słodka drożdżówka. Nie będe wam jednak wciskać kitu, jak to wstaję o poranku razem ze skowronkami i z radością zagniatam ciasto na świeże, domowe bułeczki, w które następnie pakuję hummus i stertę warzyw. Ja to bym chętnie zjadła taką bułę, gdyby mnie ktoś nią poczęstował. Gorzej z moją starszą córką, która w nosie ma zdrowotne trendy i gardzi…

Navigate

Pin It on Pinterest